tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Gruzja 2014 - quadami daleko od szosy
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Gruzja 2014 - quadami daleko od szosy

Autor: Arkadio 2014.11.14, 09:37 6 Drukuj

Od redakcji: Pierwsz± czę¶ć relacji z wyprawy quadami do Gruzji czytali¶my z zapartym tchem. Po prostu chłopaki uchwycili istotę podróżowania w nieznane pojazdami zasilanymi paliwem. Go¶cinno¶ć obcych ludzi, epickie, fenomenalne  widoki, wolno¶ć, nocowanie pod gołym niebem. Po raz kolejny ostrzegamy - po przeczytaniu tej relacji będziecie planować wyjazdy. I jest to zupełnie normalne. Zapraszamy do lektury!

Budzimy się wcze¶nie rano i widzimy zdziwione spojrzenia pań czekaj±cych na autobus. Cóż było robić dobry i tani hotel. Robimy mał± kawkę i jedziemy dalej. Wcze¶niej już ustalili¶my, że nie jedziemy na tzw. Drogę wojenn±. To 160 km asfaltu i potem powrót ta sam± drog± bo inna alternatywa nie istnieje. W miejscowej piekarence kupujemy puri, na straganie pomidory i w drogę. W miejscowo¶ci Chinti odbijamy na wschód, jemy ¶niadanko i dalej w góry. Po paru km asfalt się kończy i zaczyna się piękna szutrowa droga. Gnamy ile fabryka dała. Po drodze trafiamy na budowę drogi. Budowę obsługuj± same kilkudziesięcioletnie Krazy i Kamazy ale widać było, że to jedyny sprzęt nadaj±cy się do tej pracy. Niestety i tu buduj± asfaltowe drogi. Po drodze trafiamy do małego miasteczka w którym akurat jest rynek czyli jak by to u nas powiedzieli ¶więto dyszla. Robimy drobne zakupy, doładowujemy nasze gruzińskie telefony i Dawid kupuje olej do swojego najlepszego pod słońcem quada Kawasaki. Ilo¶ć oleju któr± zabrał z Polski już mu się skończyła (a może to dwusuw – nie ¶miemy pytać). Wypijamy po piwku i na koń. Niestety jedziemy asfaltem ale już po niecałej godzinie skręcamy w lewo na północ. Po kilku km kończy się asfalt i zaczyna droga szutrowa która ostro pnie się w górę. Widoki coraz piękniejsze aż wyjeżdżamy poza granice lasu. Ukazuj± się piękne wysokie góry. Jedziemy górsk± drog± z serpentynami, przepa¶ciami , półkami skalnymi. Co trochę mijamy spadaj±ce z góry wodospady i ci±gle jedziemy w górę. Zatrzymujemy się bardzo często by zrobić zdjęcia. Dojeżdżamy na przełęcz Abano 2926 metrów