Scooter tuning - na złamanie karku

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2009.10.01, 11:24 160 Drukuj

Ten dźwięk turbodoładowanej pilarki! Normalnie zawody drwali!

„Ale się wszyscy czepili tych R-jedynek, Gixxerów i innych plastików. A co, to inni dwukołowcy nie robią nam burdelu w aktach?! Ile razy widzę młodziaka na stjinujgowanym skuterku, który ma gaz tylko w pozycji wyłączonej na postoju, albo włączony na maksa w czasie jazdy. I ten dźwięk turbodoładowanej pilarki ! Matko, jak ścigacz odwinie z pełnej łychy to brzmi to jakoś przynajmniej! A oni?! Normalnie zawody drwali!".

Tak właśnie wzniecił się mój znajomy w rozmowie na temat opinii społeczeństwa o motocyklistach. Jakby tego tematu nie ugryźć, ma człowiek rację. W miastach aż wrze od niepochlebnych opinii na temat motocyklistów, którzy „na złamanie karku pędzą na jednym kole 250 km/h przez miasto, obok szkół, kościołów, przedszkoli, supermarketów". Dziennikarze mają tutaj niezawodną pożywkę, racząc publikę statystykami, które wyjaśniają wszystko, a jeszcze częściej takimi, które nic nie wyjaśniają. Na brukowce i ludowe przesądy wpływu nie mamy i raczej wiele tutaj nie da się zdziałać. Moim zdaniem zapomniano jednak w tym całym anty-motocyklowym ferworze o jednym, drobnym szczególiku. Czy aby na pewno tylko 180 konny przecinak kierowany przez osobę skrajnie nieodpowiedzialną stanowi zagrożenie? A co z dzieciakami na skuterach? Czy na pewno 50cm3 jest gwarantem dobrych manier, zachowania bezpieczeństwa, małych szkód? Proszę mi wierzyć, problem jest niemal tak samo dotkliwy.

Mit nr. 45

Na początek ośmielę się zdementować powszechnie wyznawany mit / nonsens - „Nawet jak w coś wjedzie, to nic mu się nie stanie, bo to jedzie tylko 45/h". Taka prędkość chwili wypadku jest więcej niż wystarczająca, aby człowieka pozbawić życia, a w najlepszym przypadku zafundować mu metalowe śruby w kościach. Dawno temu, kiedy rozum trzymałem w szufladzie, zjechaliśmy z kuzynem na pobliską polanę, na której stało pełno stogów siana. Radośni i szczęśliwi postanowiliśmy rozpędzić się na naszych rowerach i w nie wjechać. Załóżmy, że prędkość składaka na polanie wynosiła wtedy 15 km/h. Rozpędziwszy się i wpakowawszy w siano, brutalnie rozczarowałem się. Przecież to miało być miękkie! Miało nie boleć! Ej, co jest?!

Wyobraźcie sobie, że jedziecie skuterem z trzy razy większą prędkością i ładujecie się w sam róg (miejsce, które jest wzmocnione) vana. Gwarantuję, że nie skończy się na plastrach i ibupromie. Wystarczy rzucić okiem na wyniku crash testu jednośladu przy tej prędkości. Rodzice przez szloch wycedzą „O Boże! Jak to się mogło stać! Przecież to motorower. One są bezpieczne!". Pasażerom vana nic się nie stanie, przyjedzie Max Kolonko, wypłaci odszkodowanie i wszystko będzie gites. Dzieciak ze skutera spędzi kilka tygodni w szpitalu z rurkami wystającymi z każdego otworu w ciele, a potem czeka go długa rekonwalescencja. O ile oczywiście przeżyje. Ale przecież to się miało nie zdarzyć. Przecież skuter = bezpieczny i dla wszystkich. Niedowiarkom sugeruje mały eksperyment. Włóżcie proszę rolki na nogi i wjedźcie w ścianę. Na rolki nie potrzeba żadnego uprawnienia. To w zasadzie jeżdżące buciki. Bolało?

