tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Ducati Diavel mocno subiektywnie NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Ducati Diavel mocno subiektywnie

Autor: Łukasz „Boczo” Tomanek 2012.04.17, 10:14 68 Drukuj

Od redakcji: Jest jedno miejsce, gdzie redaktor naczelny nie zagląda i nie chce zaglądać. To http://boczo.riderblog.pl/, mroczne laboratorium Bocza, w którym może przeprowadzać on swoje chore eksperymenty literackie bez obawy, że ktoś powie „nie, to nie nadaje się do publikacji”. Premiera Diavela była dla Bocza tym, czym pierwszy krok człowieka na księżycu dla ludzkości. W końcu udało mu się dorwać do bolońskiej dumy. Torturowane metafory, wyniosłe go granic rozsądku hiperbole i wiele erotycznych porównań. Zresztą, czego się spodziewaliście?...

Jak to jest, kiedy wszyscy bzykają twoją dziewczynę przed tobą…

Jestem ostatnią osobą w kraju, która jeździła Ducati Diavelem. Jeździli nim przede mną wszyscy. Podobno nawet Marta Grycan. Wszyscy mówili o tym, jak bardzo spektakularny jest to motocykl, jak mocno wyrywa różne części ciała, jak doskonale się prowadzi i jak bardzo jest lepszy od V-Maxa. Stwierdzam oficjalnie z jedną ręką na sercu, a drugą w spodniach, że to wszystko prawda.

Nie do końca rozumiem kłopotliwą klasyfikację Diavela. W czym problem? To power cruiser. Z tej samej kategorii co V-Max czy Intruder M1800R (tak, zgadza się, jest ciężki, ale swoją tłustość nadrabia słodkim prowadzeniem). Bzdury głoszą ci, którzy wrzucają Ducati na siłę do kategorii naked czy innych dziwnych klas. Siedzisz na nim jak na torpedzie, kozacko, groźnie i dajesz światu jawny dowód na to, że zawsze uprawiasz seks na pierwszej randce, a znaczenie słowa „prezerwatywa” musisz sprawdzać w słowniku. Podoba mi się idea wysłania Monstera 696 na siłownię i przedawkowania sterydów. Jeśli mam być brutalnie szczery, to V-Max podoba mi się odrobinę bardziej. To chyba kwestia całej tej legendarności.

Przejdźmy do silnika. Choć w zasadzie to nie silnik, ale kontener wypełniony dynamitem, do którego ktoś wrzucił detonator. Producent dumnie podaje, że Diavel pierwszą (z wielu) setkę osiąga po 2,6 sekundy. I ja mu wierzę. Jeśli jeździłeś V-Maxem i podobnie jak ja wściekałeś się, że cudownie byłoby mieć taką moc ale z V2, Diavel jest odpowiedzią na wszelkie modlitwy. Nie można po prostu odkręcić gazu w opór bez szczypty planowania. Przed zrobieniem tego należy upewnić się, czy 500 m przed tobą nie jedzie Fiat Panda, którego możesz stać się nagłym pasażerem. Jeśli nie, odwiń szatańską batutę mocy i poczuj jakby to było przywiązać się do szarżującego nosorożca. V-Max to polerska zabawka do ludzi, którzy lubią się bezpiecznie lansować i wyrywać umalowane rozwódki. I wbrew pozorom to dość spokojny motocykl. Diavel jest równie spokojny jak Piotr Walter w redakcji telewizji Trwam. Nie da się tym sprzętem luzacko bujać na wysokich biegach, bo jak każde inne Ducati szarpie łańcuchem do 3000 obr/min. Tryby pracy silnika? Nie wiem, od razu dałem na Sport z pełną mocą 162 KM.

Diavel prowadzi się osobliwie. Jadąc nim przez 50% czasu masz wrażenie, że jedziesz 1198, notorycznie ciągnie cię do schodzenia na kolano i generalnie chcesz stracić tym motocyklem prawo jazdy. Przez pozostałe 50% czasu borykasz się ze świadomością posiadania tylnej opony o szerokości 240mm. To dużo. I to czuć. Oczywiście masz to wszystko gdzieś, bo kiedy twój umysł zaczyna analizować cruiserowe koneksje, Diavel znów daje do pieca, a ty krzyczysz do tego, w którego wierzysz, aby był łaskawy dla twojej duszy. Jest jeszcze jedna rzecz. Hamulce. W wielu motocyklach są one cholernie skuteczne. Tutaj heble są w stanie zatrzymać upływ czasu, korozję i cykl astronomiczny Jowisza. Zresztą moje genitalia, których pozbyłem się podczas hamowania nadal są na parkingu przed salonem.

No dobrze. Czy nadal chcę V-Maxa? Nie. A powodów tego dramatycznego zwrotu akcji jest kilka. Po pierwsze – Diavel ma silnik z właściwą ilością cylindrów we właściwym układzie. Po drugie – pali (potwierdziło to kilkanaście osób) maksymalnie 9 litrów, podczas gdy V-Max pali tyle stojąc w garażu.  Po trzecie – jazda daje więcej frajdy. Jadąc V-Maxem bezustannie starasz mentalnie masturbować się myślą posiadania 200 KM między nogami. W Diavelu cię to nie obchodzi. Obchodzi cię jedynie wrzucenie silnika w tryb Sport i wysadzenie w atmosferę wszystkiego, co tylko pojawi się obok ciebie na skrzyżowaniu.  

Aha, kupowanie Diavela w malowaniu innym niż Carbon Red jest po prostu głupie.

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 38
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    na górę