nad poziomem morza. Nie będę dalej opisywał widoków, bo to nie ma sensu. Zdjęcia dadz± choć trochę atmosfery z tego miejsca. Jedziemy dalej w dół i po około 35 km dojeżdżamy do wioski Omalo. Położona w¶ród gór osada na wysoko¶ci ponad 2300 mnp ma kilku mieszkańców, którzy w okresie letnim prowadz± kilka małych hotelików i obsługuj± nielicznych turystów, którzy mieli odwagę przejechać t± drogę samochodem. Miejscowi szykuj± się już do powrotu na dół ponieważ zima idzie dużymi krokami. Osada nie ma elektryczno¶ci, zasilana jest z agregatów i akumulatorów. Jest już 17 decydujemy się zostać w miejscowym pensjonacie. Jazda noc± t± drog± wydaje się nam zbyt ryzykowna. Hotelik nasz ma ładne czyste pokoje z łazienk± więc radocha bo będzie k±piel. W cenę pokoju wliczona jest kolacja i ¶niadanie. Jedzenie bardzo dobre składaj±ce się z kilku dań. Pyszne kalafiorki, bakłażany z owczym serem na ciepło, papryczki nadziewane mięsem, palce lizać. Po kolacji siadamy na powietrzu, oczy mamy jak przepalone bezpieczniki i my¶limy, że zrobimy po trzy szybkie strzały i tyle nas tam będ± ogl±dać. Jednak pijemy gruzińsk± wódeczkę. Wła¶cicielka robi nam na zak±skę Chinkali czyli gruzińskie pierogi nadziewane mięsem w tym przypadku baranin± w kształcie saszetki. Nie wszystkim smakowało chyba ze względu na baraninę. Siedzimy jednak do póĽna w nocy rozmawiaj±c i wspominaj±c nasze wcze¶niejsze quadowe podróże. Wspominamy poznanych ludzi na quadach, a do jednego nawet dzwonimy. Shogun pozdrowienia jeszcze raz!!! Zawsze odbierasz telefon! W nocy przychodzi bardzo gwałtowna burza z ulewnym deszczem. Rano okazuje się że nocne ulewy uszkodziły drogę i samochody na pewno nie dadz± rady zjechać. Okoliczne wysokie szczyty w nocy pokryły się ¶niegiem. My na quadach mamy szansę się wydostać. Dostajemy nr. telefonu na górę by po zjeĽdzie na dół zdać relację czy mog± zjeżdżać. Jemy pyszne ¶niadanko składaj±ce się z tylu dań, że w połowie mamy już do¶ć. Ale spróbować trzeba wszystkiego. Aż dziwne, że w tak trudnym i niedostępnym miejscu, gdzie wszelkie zaopatrzenie wymaga dużego wysiłku można zje¶ć tyle różnorakich specjałów. Po ¶niadanku wszyscy szybko spakowani i siedzimy na maszynach. Wszyscy oprócz jednego! Kogo ? Ireczka!!!

Nasz Ireczek nasłuchał się w nocy jak deszcz wali w blaszany dach i opowie¶ci miejscowych ile to wody może być po drodze w kałużach i przez pół godziny stroił się w „ kombinezon płetwonurka” wystawiaj±c nasza cierpliwo¶ć na próbę. Dobrze, że poznani wcze¶niej Austryjacy umilali nam czas rozmow±. W końcu podjechał poowijany amerykańsk± ta¶m± w wodobeszczelnym kombinezonie w którym wygl±dał tak jakby miał za chwilę szukać ropy na dnie oceanu arktycznego. Jeste¶my w komplecie, żegnamy się z poznanymi ludĽmi i jedziemy z powrotem 75 km t± sam± drog±. Innej nie ma. Droga wygl±da inaczej niż dnia poprzedniego. Jest miejscami wymyta przez wodę tworz±c rozpadliny i wyrwy. W niektórych miejscach zostaje tylko w±ziutka przeprawa, a koła quada jad± polow± nad przepa¶ci±. Jest grubo ale udaje się jako¶ dotrzeć na przełęcz Abano i tym razem podjeżdżamy do najwyższego możliwego punktu pod same nieczynne już anteny satelitarne. Pewnie pozostało¶ć radzieckiej ¶wietno¶ci. Znowu kilka fotek i jedziemy dalej na dół. Droga po drugiej stronie przełęczy jest już lepsza, woda nie wyrz±dziła tu większych szkód. Po drodze mijali¶my pracuj±cy spychacz który zasypywał rozpadliny wymyte przez wodę. Droga na dół zajęła nam ponad 3,5 godziny. Była to chyba najpiękniejsza droga po której udało mi się przejechać. Wjeżdżamy na asfalt i jedziemy na wschód. Docieramy do prowincji Kahetii, która to prowincja jest głównym producentem win gruzińskich. Po drodze mijamy Ziły, Krazy i Kamazy których skrzynie wypełnione s± winogronami. Przecież to wrzesień i czas winobrania. Trafimy do bardo ładnej winnicy, która jest pierwsz± profesjonalnie zarz±dzan± firm± któr± tu widzimy. Płacimy za degustację miejscowego wina ale można tam też zobaczyć jak wino się produkuje, wysłuchać opowie¶ci o tradycji gruzińskiego wina i co¶ zje¶ć. Ponieważ żaden z nas nie jest smakoszem wina, a Dzikiemu się ono długo otwierało ha ha, degustacja przebiegła szybko. Zgodnie stwierdzili¶my, że Stalin wiedział gdzie kupować wina bo poprzednie winne zakupy bardziej nam odpowiadały. Dalej jedziemy drog± prowadz±c± przez winnice. Tankujemy paliwo, a od pracowników stacji dostajemy całe ki¶cie białych i czerwonych słodkich winogron. Jemy obiadek na pomniku wodza rewolucji składaj±cy się z turystycznej i gruzińskich pomidorów z cebul± i gnamy do miejscowo¶ci nie pamiętam nazwy , gdzie zatrzymujemy się w restauracji z której rozci±ga się przepiękny widok na cała dolinę. Rewelacja, pozazdro¶cić położenia lokalu w z takim widokiem. Wypijamy symboliczne dwa piwka i jedziemy dalej na wschód nie mog±c doczekać się stepów. Dojeżdżamy do miejscowo¶ci Dedopolis gdzie zaczyna się step ale niestety była już noc więc po ciemku szukamy miejsca do rozbicia namiotu co w tym terenie nie jest łatwe. Nawet ledy nie pomagały ale jak się szuka to się znajdzie. Rozbijamy namioty , przepiękna bardzo ciepła gwiaĽdzista noc. Robimy na spanko po kiełku no może po dwa i już spimy. C.D.N

Budzimy się wcze¶nie rano bo jest już bardzo ciepło. Wyłazimy z namiotów i szok. W koło nic tylko wypalona trawa. Ireczka nie zjadły w nocy gepardy, które jak nam mówili miejscowi żyj± w tych okolicach, a straszyli¶my go, że zostan± z niego tylko skarpetki. Zbieramy szybko nasze zabawki, pijemy kawkę i jedziemy. Trzymamy się tracka ale jest tak cudnie, że wjeżdżamy w step na rympał gdzie popadnie kieruj±c się na południowy zachód. Przed nami nie ma nic tylko góry zjazdy, podjazdy, szutry. Odkręcamy manetę do końca. Och działo się przepiękna jazda, przepiękne widoki. Po drodze na wzgórzu znajdujemy jedno jedyne drzewo (jak drzewo Abrahama przynajmniej według wersji Dzikiego). Robimy Kika fotek i gnamy dalej ile fabryka dała w kierunku Azerbejdżanu. Dojeżdżamy do doliny, która jest granic± Gruzji i Azerbejdżanu. Jedziemy wzdłuż niej od czasu do czasu mijaj±c zielone wieże obserwacyjne straży granicznej. Wieże s± puste więc my¶limy, że nikt tej granicy nie pilnuje ale to tylko nam się tak wydawało bo w końcu dojeżdżamy do posterunku gruzińskiej straży granicznej. Zostajemy zatrzymani przez żołnierzy, którzy jak to w takiej sytuacji przeprowadzili z nami standardowy wywiad. Jak zwykle koszulki za napisem Poland załatwiaj± połowę sprawy. Mila pogawędka przedłuża się ponieważ pogranicznicy postanowili odprowadzić nas do bezpiecznej strefy aby przez przypadek nie ustrzelili nas Azerowie ale musz± dostać pozwolenie od oficera, który przyjeżdża rozklekotanym Ziłem. Chłopaki maj± RZR, który niestety nie chce jechać, więc stoimy w upale i pot nam się leje po plecach i nie tylko. Ale cóż nie ma wyj¶cia faceci s± mili i chc± nam pomóc. W końcu udaje im się doprowadzić sprzęt do stanu używalno¶ci. Odprowadzaj± nas kilkana¶cie km za rzekę. Pięknie dziękujemy, żegnamy się z żołnierzami i po kilku km wracamy z powrotem na granicę wzdłuż, której biegnie piękna szutrowa droga. Marzenie, odkręcamy na Maksa ile się tylko da. Jedziemy tak i jedziemy nawet nie wiem jak długo ale to była fantastyczna jazda z adrenalina buzuj±c± w żyłach. Droga i widoki przypominaj± mi trochę Marokańsk± Saharę po której miałem okazję jeĽdzić. Nawet pierwsza od wielu km osada przypomina te z Afryki. Nie ma tylko wszechobecnych tam ¶mieci. Nawet nie wiadomo kiedy, a robimy 140 km. Przez te wszystkie km po gruzińskim stepie poza gruzińskimi żołnierzami spotykamy tylko samotnego Kamaza z wielkim kontenerem, którego kierowca tr±bi i macha do nas. Byli¶my chyba jego jedyn± rozrywk± w czasie jego podróży. Po drodze gubimy się pierwszy raz w od czasu wyjazdu z Batumi. Dziki jedzie pierwszy, a my zatrzymujemy się na tankowanie. Jedziemy na azymut, Dziki przejeżdża szybko dwa pagórki i już go nie widzimy. Stajemy na wzgórzu i czekamy. W końcu zauważamy mały punkcik na wzniesieniu parę km dalej. Dziki ma szczę¶cie, że go znaleĽli¶my, złapał gumę i nie mógł już wracać po ¶ladzie. Dziki ze szczę¶cia, że go znaleĽli¶my i nie będzie trzeba szukać jego ko¶ci na tym pustkowiu wyjmuje zbunkrowanego Danielsa, który w tych pięknych okoliczno¶ciach przyrody smakuje wy¶mienicie. Na tracku mieli¶my w niedalekiej przyszło¶ci zaznaczon± o dziwo polsk± knajpę. Nie wierzyłem, że w ogóle może być jaka¶ knajpa na tym zadupiu, a co dopiero Polska. Obieramy azymut i lecimy zobaczyć czy przypadkiem kto¶ się czego¶ nie na w±chał a lokal gastronomiczny mu się nie uroił. Wyjeżdżamy w końcu na co¶ co przy odrobinie wyobraĽni może uchodzić za drogę szutrow±. Na niej przed wielkim rozlewiskiem mijamy star± Wołgę, w której siedzi tylu pasażerów, że nie zmie¶ciłoby się do małego autobusu. Z ciekawo¶ci zatrzymujemy się aby zobaczyć jak kierowca Wołgi ma zamiar sforsować rozlewisko. Ku naszemu zdziwieniu wzi±ł je ¶rodkiem bez żadnego problemu, trochę tylko co¶ szurało pod spodem ale to drobiazg dla pasażerów samochodu. Po kilku kilometrach podjeżdżamy pod budynek, w którym podobno jest Polska restauracja. I tak j± będę dalej nazywał ha ha ha. Na drzwiach wisi Polska flaga w ¶rodku widać bar więc walimy jak w dym. W lodówce obok baru Soplica, Luksusowa, polskie piwko itp., a kole¶ za barem do nas mówi czyst± polszczyzn±. Tak poznajemy Ksawerego - wła¶ciciela, barmana, kucharza, wykidajłę i kim tam jeszcze chcecie, żeby był w tym lokalu. Siadamy w sali restauracyjnej w której teraz podobno bardzo modne wyposażenie jest zrobione z palet. Zamawiamy po piwku, a wła¶ciciel poleca nam ulepszon± polsk± wersję gruzińskiej czaczy. Niezła doprawiona miodem. Z menu wybieramy ziemniaki bryzgane czyli ziemniaki z koperkiem i zsiadłym mlekiem. W Gruzji jeszcze jest mleko które się zsiada. Dawno nie jedli¶my nic tak dobrego, a mleko naprawdę było rewelacyjne. Tam krowy hodowane s± na pastwiskach bez obory, a ich diet± nie kieruje komputer, który dostarcza im żarcie z silosów. Jeste¶my bardzo ciekawi sk±d wzi±ł się w tym miejscu Ksawery. Okazało się że trzy lata wcze¶niej zwolniono go z pracy w Busku Zdroju w którym mieszkał, a że bywał w Gruzji wcze¶niej więc za odprawę z pracy postanowił otworzyć lokal w Gruzji. Kupił trochę gruntu z budynkiem i tak to się zaczęło. Lokal czynny jest od kwietnia do paĽdziernika, a że leży na drodze do monastyru, który jest wielk± atrakcj± turystyczna Gruzji i jest jedynym tego typu przybytkiem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów więc jako¶ się kręci. Ponieważ restauracja ma również czę¶ć hotelow±, a polsko gruzińska czacza i polski gospodarz przypadli nam do gustu postanawiamy już tego dnia nie jechać. Zażywamy k±pieli i siadamy do bankietu. Lokal zostaje wieczorem zamknięty, a bankiet trwa. Przychodz± Gruzini, impreza jak to zwykle przenosi się do kuchni i trawa ale nie wiem do której, a o szczegółach lepiej nie pisać. Byli¶my dzisiaj w tej czę¶ci Gruzji , która nie jest popularna w¶ród turystów ale któr± musi odwiedzić każdy off-roadowiec bo inaczej nie poczuje tego czego¶ !!! Tego czego¶ dla którego warto jechać tysi±ce kilometrów. Tego czego¶, dla którego warto pracować żeby znowu poczuć to co¶!!!

Mimo wszystkich przeciwno¶ci losu wstajemy wcze¶nie rano i ku zgorszeniu Ksawerego (jest 7 rano) pakujemy nasze zabawki i szykujemy się do drogi. Chińskie zupki poprawiaj± nasze ciała, niestety na skołatan± duszę po wczorajszym bankiecie nie znaleĽli¶my lekarstwa. Płacimy Ksaweremu za pobyt i za rachunek przyznajemy lokalowi przynajmniej pięć gwiazdek. Spokojnie może je wieszać nad drzwiami. Mimo wszystkich przeciwno¶ci losu o 8 już wyjeżdżamy od Ksawerego i na azymut kierujemy się do klasztoru Dawid Garedżi. Niestety nie dało się już dojechać do samego klasztoru górami, które zaczęły robić się coraz wyższe z coraz większymi przepa¶ciami. Mimo wszystko dojeżdżamy do monastyru i większo¶ć z nas idzie zwiedzać. Niestety moje samopoczucie nie pozwala mi na takie ekstremalne przeżycia. Dalej jedziemy na zachód szybk± szutrow± drog± znowu niebezpiecznie zbliżaj±c się do granicy z Azebejżdżanem. Niestety wszystko co dobre kiedy¶ się kończy. Odbijamy w kierunku północno – zachodnim obieraj± kurs na Tibilisi. Wjeżdżamy do Miejscowo¶ci Rustavi gdzie chcemy zatankować. Kolejne przemysłowe miasto widmo z przygnębiaj±cymi widokami zrujnowanych zakładów przemysłowych, opuszczonymi domami, brudne i zaniedbane. Tylko nasi zbieracze złomu byliby tam szczę¶liwi. Modelowy obraz przemian społecznych i gospodarczych po upadku wielkiego Zwi±zku Radzieckiego. Jedziemy dalej w kierunku Tibilisi. Po drodze trafiamy na most, który jest tylko na mapie, bo w rzeczywisto¶ci jest tylko pocz±tek i koniec mostu. ¦rodek leży w rzece. Cofamy się do asfaltowej głównej drogi i omijamy stolice od południa . Jedziemy kilkadziesi±t km asfaltem s±dz±c, że tego dnia nic już ciekawego nas nie spotka. Ale to jest Gruzja w której nigdy nie wiadomo co będzie za zakrętem. Zjeżdżamy z asfaltu i kierujemy się na południowy zachód. Najpierw jedziemy po szutrowej drodze która kończy się w pewnym momencie i wjeżdżamy w piękne zielone poprzecinane pagórkami ł±ki. W szybkiej jeĽdzie przeszkadzaj± nam tylko wystaj±ce wszędzie kamienie. Po przejechaniu kilkunastu km stajemy, patrzymy w GPS, a my jeste¶my na wysoko¶ci 2500 mnpm. Niesamowite, wyżej niż nasz Kasprowy, a tu w koło zielono. Oczywi¶cie niewiadomo sk±d pojawił się kilkuletni chłopiec zaciekawiony kto mógł dojechać w takie miejsce. Po drodze spotykamy tylko bydło i pilnuj±cych ich pasterzy. Co kilkana¶cie km widać rozłożone jurty – obozowiska pasterzy. Nie zdecydowali¶my się na odwiedzenie takiej jurty ponieważ znaj±c go¶cinno¶ć tubylców po prostu bali¶my się , że skończy się to tak jak poprzedni wieczór. Klimaty takie jak na filmach pokazuj±cych stepy Mongolii czy syberyjsk± tundrę. Po kilkudziesięciu km jazdy po zielonej trawie dojeżdżamy do jeziora Paravani Lake. Szutrowa wyboista droga prowadzi wzdłuż jeziora mija kilka miejscowo¶ci położonych na jej brzegu. Wioski s± bardzo ale to bardzo biedne. Domy pokryte ziemi± z traw± wszechobecny bałagan, porozrzucane zdewastowane maszyny rolnicze, błoto i mnóstwo opuszczonych domostw. Kiedy¶ były tam kołchozy. Nie ważne czy się opłaciło produkować czy nie władza kazała to się robiło, a ludzie mieli jak±¶ prace. Wraz z upadkiem sajuza upadły też kołchozy i skończyła się praca a ludzie zostali w tych miejscach sami bez ¶rodków do życia i bez perspektyw. Przy drodze widzimy w błocie na foli szlachtowanego cielaka. To chyba najbardziej przerażaj±cy i przygnębiaj±cy obraz Gruzji jaki widzieli¶my. Dalej jedziemy już bardzo fajn± szutrow± szybk± drog± mijaj±c kolejno wioski, które wygl±daj± tak jak te opisane wyżej. Zatrzymujemy się w sklepie po zakupy robimy po małym piwku i decydujemy, że trzeba zacz±ć rozgl±dać się za miejscem do spania. Wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień dał nam się mocno we znaki, a szczególnie mnie, bo jeszcze wieczorem pamiętam dobrze skład polskiej wersji gruzińskiej czaczy u Ksawerego. Dobrze, że chłopaki robili zdjęcia bo ja nie wyj±łem tego dnia nawet aparatu. Dojechali¶my do kolejnego jeziorka szybk± ale bardzo uczęszczan± drog± szutrow± przy której znaleĽli¶my mały zagajnik. Rozbijamy namioty szybka kolacja i ja pierwszy leżę w namiociku aby następnego dnia wstać z samopoczuciem białego zdrowego człowieka. Pozostali też długo nie wojowali po szybkich paru strzałach poszli spać.