Dynamit na kółkach

Mam ochotę wziąć spinacz do papieru i użyć go na sobie niezgodnie z jego przeznaczeniem, widząc, jak przedział końcowo podstawówkowy/gimnazjalny zachowuje się na jednośladzie. Do niektórych nie dociera, że manetka gazu daje się stopniowo odkręcać, dzięki czemu obroty silnika i wzrost prędkości możemy dozować i dostosowywać do warunków panujących na drodze. Albo ON albo OFF. Garaż, albo pełna łycha. Nie ma innej opcji. Życie codziennie mnie zaskakuje. Raz mniej, raz bardziej. Czasami przeraża, czasami śmieszy. Kiedyś np. na parkingu przy supermarkecie pewien młodzieniec chciał prawdopodobnie przyszpanować, bo zaczął na swoim Keewayu robić przegazówkę. Zapomniał jednak biedaczyna, że nie ma biegów, tylko przekładnię automatyczną, po czym sprzęt wyjechał mu spod tyłka. Inny z kolei chciał pokazać, że jego maszyna jest w mieście zwinniejsza i bardziej poręczna. Petardą przeszedł z prawej, w jednej chwili zapominając o wszystkich obowiązujących przepisach (których prawdopodobnie w świetle prawa dopiero powinien się nauczyć). Wystarczyłby wózek z niemowlakiem na przejściu ...

Zaobserwowałem też inne zjawisko, tym razem na drogach poza miastem. Należę do motocyklistów, którzy nie muszą mieć za wszelką cenę dwójki jako pierwszej cyfry na prędkościomierzu. Lubię pykać sobie prędkością regulaminową. Błysk światła w lusterku. Zbliża się skuter. Jedziemy 7 dyszek. Nagle znikąd pojawia się jazgot piły łańcuchowej i skuter mnie wyprzedza. To zdecydowanie więcej, niż przepisy pozwalają. Zgadza się. Naród nie zdaje sobie nawet sprawy, ile skuterów, które wyglądają na wozidełka nie będące w teorii w stanie jechać więcej, niż 4 paczki, są w stanie rozbujać się do ponad setki. Byle tylko mieć trzycyfrowe wskazania prędkościomierza bez prawka. Pomijam serwisowe odblokowanie sprzęta. Na ryku jest dostępny cały ogrom podzespołów, które pozwalają z 50cm3 wycisnąć np. 10 koni. W przypadku większego cylindra (70,80 cm3) koniki się mnożą. Kolejna historia z życia wzięta. Widziałem niedawno chłopaczka. Przyrzekam, wyglądał jakby właśnie skończył przedszkole. Śmigał przez miasto na stuningowanym sprzęcie (bez fuszerki, walizeczka kasy na kołach) drąc się wydechem i pałując na maksa. Wybaczcie brak precyzji w pomiarach, ale dam sobie rękę uciąć, że leciał około stówki. Sto kilometrów na godzinę wyciśnięte ze sprzęta kierowanego przez syneczka o wzroście 120 cm. A co, jeśli chłopak ma zaawansowane ADHD? Co, jeśli właśnie obejrzał film sensacyjny i się nabuzował? Ludzie w tym wieku zazwyczaj nie posiadają własnych dochodów. Tuning skuterów finansowany jest wtedy najczęściej przez rodziców. Pytanie tylko czy w razie wypadku rodzice będą gotowi pokryć wszystkie szkody wyrządzone przez swoją latorośl? Przypominam, iż motorower będący w stanie rozwinąć ponad 45 km/h w świetle prawa jest motocyklem. Kierowanie nim wymaga prawa jazdy odpowiedniej kategorii. Brak tego dokumentu u kierującego sprawia, iż ewentualnych szkód nie pokryje żaden ubezpieczyciel... Pół biedy jeśli chodzi o rozliczenie kosztów naprawy cudzego auta. A co jeśli osoba poszkodowana w wypadku wymagała będzie dożywotniego wypłacania comiesięcznej renty za poniesiony uszczerbek na zdrowiu?

To nie koniec dramatu, który dane było mi zaobserwować. Zlot motocyklowy, wataha bikerów dobrze się bawi, śmieje, rozmawia. Zbierają się do domu, formują ładną kolumnę i przetaczają się przez miasto. Wtem podpina się grupka pięćdziesiątek z dziurawymi wydechami i zaczyna się bonanza. Pół tonowe krążowniki jadą spokojnie, dudniąc widlakami. Obroty skuterów rosną do 50 000 na minutę, wrzask nie do zniesienia. Wyprzedzają. No oczywiście, że wyprzedzają. To już jest dostatecznie irytujące. Na własne oczy widziałem, jak kilku młodziaków przeplotło się z kolumną motocyklistów, mijając ich niczym pachołki na placu manewrowym. Takie małe ekstremum.

