Wyprawa motocyklem w Himalajach. Jak to zrobiæ? Decyzjê podj±³em w 2 minuty
Wyjazd do Indii i w same Himalaje nie był nigdy bardzo wysoko na mojej liście priorytetów, ale to miejsca zawsze chciałem odwiedzić. Oczywiście najlepiej motocyklem. Dlatego kiedy tylko pojawił się wpis Lecha Potyńskiego na jego social mediach, że jest możliwość takiego wyjazdu, zdecydowałem się na niego w krócej niż 2 minuty.
Od razu spodobała mi się narracja Lecha, że nie jest to "wyprawa", a "wycieczka". Jakoś nie siliłem się na ekstremalne doznania, spanie w namiocie i uganianie za wielbłądami w celu ich wydojenia, aby mieć mleko na ser. Z drugiej strony bardzo szanuję zdobywców, którzy nawet kiedy mają możliwość zagotowania wody w czajniku elektrycznym wyciągają swoją maszynkę gazową lub za pomocą krzesiwa rozpalają ognisko. Serio. Wcale nie piszę tego z ironią. Sam czasem tak robię, ale tym razem ten koncept "wycieczki" nie "wyprawy" przypasował mi w pełni. I jak się ostatecznie okazało - nie żałowałem ani przez chwilę swojej decyzji. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Najpierw kilak rzeczy praktycznych.
Wiza
Przed wyjazdem trzeba dopełnić pewnych formalności, gdyż Indie to kraj spoza Unii Europejskiej w dodatku leżący na innym kontynencie. Dlatego niezbędna do wjazdu jest wiza. Można ją sobie zorganizować w dość prosty sposób, a ścieżek do jej uzyskania jest kilka. Ważne, alby nasz paszport był ważny co najmniej pół roku w momencie składania wniosku wizowego.
Bilety lotnicze do Indii
Bilety lotnicze - jak kto umie. Z Polski są bezpośrednie połączenia, a bilety kupione z wyprzedzeniem nie rujnują znacząco budżetu. Mi udało się zorganizować je w okolicach 2500 zł (tam i z powrotem). Trzeba być czujnym, bo można złapać niezłe promocje.
Prawo Jazdy
Polskie prawo jazdy w teorii wystarcza, ale powiedziano nam, że warto mieć międzynarodowe na wszelki wypadek. Wyrabia się je w 3 -4 dni w urzędzie miasta/gminy. Podobno lepiej działa to wg wzoru genewskiego. Niestety, ważne jest tylko rok, w odróżnieniu od wzoru wiedeńskiego, które działa 3 lata. Wyrobienie ich kosztuje tyle samo. Czy działają oba - na szczęście nikt z nas nie musiał tego sprawdzać, bo kontroli praw jazdy nikt z naszej grupy nie doświadczył.
Ubezpieczenie
Warto. Zawsze. Na szczęście oferta jest szeroka. Wybrałem może nie najtańsze, ale łącznie z ewentualną ewakuacją śmigłowcem, a co tam! Jadę w Himalaje. Grunt, że się nie przydało.
Szczepienia i leki
Nie są wymagane. Leki na chorobę wysokościową są, można je dostać u lekarza rodzinnego na receptę, niemniej ja nie miałem, nie używałem, okazało się, że mój organizm wysokości znosi całkiem dobrze.
Podczas naszej wycieczki towarzyszyły nam aż dwa samochody, dlatego komfort jazdy bez bagażu był nie do przecenienia. Zwłaszcza na nieco trudniejszych odcinkach sprawdziło się to bardzo przyzwoicie, choć jakiś gen preppersa podpowiedział, żeby spakować się tak, aby móc zabrać cały dobytek na motocykl. Na szczęście nie musiałem z tego korzystać. Obecność samochodów podążających za grupą dawał jeszcze jeden bonus. Kiedy ktoś poczuł się nieco gorzej, mógł wrzucić swój motocykl na pickupa i podróżować w kabinie. Z tego także nie skorzystałem. Motocykle były za to pod stałą opieką mechanika, który wykazał się wirtuozerią w zakresie obsługi Royali. Np. zmiana kola (złapaliśmy w grupie 2 gumy - i to pierwszego dnia!) zajmowały nie dłużej niż 4 minuty. Samochód wiózł także zapas paliwa do motocykli. Ze stacjami nie jest jak w Polsce, zwłaszcza w wyższych partiach Himalajów i kilka razy trzeba było tankować paliwo z baniek.
Ubrania
Najlepiej sprawdzały się ciuchy motocyklowe z wypinanymi kolejnymi warstwami i dobrą wentylacją, bo zakres temperatur potrafił obejmować amplitudę od 4-5 do 27 stopni i to (jeśli dobrze pamiętam) jednego dnia.
Kask
Sam wziąłem szczękowca, ale kolejnym razem pewnie celowałbym w kask enduro z szybą i możliwością jazdy z goglami. Według mnie to chyba najlepsza opcja tutaj.
Trasa
DELHI- MANALI- ZANSKAR, LADAKH, CHANGTANG, JEZIORA TYBETAŃSKIE, PRZEŁĘCZ UMLINGLA - LEH - DELHI
Naszą wycieczkę, trwającą 15 dni opracowano bardzo zmyślnie. Po przylocie do Delhi przewieziono nas samochodami do Manali (ok. 500 km). Tam mieliśmy krótką aklimatyzację i dobrą do zgubienie lekkiego jet-lagu na poziomie 2200 m n.p.m. Także pierwsze "zapoznawcze" badanie okolicy, ruchu drogowego i naszych Himalayanów. Manali to górskie miasteczko w stanie Himachal Pradesh. To stąd najczęściej wyruszają motocyklowe wyprawy (wycieczki) w wyższe partie Himalajów. Odwiedziliśmy kamienno-drewnianą świątynię Hadimba Devi, a następnie wąską i stromą drogą wjechaliśmy na szczyt Starego Manali, do świątyni Manu. Stamtąd rozpościera się panoramiczny widok na wioski doliny Kullu, położone znacznie niżej. Drugą stroną rzeki Beas, alternatywną, mniej uczęszczaną drogą wzdłuż rzeki dotarliśmy do wioski Vashisht, gdzie znajdują się na terenie hinduskiej świątyni gorących źródła siarkowe.
Z Manali obraliśmy kierunek na Naggar. Wyboista trasa prowadzi przez maleńkie wioski z pozostałościami tradycyjnej zabudowy Kullu, położone wśród rozległych sadów jabłkowych z których słynie dolina. Droga momentami wiedzie leśnymi serpentynami i przecina kilka mostów (w bardzo złym stanie, co dodaje adrenaliny). Panorama himalajskich szczytów jest nieustannie przed oczami. Wioska Jana to jedno z ostatnich miejsc z tradycyjną drewnianą zabudową ludu Kullu.
Kolejny dzień to trasa Manali-Jispa (ok. 170 km, czyli 5-6 godzin jazdy)
Między Manali, a przełęczą Rohtang doświadczyliśmy "wspinaczki" serpentynami: prawie 2 km pod górę! Po minięciu wiosek Gulaba i Marhi wjeżdża się na rozległy płaskowyż Przełęczy Rohtang (3979 m n.p.m.). Owiana mroczną legendą, przełęcz była niegdyś śmiertelnie niebezpieczna. Jej tybetańska nazwa tłumaczy się jako "Stos Tysiąca Ciał". Wymagająca trasa, ale dziś nie jest już tak niebezpieczna. Ruch został znacznie ograniczony, gdy w 2020 roku otwarto dziewięciokilometrowy tunel pod przełęczą.
Podczas jazdy powszechne sę kontrole wojskowe na drodze, gdzie trzeba okazywać dokumenty. Na szczęście nasz przewodnik bardzo dobrze przygotował zestawienie uczestników, numery paszportów i wszelki niezbędne żołnierzom informacje, dlatego rzadko kiedy kontrola trwałą dłużej niż kilka minut.
Po przekroczeniu bariery gór zjeżdża się do doliny w krainie Lahaul. To relaksująca jazda wzdłuż rzeki Chandra, a następnie jazda kanionem do Tandi i miasteczka Keylong. Położona nad rzeką Bhaga wioska oferuje widoki zarówno na wysokie góry, jak i na lodowiec.
Jispa-Shinku La-Padum (140 km, 7-8 godzin jazdy)
Zanskaru to tajemnicza kraina, która od kilkunastu lat jest otwarta dla obcokrajowców. Wjazd na przełęcz Shinku (Shingo La, 5091 m n.p.m.) otwarto zaledwie 2 lata temu. Długi zjazd do Padum, stolicy Zanskaru. Tu można poznać smak indyjskiego off-roadu, głównie dzięki pracom nad budową nowej drogi. Krótki odpoczynek w cieniu Świętej Góry Gumbo Ranjan (5520 m n.p.m.), czczonej przez buddystów jako "Góra Boga".
Padum-Lingshed-Lamayuru (180 km, 6-7 godzin jazdy, wysokość 3500 m)
Pierwsze 30 kilometrów drogi z Padum do Zangli to niemal luksusowa jazda po eleganckim asfalcie, przez szeroką dolinę między szczytami górskimi. Potem jednak rozpoczyna się bardziej off-roadowa droga, która powstała dopiero w 2020 roku. Trasa wiedzie starym szlakiem trekkingowym, skalistymi kanionami i wspina się na prawie 5000-metrowe przełęcze. Na trasie do Lamayur są cztery: Namtse La (4400 m), Tarti La (4980 m), Senge La (4960 m), Sirsir La (4800 m). Po drodze znajduje się XV-wieczny kompleks klasztorny buddyjski w wiosce Lingshed. Okolice Lamayuru - ze względu na księżycowe formacje skalne - znane są jako "Kraina Księżyca". Bajkowa architektura i położenie samego miasta kojarzą się z scenerią bajek Disneya.
Lamayuru-Leh (120 km, 4-5 godzin jazdy, wysokość 3500 m)
Po offroadzie w Zanskar, droga NH1 łącząca Kaszmir ze stolicą Ladakhu jest w doskonałym stanie (jak na indyjskie standardy) i bardzo spektakularna. Biegnie wzdłuż rzeki Indus. W wiosce Nimoo można podziwiać spektakularne połączenie dwóch himalajskich rzek - Zanskaru i Indusu. Leh, stolica Ladakhu, często nazywana jest Małym Tybetem. Tutaj niezbędne jest uzyskanie przepustek na wjazd do strefy zmilitaryzowanej.
Leh - Dolina Nubry (120 km, 5-6 godzin jazdy)
Motocyklowy podjazd na jedną z największych atrakcji - przełęcz Khardung La wysoką na 5602 m n.p.m. Przez lata była najwyższą przełęczą na świecie dostępną dla ruchu cywilnego. Zjazd do Doliny Nubra - to tereny te są bliżej Pakistanu niż Indii, dlatego jest tu tak duża obecność armii
Hunder- Pangong Tso (140 km, 5-7 godzin jazdy)
Kierujemy się w stronę doliny rzeki Shyok. Po drodze odwiedzamy kompleks klasztorów buddyjskich w Diskit, malowniczo położonych na tle wysokich gór, przed którym stoi ogromny, kolorowy posąg Buddy. Trasą wzdłuż rzeki Shyok to półpustynna, kamienista, "off-roadową" droga prowadząca przez malownicze kaniony, wioski Shyok, Durbuk, Tangtse, w kierunku jeziora Pangong Tso, które w 60% leży w Tybecie. Nocleg na wysokości 4350 m n.p.m. także robi wrażenie i nie wiadomo, czy przez świadomość tego, czy niską zawartość tlenu zasnąć jest bardzo trudno.
Pangong Tso-Hanley - 200 km
Kolejna trasa otwarta dla obcokrajowców zaledwie kilka lat temu. Początkowo główną drogą, prowadzącą na dwie pięciotysięczne przełęcze. Niezliczone agrafki, zerowy ruch i ogrom Himalajów! Z wioski Mahe wyruszamy do Hanley, aby nabrać sił przed atakiem na Umling La.
Hanley-Umling La-Hanle- - 180 km
Wymogi administracyjne i wojskowe pozwalają na wjazd na Przełęcz Umling, która z wysokością 5883 metrów jest obecnie najwyższą przełęczą górską na świecie, na którą można wjechać motocyklem. Warunek - nie można spędzić nocy w żadnej z miejscowości po drodze i trzeba wrócić na noc do Hanle
Hanle - Nymo Mahe - Upshi - Leh - 230 km,
Podróż do Leh indyjską "autostradą", czyli drogę przypominającą polską, dwukierunkową "krajówkę" z tą różnicą, że czasem zdarzają się kilkukilometrowe odcinki bez asfaltu. Przejeżdżamy przez Nymo, Mahe i Upshi. Bajeczne krajobrazy towarzyszą aż do wioski Mahe. Następnie wspaniała podróż wzdłuż rzeki Indus do Leh.
Więcej o wyjeździe dowiecie się z filmu.









Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze