Motocyklem ze Szkocji do Nepalu
| I część podróży motocyklem, która rozpoczęła się w Szkocji, a swój finał będzie mieć 20 tysięcy kilometrów dalej w Nepalu Wszystko zaczęło się o 9.00 rano, kiedy zatrzasnąłem za sobą drzwi domu. Był Konrad z Anią, Kenny, Steve, Wojtek, Voyager, Skyenet, Stumpy, Blackal, Secret Agent Len i oczywiście moja ukochana Ewelina (dla wtajemniczonych - Żaba). Fajnie wiedzieć, że są tacy, którzy popierają mój pomysł, a nawet mi w jego realizacji dopingują. Krótko po 10.00 osiem motocykli ruszyło w stronę Glasgow. Przy muzyce silników, wśród śmiechu i okrzyków poczułem TO. Ciężko zamknąć to uczucie w słowach, ale jeśli jesteście w stanie wyobrazić sobie ekscytację w najlepszym wydaniu z wisienką na szczycie, to mniej więcej to, co wtedy czułem. Reklama KTM 125 Duke vs 390 Duke 2026. Który pasuje do ciebie lepiej i dlaczego odpowiedź nie jest oczywistaKTM konsekwentnie buduje klasę swoich nakedów, a obecny rok przynosi kolejny rozdział w wykonaniu 125 Duke i 390 Duke. Oba motocykle dzielą tę samą filozofię, podobne ramy i tę samą agresywną stylistykę, ale różnice też są niemałe. Czy można porównywać te maszyny? POZNAJ MOTOCYKLE, KTÓRE DAJĄ FRAJDĘ! »Ken R. wymyślił, że fajniej będzie jechać na wschód, bocznymi drogami w kierunku Carlisle, co wcale nie było złym pomysłem, wiązało się tylko z pewnym opóźnieniem. Kilka kilometrów w kierunku Edynburga i odbiliśmy na A73, później A721 i A702. Zatrzymaliśmy się przed samym zjazdem na M74. Już uściskałem Żabę i wtedy do mnie dotarło, w co się pakuję. Cztery, może więcej miesięcy, sam na sam ze sobą nie będzie łatwe. Uścisk paru dłoni, ostatnia „sesja zdjęciowa" i przy dźwiękach „She makes me wanna die" Tricky'ego odkręciłem gaz. Pierwszy przystanek - Oxford. Na pierwszy korek trafiłem w okolicach Preston, po 5 minutach grzecznego stania wybrałem pobocze. Jak się okazało, korek ciągnął się przez następne 20 kilometrów! Niedługo potem byłem zmuszony ponownie wykorzystać pobocze - tym razem w okolicach Birmingham. Moje pomysły na ominięcie korków zainteresowały policję... Parę minut dialogu, w którym moja rola skupiała się na wersie: „przepraszam, to się nigdy więcej nie powtórzy" i odzyskałem prawo jazdy, pouczony o zasadach ruchu drogowego. Ostatecznie dotarłem do Oxfordu o 21.00. Misiek czekał na mnie przed domem, a w domu zimne piwko!!! Muszę wspomnieć, że mój motocykl sprawował się bez zarzutu. Jedynym problemem były kufry, które łapały każdy podmuch wiatru, co powodowało nagłe zmiany w zachowaniu się motocykla. Obudziliśmy się około 9 rano. Poderwałem się pierwszy, złożyłem barłóg w kąt i odpaliłem komputer. Misiek pobiegł przyrządzać śniadanie - to się nazywa urlop. Zacząłem dzień od sprawdzenia poczty, od czasu do czasu zanurzając nos w kubku z kawą. Pojawiło się kilka postów, na UKGSER, co mnie ucieszyło. Fajnie, że ta wyprawa ma obserwatorów. Około 11.00 wyszliśmy zwiedzać miasto. Poprzednim razem, w drodze do Monte Carlo, nie udało nam się wiele zobaczyć. Wąskimi, tajemniczymi uliczkami doszliśmy do Muzeum Historii Naturalnej. Nie jestem zwolennikiem muzeów, ale dałem się namówić. Przywitał nas szkielet T-Rexa. To musiała być wielka bestia, trochę tylko przerąbane mieć takie małe rączki. Wkoło pełno eksponatów, szkielety żyraf, słoni, dinozaurów, naczelnych, wybitego w pień Dodo itd. Dzień 3. - Oxford - Heidelberg 578 mil Ten dzień stal pod znakiem autostrad. Wstałem o 4.00 rano, żeby o 9.00 złapać prom w Dover. Skręciłem jednak tam gdzie nie trzeba i wjechałem do centrum Oxfordu. W końcu trafiłem na M40 w stronę Londynu, później M25 i M20 do samego Dover. Byłem 1,5 godziny wcześniej, niż się spodziewałem. Spotkałem tam bardzo miłą parę. On na Varadero 1000, ona na F650 GS. Jechali właśnie do Black Forrest. Zapytali, dokąd jadę. Nepal- odparłem tak, jakby to była wycieczka do sklepu po pizze. Nie zapomnę wyrazów ich twarzy. Okazało się nawet, że czytali o mnie na internetowym forum dwa dni wcześniej. Nie mogę powiedzieć, żebym płakał na widok oddalającego się angielskiego lądu. Chociaż zostawiałem za sobą wygodne łóżko, kolacje każdego wieczoru i wszystko, do czego zdążyłem się przyzwyczaić przez ostatnie trzy i pół roku. Nie wspominając o żonie, która pewnie popłakuje za mną każdego dnia. Przynajmniej lubię tak myśleć. W Calais byłem o 12.00. Teraz tylko nudne autostrady aż do Heidelbergu. Chciałem dotrzeć tam przed zmrokiem, więc musiałem trochę przycisnąć. Witamy w Holandii, witamy w Belgii, witamy w Bundesrepublik Deutschland. Później tylko długa, nudna droga - Aachen, Kolnia, Koblenz, dłuuuuuugi korek, Ludwigshafen, Monahium, motor dostał czkawki i zamigała kontrolka paliwa. W końcu Heidelberg. Znalezienie adresu Agnieszki nie sprawiło mi kłopotu. Pokonałem 578 mil z Oxfordu do Heidelbergu i zajęło mi to łącznie z promem 15 godzin. Szybki prysznic i potem wyjście na zamek z butelką wina i ogromnymi kieliszkami. Bardzo ‘posh'! Dzień 4 i 5. - Heidelberg Heidelberg podobał mi się za pierwszym razem, za drugim już mniej, a za trzecim stwierdziłem, że jest trochę mały. Mam wrażenie, że jest tam jedna ulica równoległa do rzeki, na której koncentruje się całe miejskie życie. Wspaniałe Fachhauser zeszpecone galeriami handlowymi. Wszystko to można "podziwiać" z tarasów wielkiego zamku, a właściwie ruin zamku, który bezwzględnie przyciąga wzrok już z daleka. Na jego rusztowania wspięliśmy się z Agnieszką czwartego dnia. Nie wiem, co nam odbiło, chyba nuda, a może chcieliśmy zobaczyć panoramę miasta z trochę innej perspektywy. Gdyby nie zabrane ze sobą butelka wódki, kieliszki i sok, to pewnie nie różniłoby się to od zwykłej wspinaczki po rusztowaniu. Spędziliśmy na "górze" kilka godzin rozmyślając, rozmawiając, porównując, snując marzenia. Kiedy zamczysko pokryło się czernią nocy, a ostatnie żarówki oświetlające gotycko-renesansową budowlę zgasły, zeszliśmy z rusztowań. Krótki spacer opustoszałymi ulicami do domu. Warto było.
Dzień 6 - Heidelberg do Getyngi Postanowiłem nie jechać więcej autostradami. Niemieckie Autobahny są szybkie i gładkie jak stół, ale... przeraźliwie nudne. Wybrałem sobie trasę dłuższą, bardziej czasochłonną i krętą. I to był pierwszy dzień, kiedy tak naprawdę odczułem przyjemność z jazdy. Pogoda też dopisywała, gdzieś pokropiło, gdzieś mocniej zawiało - nie zawracałem sobie tym głowy. Do przejechania miałem ponad 250 mil, co przekłada się mniej więcej na 6 do 7 godzin bocznymi ulicami. Serpentyny, szybkie pnące się stromo w górę zakręty, cała masa ciasnych łuków, piękne panoramy - tego mi trzeba. Raz przytarłem trochę kuframi, zapomniałem, że je mam i że motocykl trochę inaczej się prowadzi, szczególnie przy hamowaniu. Tył ślizgał się, jak Yamaha pod Rossim. Trasa tak bardzo mnie nakręciła, że oprócz przystanków na siku i łyk herbaty nie zatrzymywałem się wcale. Nigdy nie zapomnę wjazdu do Getyngi. W tym mieście spędziłem trzy lata. Poczułem się dziwnie. Każde skrzyżowanie było mi znajome, każdy skrót, każdy mijany budynek.... Uśmiechnąłem się. To był dobry pomysł, żeby tu zajrzeć. Do Pawła i Reni dotarłem dokładnie sześć i pół godziny po wyjeździe z Heidelbergu. Rozładowałem motocykl - kufry tutaj, opony tutaj, spodnie do wietrzenia na balkon. Mam uwagę, co do spodni - zdecydowanie brakuje otworów wentylacyjnych. Dostałem kawę i piwo. Piwo weszło bez kłopotu. Dwie godziny później siedziałem z Kazikiem i Pawłem zwanym Jezusem w Mercedesie, mknąc 170 km/h doHanoweru. |
|
|














































Komentarze 6
Poka¿ wszystkie komentarzeNo fajnie tak podró¿owaæ na moto:) chyba nie ma nic lepszego od d³ugiej trasy na moto:)) Ja aktualnie jestem w trakcie robienia prawka na motocykl i ju¿ nie mogê siê doczekaæ swojej maszyny:) W ...
OdpowiedzHej Marcin ! Wypiard! Motocykle rulez! Super trasa! I jeszcze tyle zostalo swiata do zjechania. pozdro!
OdpowiedzWielki SZACUN !!! w tym roku zrobi³em prawko kupilem moto i po tygodniu ruszylem do holandii z Bia³egostoku(1000 mil) takiej trasy bym sie nie odwzy³ jeszcze pokonac jak TY ale znam to uczucie!!!" ...
OdpowiedzPodziwiam za wytrzyma³o¶æ :)
OdpowiedzPrzekozackie
OdpowiedzFajna wyprawa, naprawdê zazdroszczê - ka¿demu nale¿± siê od ¿ycia takie przygody! Mam tyko jedno "ale"... Gdzie zdjêcie z Kovalainenem?! ;]
Odpowiedzdziekuje wszystkim za komentarze i zapraszam do sledzenia dlaszych epizodow. Co do zdjecia...widocznie redakcji sie nie spodobalo;)
OdpowiedzJako osoba zwi±zana z redakcj± dopytam, co siê sta³o z tym zdjêciem. Fajnie, ¿e spisali¶cie to i opublikowali¶cie. Inspirujecie w ten sposób innych i pomagacie znale¼æ pomys³y na zrobienie ¿ycia bardziej szczê¶liwym.
Odpowiedz