Mini potwór

Możliwości stworzenia z poczciwej pięćdziesiątki ekstremalnego wymiatacza są kolosalne. Pomijam tu cały tuning optyczny, czyli neony, naklejki, świecące wentyle i całą resztę. Jeżeli kasa nie stanowi problemu, z małego skuterka można stworzyć kilkunastokonne monstrum. Serwisy aukcyjne i sklepy motoryzacyjne obfitują w odpowiedni sprzęt. Za cenę maksymalnie stuningowanego skutera można nabyć sobie np. rodzinnego sedna i pojechać nim na wakacje. Oczywiście ekstremalne metody wydłubywania z malutkiego serduszka kilkunastu dodatkowych koni i odchudzanie go z przeznaczeniem do wyścigów to pewna skrajność, ale za kilka stówek można spowodować, że maszyna z „motorower" wpisanym w dowodzie rozpędzi się w kilka sekund do setki. Powstało nowe hobby - pojechać jak najszybciej przy jak najmniejszych uprawnieniach. Pojazdy, które potrafią się rozpędzić do wyższych prędkości, nie bez powodu wymagają uprawnień możliwych do zdobycia w określonym wieku.

Czy 10,11,12-latek naprawdę jest na tyle rozwinięty umysłowo, aby poruszać się z taką prędkością? W każdym mieście można spotkać skutery, które dublują swój dopuszczony przepisami v-max. Nasuwa mi się zatem jedno pytanie: skoro ludzie są w stanie władować tyle kasy w skuter, aby jeździł szybciej, czemu na torach wieje pustkami? Dlaczego profesjonalne i amatorskie wyścigi skuterów to nadal margines?

Nieprecyzyjna nagonka

Być może nieuważnie oglądam telewizję, czytam wiadomości w Internecie, prasie, słucham radia, ale nie widziałem, ani nie słyszałem jeszcze w żadnym medium osobnego programu poświęconego mrocznej stronie skuterów. Nie chcę wcielać się w wąsatego profesora w blezerku w kratę i przynudzać z równaniami i wzorami. Powiem więc, że skuter rozpędzony do 40 km/h z kierowcą ważącym około 60 kilogramów wystarczy, aby uśmiercić kobietę z wózkiem. Niby cztery dyszki, można przecież tyle osiągnąć na rowerze. Kolosalna ekspansja małych jednośladów objęła wioski, miasteczka, miasta, metropolie. W Wietnamie np. nikt nie wie, co to jest Yamaha R1 czy Honda Fireblade, a codziennie na drogach ginie tam 50 osób w wypadkach z udziałem motorowerów. Czasami odnoszę wrażenie, że wąsaty tatko siedzi przed telewizorem, oburzony ogląda wiadomości, w których najeżdżają na „gumujących" motocyklistów, a chwilę później daje swojemu synkowi 30 zł na paliwo do stuningowanego skutera, którym ten będzie dzidował po mieście, mając święte przekonanie, że synuś jest daleki od wszystkiego, co głupie i nierozważne.

Co jest niestety smutną regułą wśród użytkowników skuterów, większość z nich z wyposażenia ochronnego posiada jedynie kask. Zupełnie jakby w przypadku ich gleby asfalt był mniej szorstki, a krawężniki bardziej elastyczne.

Na koniec mój ulubiony temat. Prędkość zabija. „Motocykle rozwijające 300 km/h to jeżdżąca śmierć!". Hajabusa z takim speedem wjechawszy w betonową ścianę, rozbryźnie się na kawałeczki, mózg kierowcy też. Gimnazjalista w t-shircie jadący 70-80 km/h wstanie, otrzepie się i pójdzie do domu. Nie. Scali się ze ścianą, a zidentyfikować będzie mógł go jedynie dentysta. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem przeciwnikiem skuterów, który daje upust swoim emocjom. Niniejszym tekstem chciałem wykazać prosty wniosek. Czasami mały skuterek w rękach podekscytowanego dzieciaka może być o wiele bardziej niebezpieczny, niż litrowy przecinak. Warto przy tym zaznaczyć, że osoba poniżej 17 roku życia, która spowodowała wypadek, staje przed Sądem Rodzinnym, a jeżeli wynikiem spowodowanego wypadku była śmierć drugiej osoby, wyroki mogą być bardzo dotkliwe. Aż chciałoby się zacytować Kazika Staszewskiego ...

Brzmi jak „Wujek Dobra Rada"?

Artykuł nie jest napisany na postawie zasłyszanych opinii i wydarzeń opisanych na forach postów. Na zdjęciu rentgenowskim widnieje MOJA noga, uzbrojona w tytanowy pręt i śruby, które zostały podarowane mi po wypadku komunikacyjnym, którego efektem był miesiąc spędzony na OIOM-ie i tygodniowa drzemka. Żelastwo mam nadal, a pojazd kierowcy, który wymusił na mnie pierwszeństwo, nie pamięta nawet, że uderzył w niego skuter.

 

 

Zdjęcia
Komentarze 78
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali
na górę