Wstajemy jak zwykle wcze¶nie choć jest zimno, nawet bardzo zimno, około 10 stopni. Nie bardzo nawet wiemy który dzień już jeste¶my w drodze myl± nam się dni. Szybkie ¶niadanko kawka, robimy dwa kapcie i jedziemy w kierunku skalnego miasta Varzia. Znowu pniemy się wysoko w góry, jedziemy serpentynami i wyjeżdżamy na wysoki płaskowyż. Podjeżdżamy pod jego krawędĽ gdzie ukazuje się nam przepiękny widok. Dalej jedziemy górami przejeżdżamy przez kilka wiosek , które niestety nie wygl±daj± lepiej niż te opisywane wcze¶niej. Trafiamy na kamienist± górsk± drogę która w szybkim tempie doprowadza nas do kamiennego miasta. Jest to typowe turystyczne miejsce z porz±dn± restauracj±, straganami z pami±tkami i zimnym piwkiem. Zostawiamy nasze quady na parkingu i idziemy zwiedzać. Ireczek oczywi¶cie załatwił busa, który podwiózł nas na górę. Irek nóg w końcu na loterii nie wygrał! Miejsce bardzo ciekawe i warte polecenia. Wszyscy zeszli¶my na dół, wszyscy oprócz Ireczka przecież nóg na loterii nie wygrał za to przez to zwiedził miasto dwa razy – raz w kierunku zwiedzania i drugi raz w przeciwnym. Rozsiadamy się wygodnie w knajpie przy zimnym piwku i dochodzimy do wniosku, że nie będziemy się spieszyć. Robimy drobne zakupy grzejemy się w słonku, jemy obiadek z pancerników i w końcu jedziemy dalej. Dojeżdżamy do stacji benzynowej gdzie stajemy zatankować. Jarek podjeżdża ostatni i opowiada nam, że spotkał księdza mówi±cego po polsku. Z quada spadła mu nasza biało-czerwona flaga po któr± się wróci, a leż±c± na drodze flagę zauważył jad±cy samochodem ksi±dz, zatrzymał się i j± podniósł. W ten sposób poznajemy katolickiego księdza na pół Rosjanina na pół Gruzina, który pełni posługę dla mniejszo¶ci katolickiej zamieszkuj±cej okolicę. Polskiego nauczył się będ±c w Polsce na studiach. Przesympatyczny jawiony go¶ć, który przy okazji zarezerwował nam hotel w Batumi na ostatni± noc w Gruzji. Niestety spieszył się na mszę a podróżował z młod±, ładn± katechetk± to też rozumieli¶my jego po¶piech i nie chcieli¶my go dłużej zatrzymywać. Kilka fotek zostało zrobionych więc będziecie mieli okazję poznać kolejn± ciekaw± postać , któr± udało nam się spotkać w naszej podróży do Gruzji. Tankujemy i jedziemy dalej już asfaltem. Postanawiamy zrobić drobne i grube zakupy i jeszcze jedn± noc zostać w górach i spać pod namiotem. Pogoda zaczyna się psuć, niebo mocno zachmurzone więc Ireczek jest znów ubrany jak miała by się oberwać chmura. Niestety tym razem ma rację. W pewnym momencie przychodzi oberwanie chmury a ulewny deszcz przechodzi w grad a póĽniej w ¶nieg. Na szczę¶cie dojeżdżamy do małej miejscowo¶ci gdzie stajemy przy sklepie, robimy zakupy i długo rozmawiamy z miejscowymi stoj±cymi jak wszędzie pod sklepem. Pogoda się poprawia i jedziemy dalej szerok± szutrow± drog± z wieloma zakrętami . Gnamy ile fabryka dała, nie kurzy się więc robimy sobie nawet trochę wy¶cigów. Wjeżdżamy znowu w wyższe góry znajdujemy piękn± polankę na biwak przy samym lesie. Jeste¶my na ponad 1800 mnpm. Rozbijamy namiociki. Dziki rozpala ognisko iiii oberwała się kolejna chmura. Rozpętała się burza, pioruny waliły w koło, było prawie jasno na dworze. Tak± burzę widziałem w tamtym roku w albańskich górach ale z daleka. Wtedy zd±żyli¶my przed ni± uciec. Teraz znaleĽli¶my się w ¶rodku. Huk piorunów który odbijał się o góry przyprawiał o gęsi± skórkę. Tak się jako¶ złożyło, że jak zaczęła się burza wskoczyli¶my we trzech Ja , Bedy¶ i Jaro do namiotu gdzie były grube zakupy ze sklepu. Już po niedługiej chwili burza nie bardzo nam przeszkadzała, a długim rozmowom Polaków niebyło końca. Trochę już zaczęli¶my podsumowywać nasz± wyprawę, wspominać to co nas spotkało bo przecież został nam już jeden dzień jazdy do Batumi. Jednak nie mieli¶my racji, na posumowanie okazało się, że jest za wcze¶nie bo ten ostatni dzień znowu nas zaskoczył, znowu Gruzja pokazała, że jeszcze nie wszystko widzieli¶my.

Przydatne informacje dotycz±ce podróży do Gruzji

Dojazd :

  1. Słowacja – zakup winiety najlepiej na miesi±c na auto z przyczepa (je¶li nie przekracza auto 3500kg i 3500 kg przyczepa ) 
  2. Węgry podobna sytuacja z winietami jak na Słowacji.
  3. Serbia opłaty na autostradach na bramkach.
  4. Bułgaria – winieta tylko za 5EUR nie więcej (próbuj± oszukiwać i wciskać winietki za 11 EUR jak za pojazd ciężarowy) ważna tylko przez dobę. 0-24h. Plus opłata na powrocie za dezynfekcję 6 EUR – zdzierstwo.
  5. Turcja 1550km autostrad± lub drog± dwupasmow± sama przyjemno¶ć.

Granica i wjazd do Turcji wymaga cierpliwo¶ci i samozaparcia. My przejeżdżali¶my j± w jakie¶ 5 godzin. Jak zobaczyli naszych 5 paszportów i stos dowodów rejestracyjnych to zrobili miny jak by¶my im kazali wykopać basen olimpijski łopat±. Turecka celniczka i jej szef szybko pozbyli się nas i normuj±c ze mamy przyj¶ć rano czyli za około 10 godzin bo wtedy będzie odpowiedni urzędnik. W tej chwili nie mog± wprowadzić qudaów do systemu ponieważ nie ma takiej kategorii . Ta sama celniczka Turecka z wielka ulg± na bardzo ładnej twarzy oddała nam nasze paszporty i dowody rejestracyjne jednocze¶nie informuj±c, że je¶li pójdziemy na tureck± stronę gdzie s± spedycje to może one nam pomog±. Oczywi¶cie ton±cy brzytwy się chwyta więc udali¶my się do spedycji w której nic oczywi¶cie nie załatwili¶my. Dzięki wycieczce do spedycji (około 1,5 km w jedna stronę ) skutecznie pozbyli się nas do końca swojej zmiany . Po powrocie na stanowiskach zobaczyli¶my nowe trawże i postanowili¶my spróbować ponownie co¶ załatwić. Wybrali¶my celnika wygl±daj±cego na szefa wszystkich szefów. Wybór okazał się strzałem w dziesi±tkę. Po obejrzeniu naszych dokumentów wolnym i majestatycznym krokiem jak przystało na szefa wszystkich szefów do tarli¶my do stanowiska odpraw gdzie cappo di tutti cappi wydał krótkie polecenie znów ładnej celniczce która z niewesoła min± zabrała się do odprawy naszego sprzętu. Trwało to jeszcze 45 minut ale w końcu jeste¶my w Turcji.

Ważne!

Je¶li kto¶ nie jest wła¶cicielem pojazdu którym chce wjechać do Turcji musi mieć notarialne upoważnienie do używania tego pojazdu przetłumaczone na język turecki przez tłumacza przysięgłego i po¶wiadczone w ambasadzie tureckiej (koszt około 250 pln). Wszystkie pojazdy które wjeżdżaj± na teren Turcji s± wpisywane do paszportu swojego wła¶ciciela i bez nich opuszczenie Turcji jest Niemożliwe. Z niewiadomych przyczyn w Turcji został nam tylko jeszcze system HGS czyli opłaty za autostrady. Ponieważ nie wiedzieli¶my dokładnie gdzie go kupić. Okazało się że był dostępny dopiero na stacjach benzynowych na autostradzie w kierunku Ankary jakie¶ 200 km za Istambułem. Ale ponieważ Turcja to nowoczesny i rozwinięty kraj to okazało się że można bez opłat jeĽdzić drogami. Na wykupienie opłaty w formie nalepki na szybę która działa jak nasz viabox systemu viattol mamy siedem dni. Kupienie nalepki HGS i przejechanie najbliższej bramki powoduje naliczenie wcze¶niejszych przejazdów. System działa perfekcyjnie trzeba tylko zwolnić do 30 km jad±c przez bramkę.
Koszta przejazdy przez Turcję to około 25 TRY.

zdobywca
zwiedzanie
zwiedzanie w gorach
gorskie przelecze
nasi tu byi
sniadanko
NAS Analytics TAG

Reklama


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
gory zdobyte
rozmowy na szczycie
w chmurach
mgla w gorach
roboty drogowe
sila natiry
apartament
atv bieszczady
ATV sila
bilety
chmury
chwila na zdjecia
chwila rozkminy
czlowiek w gorach
drzewo na pustkowiu
ekipa
ekipa zdobywcow
epickie widoki
gorska przyroda
gorskie drogi
gory zdobyte 2
gory zdobyte 3
gruzinska przyroda
gruzja 2014
gruzja na quadach
kwatery
loza VIP
luksusy
mala drzemka
male miasteczko
na pustkowiu
oboz
obozowisko
oboz w lesie
obserwacje
o swicie
pamiatkowe foto
parking
peace
piekno natury
piekno natury 2
podwojne ok
polacy tu byli
posrodku niczego
przeprawa przez pustkowie
przeprawa w stylu hardcore
quady gruzja
quady gruzja 2
quady gruzja 3
quady gruzja 5
quady na pustkowiu
quad na szczycie
szwecja na lewo
szybki lunch
widok
wspolny obiad
w srodku niczego
zabawa w tle
Komentarze 6
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami użytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶ć opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

NAS Analytics TAG

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę