Voge 525 DSX. Turystyk, który pokazał klasę. Wycieczka na Zlot Chińskich Motocykli w Czechach
Niektóre motocykle trzeba przetestować "po swojemu" - nie w warunkach laboratoryjnych, nie na torze, ale w realnej trasie, z kuframi, wiatrem, zmęczeniem i... deszczem. Voge 525 DSX dostał ode mnie właśnie taką szansę - najpierw jako turystyczny towarzysz wypadu na zlot Klubu Chińskich Motocykli w Czechach, później jako partner w niezbyt przyjemnym powrocie przez autostradowe ulewy. A mimo to - z każdą kolejną godziną za jego kierownicą przekonywałem się, że to jeden z najbardziej rozsądnych motocykli w tej klasie.
Zlot (nie tylko) Chińskich Motocykli
Na cel testowej podróży obrałem zlot Klubu Chińskich Motocykli - wyjątkowej grupy pasjonatów, których łączy jedno: zaczynali od motocykli z Państwa Środka. W czasach, gdy chińskie maszyny miały głównie 50-250 cm³, to był naturalny wybór. Ale potem - przez długie lata stagnacji - większość z nich przesiadła się na japońskie i niemieckie konstrukcje. Brak większych chińskich motocykli między 2010 a 2020 zrobił swoje.
Dziś jednak sytuacja się zmienia - i Voge 525 DSX był tego symbolem. Na zlocie, wśród V-Stromów, GS-ów 1200, Africa Twinów, a nawet Piaggio MP3, Voge przyciągał wzrok. Ludzie zaglądali mu w każdą szczelinę, testowali spasowanie plastików, wypytywali o szczegóły, a jeden z właścicieli BMW zauważył nawet coś, co mi umknęło: siedzisko lekko skrzypi przy przesuwaniu się na postoju. Nie przeszkadza w jeździe, ale... no cóż, ktoś musiał to znaleźć. Warto dodać, że pojawiły się też dwa Bartony Classic 125 - ich właściciele pokonali ponad 300 kilometrów, by dotrzeć na zlot, co budziło ogromny szacunek i przypominało, że nie maszyna, a pasja czyni motocyklistę.
Zanim ruszyłem - pierwsze wrażenie
Chińska marka, chiński silnik... no, nie do końca. Voge to marka Loncin - producenta, który od lat tworzy silniki dla BMW, a także części dla Audi, Mercedesa czy nawet Husqvarny i Stihla. 525 DSX wygląda zaskakująco "zachodnio": agresywny przód, światła LED w kształcie smoczych oczu, rasowa sylwetka ADV. I pełne wyposażenie seryjne - coś, czego japońscy konkurenci mogliby się od Chińczyków uczyć.
Czeskie klimaty - i pole chmielu do horyzontu
Wyruszyłem z założeniem: bez spinania, spokojna turystyka, zobaczymy, co motocykl potrafi w trasie. Już po przekroczeniu granicy z Czechami wiedziałem, że to będzie udany dzień - droga prowadziła przez równinne rejony, otwarte przestrzenie i coś, co natychmiast przykuło moją uwagę: kilometrowe pola uprawne. Ale nie byle czego - chmielu. Potężne zielone kolumny, podwiązane do stalowych linek, jakby cała okolica żyła tylko z piwa. Widok malowniczy i bardzo "czeski" - potwierdzający, że jestem we właściwym miejscu.
Na miejscu - Helfštýn. Zamek z duszą, wielowiekową historią i przepiękną panoramą. Wjazd pod górę, ostre zakręty - i ani razu nie pomyślałem, że Voge nie daje rady. Przeciwnie: zawieszenie Kayaba łykało nierówności, sprzęgło działało lekko, a silnik... przyjemnie ciągnął od dołu, bez szarpnięć.
Powrót w strugach deszczu
Nie byłbym sobą, gdybym nie doświadczył też jazdy w deszczu. Choć nie jechałem w mokrych warunkach zbyt długo, to pogoda postanowiła przetestować mnie i maszynę. Voge 525 DSX pokazał wtedy swoją prawdziwą wartość. Trakcja była skuteczna, hamulce Nissin pewne i przewidywalne, a system TCS zapobiegał uślizgom nawet przy nagłych dohamowaniach.
W takich warunkach doceniłem szeroką szybę, która dobrze chroni, handbary osłaniające dłonie oraz szczelne kufry - wszystko to seryjnie wyposażone w tym modelu.
Silnik i spalanie - podróżnik na medal
Dwucylindrowa rzędówka o mocy 48 KM to kompromis między osiągami a spalaniem. Jechałem głównie 80-110 km/h, miejscami autostradowo i w górach - spalanie zatrzymało się na 4,5 litra na 100 km.
Wyposażenie zaskakuje - kamera, ciśnienie w oponach i nie tylko
Motocykl ma fabrycznie zainstalowaną kamerę z Wi-Fi (można zgrywać nagrania bez kabli), komputer pokładowy z ciśnieniem opon i napięciem akumulatora, dwa tryby jazdy (eco/sport), kontrolę trakcji i pełne LED-y. Do tego wygodny ekran z Bluetooth (choć bez pełnej nawigacji) i gniazda do ładowania sprzętu.
Wszystko działa, wszystko czytelne, nic nie skrzypi - no, poza tą kanapą, ale tylko jeśli się bardzo wsłuchasz na postoju.
Drobiazgi i mankamenty
Podczas testu - i konsultacji z innymi motocyklistami - udało się znaleźć trzy drobne minusy:
- twarda kanapa (subiektywne),
- brak grzanych manetek (do dokupienia),
- wentyl z tyłu nie na środku felgi (no serio).
Zalicza się to raczej do kategorii: "szukaliśmy minusów, więc znaleźliśmy cokolwiek".
Czy warto?
Voge 525 DSX to motocykl dla tych, którzy:
- chcą turystyka, ale nie mają budżetu na Afrykę Twin,
- cenią rozsądne zużycie paliwa i dobre wyposażenie,
- chcą mieć motocykl gotowy do jazdy tu i teraz,
- nie boją się znaczka "Made in China" - bo dziś to już nie oznacza tandety.
Podsumowanie - po prostu kawał dobrego motocykla
Chińczycy zrobili coś, co długo uchodziło za niemożliwe: zbudowali sprzęt, który nie tylko wygląda jak turystyk klasy premium, ale i jeździ jak maszyna do długich podróży. Voge 525 DSX nie ma kompleksów. Po całej trasie, po deszczu i słońcu, po górkach i prostych - mogę spokojnie powiedzieć: to nie jest "chiński motocykl". To po prostu dobry motocykl.

























Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzeNikt nie skomentował? Kupiłem takiego Voge'a i ogólnie jest fajny, ale po przesiadce z Hondy mam więcej minusów: 1. Hamulce s±. Żeby działały potrzebna jest regulacja (tylny to w ogóle był ...
Odpowiedz