Zontes C2 125. Test miejskiego cruisera, który przyciąga wzrok
Ile razy zdarzyło ci się, że po zejściu motocykla ktoś się do ciebie uśmiechnął? Podczas testu Zontesa C2 takich sytuacji było zaskakująco dużo. Co ciekawe, nie mówimy o sportowym litrze ani potężnym cruiserze, tylko o 125-tce.
Zainteresowanie wyglądem jest więc pierwszą rzeczą, którą zapamiętałam z tego testu. Drugą jest to, jak niewiele wysiłku ten motocykl wymaga od kierowcy. Jest łatwy, przewidywalny i wygodny, czyli dokładnie taki, jaki moim zdaniem powinien być motocykl tej klasy.
Silnik Zontesa jest jednocylindrową, czterosuwową jednostką SOHC z chłodzeniem cieczą i wtryskiem paliwa. Rozwija 10,8 kW, czyli 14,76 KM przy 9000 obr./min oraz 13 Nm przy 7000 obr./min. W mieście ruszanie spod świateł nie jest problemem. Silnik chętnie wkręca się na obroty i nie mamy poczucia, że trzeba cały czas zastanawiać się, jak znaleźć jeszcze pół konia, żeby nadążyć. Wciąż jest to 125-tka i fizyki nie oszukamy, ale do normalnej miejskiej jazdy osiągi są wystarczające. Reakcja na gaz jest łatwa do wyczucia. Sprzęgło jest mokre, wielotarczowe i antyhoppingowe. Sześciobiegowa skrzynia pracowała podczas testu płynnie i jej zestopniowanie dobrze pasuje do silnika. Najlepszym przykładem tego, jak dużo C2 potrafi wybaczyć, była sytuacja, w której ruszyłam spod świateł z trzeciego biegu. To pokazuje, że jednostka i przełożenia nie karzą ridera za każdą pomyłkę. Dla kogoś, kto właśnie zaczyna jeździć, może to mieć spore znaczenie.
Z przodu C2 ma klasyczny widelec teleskopowy z charakterystycznymi gumowymi osłonami i dwa amortyzatory z tyłu. Zontes dobrze radzi sobie z typowymi miejskimi nierównościami. Nie powiedziałabym, że zawieszenie jest wyjątkowo wyrafinowane, ale podczas codziennej jazdy po mieście i krótszych weekendowych wypadów spełnia swoje zadanie. Prosta konstrukcja zawieszenia daje o sobie znać podczas mocnego hamowania, bo przód wyraźnie nurkuje. Układ hamulcowy: z przodu pracuje pojedyncza tarcza o średnicy 300 mm i dwutłoczkowy zacisk Zontes, a z tyłu znajduje się tarcza 230 mm. Całość wspiera dwukanałowy ABS i taki zestaw jest wystarczający, ale bez efektu “wow”.
C2 ma 2175 mm długości i aż 1485 mm rozstawu osi. To sporo jak na motocykl tej pojemności i właśnie proporcje są jednym z powodów, dla których na żywo wygląda na większy, niż sugerowałoby 125 cm³ zapisane w dowodzie rejestracyjnym. Do tego dochodzą dwa szerokie 16-calowe koła z oponami 120/80 z przodu i 140/70 z tyłu. Stylistycznie ciekawie połączono elementy klasyczne ze współczesnymi. Na przednim widelcu znalazły się charakterystyczne gumowe harmonijki, ale już zbiornik nie ma łagodnych, obłych linii. Jest wyraźnie pocięty i bardziej kanciasty. Mnie najbardziej spodobał się tył Zontesa. Lampa została bardzo dobrze wkomponowana w błotnik i mocno buduje sylwetkę C2. Całe oświetlenie wykonano w technologii LED.
W wyposażeniu C2 jest kilka rzeczy, które bardzo szybko przestają być gadżetami. Jedną z moich ulubionych jest system bezkluczykowy. Mam wyjątkowy talent do odkładania kluczyka w miejsce, którego po chwili nie pamiętam, więc możliwość trzymania go cały czas w kieszeni zdecydowanie mi odpowiada. Motocykl uruchamiamy czerwonym przyciskiem. Elektronicznie można również otworzyć kanapę oraz wlew paliwa. System potrafi zareagować sygnałem dźwiękowym na próby manipulowania przy motocyklu. Do tego mamy kolorowy wyświetlacz TFT. Dostępne są dwa style interfejsu: bardziej nowoczesny i klasyczny. Ekran jest czytelny oraz pokazuje wszystkie podstawowe informacje bez konieczności przedzierania się przez skomplikowane menu. Jest również możliwość połączenia telefonu za pomocą Bluetooth.
Przy cenie 14 499 zł można byłoby się zastanawiać, gdzie producent szukał oszczędności i ciężko to znaleźć. Nic nie brzęczało, plastiki i elementy nadwozia były dobrze spasowane, a przełączniki nie sprawiały wrażenia przypadkowo dobranych. Do tego klamki mają regulację, a przyciski na kierownicy są podświetlane na czerwono. W nocy nie jest to niezbędne, ale wygląda dobrze i pokazuje, że zadbano o detale. Lusterka umieszczono pod kierownicą. Wizualnie pasują do całego motocykla, ale podczas jazdy okazały się zdecydowanie najsłabszym punktem C2. Próbowałam różnych ustawień i nie udało mi się znaleźć takiego, przy którym byłaby dobra widoczność. Przy normalnym ułożeniu rąk zasłaniamy dużą część tego, co powinno być widać za motocyklem. Do tego lusterka drżą. Gdybym kupiła C2, jedną z pierwszych rzeczy, jakie bym zrobiła, byłoby przeniesienie lusterek nad kierownicę. Stylistyka mogłaby na tym ucierpieć, ale za to widziałabym, co się dzieje za mną.
Pozycja na C2 sama w sobie jest nietypowa. Nogi nie są wysunięte do przodu tak wyraźnie jak w klasycznym cruiserze, ale też nie znajdują się w miejscu, którego spodziewałabym się po nakedzie. Kanapa znajduje się na wysokości 700 mm. Przy moich 170 cm wzrostu bez problemu stawiałam obie stopy na podłożu. Pasażer ma rozbudowane tylne siedzenie i dużo miejsca.
Już po pierwszych kilometrach C2 był przyjazny, przewidywalny i banalnie łatwy w prowadzeniu. Długi rozstaw osi nie oznacza, że przy każdym zawracaniu trzeba planować manewr trzy ulice wcześniej. C2 bardzo łatwo prowadzi się przy niewielkich prędkościach, bez problemu zawraca i sprawnie zmienia kierunek. Masa gotowego do jazdy motocykla wynosi 153 kg, ale dzięki nisko położonej kanapie i całej geometrii podczas manewrów nie odczuwałam jej jako problemu. W korkach też byłoby bardzo dobrze, gdyby nie wspomniane lusterka. C2 pozwala sprawnie poruszać się między samochodami i sprawia, że miejska jazda jest po prostu beztroska. W zakrętach Zontes składa się przewidywalnie i chce się nim jechać dalej. Jednak kiedy wyjedziemy za miasto, trzeba pamiętać, czym jedziemy. C2 ma prawie maksymalną moc przewidzianą dla kategorii A1, ale nadal dysponuje tylko 125 cm³ pojemności i manewr wyprzedzania lepiej zaplanować. Prędkość maksymalna według katalogu wynosi 99 km/h. Podczas próby licznik motocykla pokazał 120 km/h, natomiast GPS około 110 km/h. Regularne wyprzedzanie na drogach szybkiego ruchu wymaga świadomości ograniczonych osiągów. Jak już jesteśmy poza miastem to warto wspomnieć, że zbiornik mieści 16 litrów paliwa. W czasie jazdy zużycie oscylowało w okolicach 2–2,5 l/100 km, co oznacza, że stacja benzynowa nie musi być częstym punktem w programie wycieczki.
Zontes C2 sprawdzi się dla osoby zaczynającej przygodę z motocyklami i szukającej 125-tki, która ma być łatwa w prowadzeniu, wygodna i wizualnie wyraźnie inna od typowych miejskich nakedów. Może to być posiadacz A1, ale również kierowca samochodu korzystający w Polsce z możliwości jazdy 125-tką po trzech latach posiadania kategorii B. W mieście C2 dobrze radzi sobie z miejskim ruchem, skrzynia jest przyjazna, niska kanapa ułatwia manewrowanie, a motocykl zawraca i zmienia kierunek bez zbędnego wysiłku. Na krótsze wypady poza miasto pojechałabym nim bez problemu. Jest jeszcze jeden warunek. Musi ci się podobać, bo właśnie wygląd jest jednym z najmocniejszych stron tego motocykla. Jeśli na parkingu C2 jest dla was kolejną 125-tką, część jego uroku znika. Jeśli zatrzymujecie na nim wzrok, reszta pakietu nie rozczarowuje.
Po tym teście najbardziej zapamiętam dwie kompletnie różne rzeczy. Pierwsza to lusterka. Wolałabym widzieć w nich więcej drogi niż własnych rąk. Druga to łatwość jazdy. C2 prowadzi się bajecznie, bardzo łatwo manewruje przy małych prędkościach, geometria nie przeszkadza w zakrętach, silnik wystarcza do sprawnego poruszania się po mieście, skrzynia działa płynnie, a jakość jest bardzo dobra. Jeśli szukałabym pierwszego motocykla 125, chciała cruisera, niekoniecznie w jego najbardziej klasycznym wydaniu, a stylistyka C2 przypadłaby mi do gustu, zdecydowanie pojechałabym nim na jazdę próbną.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze