Triumph daje kasę na start! Szkoda, że nie w Polsce...
Odbierasz wreszcie prawko, w głowie już słyszysz odgłos pracującego silnika, a w kieszeni aż pali gotówka odłożona na wymarzone dwa kółka. Każdy pamięta te emocje, kiedy przeglądało się ogłoszenia albo z maślanymi oczami zaglądało przez szybę do salonów, żeby wyczaić pierwszy motocykl.
Niestety, w polskich realiach młody motocyklista najczęściej zostaje sam z problemem zakupu drogiego sprzętu i drogiego wyposażenia, podczas gdy na Zachodzie producenci doskonale rozumieją, że klienta trzeba dopieścić od początku, bo potem się to zwróci. Wystarczy spojrzeć na to, co brytyjski oddział Triumpha robi właśnie we współpracy z platformą szkoleniową RideTo, żeby poczuć ukłucie zazdrości.
Triumph Ticket to Ride, czyli 500 plus dla nowicjuszy
Otóż Brytyjczycy właśnie odświeżyli i potężnie rozbudowali swój flagowy program finansowy, który sprawia, że zakup maszyny prosto z salonu staje się dla nowicjusza prosty, a do tego opłacalny. Jeśli kupisz motocykl w ciągu 12 miesięcy od zdania egzaminu, marka z Hinckley bez mrugnięcia okiem dorzuca ci do 500 funtów szterlingów dopłaty na start. Co najlepsze, nie mówimy tu o wypychaniu z magazynów niesprzedających się zaległości, bo lista maszyn objętych tą promocją to absolutne hity rynkowe. Świeżo upieczeni kierowcy na Wyspach mogą przebierać w takich sprzętach jak agresywny Street Triple 765 R, turystyczny Tiger Sport 660, klasyczny Speed Twin 900 czy sportowa Daytona 660 oraz zwinny Trident 660.
Dlaczego w Polsce tego brakuje?
Patrząc na to z perspektywy polskiego motocyklisty, trudno nie zadać pytania, dlaczego u nas nikt nie potrafi wpaść na tak oczywisty pomysł. Przecież to idealny sposób na wychowanie sobie lojalnego klienta, który zacznie przygodę od bezpiecznej, nowoczesnej maszyny dostosowanej do prawa jazdy A2. W przypadku Triumpha chociażby mniejsze modele Speed 400 czy Scrambler 400 X. Na dodatek istnieje duża szansa, że wychowany na mniejszym motocyklu chłopak lub dziewczyna wrócą kilka lat później do tego samego salonu po litra. U nas młody adept najczęściej kończy na pełnoletnim, zajeżdżonym sprzęcie sprowadzonym z zagranicy, a dilerzy wolą czekać na klientów z wypchanymi portfelami zamiast budować społeczności.
Edukacja i wsparcie od A do Z
Na Wyspach ta współpraca idzie jeszcze dalej, bo została zaplanowana na kolejne 3 lata i nie ogranicza się tylko do sypnięcia groszem. Serwis marki na T działający prężnie od 2017 roku wspólnie z producentem tworzy potężne zaplecze edukacyjne, wypuszczając poradniki o doborze bezpiecznej odzieży, technice jazdy konkretnymi modelami oraz podstawowej mechanice, a wisienką na torcie jest specjalny, coroczny magazyn dla początkujących. Zamiast zostawiać świeżaka na pastwę losu, brytyjski system prowadzi go za rękę od kursu na prawo jazdy aż po bezpieczną eksploatację własnego Triumpha.
Harley-Davidson Passport to Freedom w Polsce
Czy w Polsce w ogóle coś podobnego było testowane? Amerykańska marka z orłem w logo jako jedna z nielicznych na polskim rynku wprowadziła w przeszłości bezpośrednią, oficjalną kampanię skierowaną do świeżych kierowców. Program nosił oficjalną nazwę Passport to Freedom i był cyklicznie uruchamiany przez centralę Harley Davidson na całą Europę, w tym również za pośrednictwem oficjalnych polskich dealerów. Najgłośniejsze edycje tej akcji w naszym kraju miały miejsce w latach 2014-2017, kiedy amerykańska marka bardzo mocno walczyła o odmłodzenie swojego wizerunku.
Genialna prostota promocji
Warto przypomnieć, że zasady były genialne w swojej prostocie i trafiały w ten sam punkt, co obecny program Triumpha na Wyspach, ponieważ miały zniwelować barierę wejścia i problem finansowy związany z rozpoczęciem pasji. Akcja była skierowana do osób, które zdały egzamin na prawo jazdy kategorii A lub A2 w określonym okienku czasowym, więc zazwyczaj promowano osoby odbierające dokument w roku trwania promocji lub pod koniec roku poprzedzającego. Po przejściu kursu, zdaniu egzaminu i zakupie fabrycznie nowego motocykla u autoryzowanego dealera w Polsce, klient przedstawiał fakturę ze swojej szkoły jazdy, a producent zwracał wtedy równowartość kursu na konto klienta. W szczytowych edycjach limit zwrotu wynosił maksymalnie 2000 zł, co w tamtych latach w zupełności pokrywało koszt solidnego szkolenia w większości polskich miast, a często pozwalało jeszcze na opłacenie egzaminów państwowych.
Modele dla początkujących
Oczywiście nie wszystko było w tym programie takie piękne. Harley ograniczył program do konkretnych rodzin motocykli, bo nikt przecież nie będzie dopłacał do zakupu potężnego krążownika szos dla kogoś, kto dopiero co zszedł z pachołków egzaminacyjnych. Akcją objęte były maszyny na start z amerykańskiej stajni, a główne motory napędowe to modele Street 750 oraz Street Rod, czyli lekkie, chłodzone cieczą maszyny miejskie, które miały konkurować z japońskimi i europejskimi nakedami.
Drugim filarem była seria Sportster, a w szczególności modele Iron 883 oraz SuperLow, czyli klasyki nadające się dla osób o niższym wzroście, niesamowicie stylowe, a jednocześnie na tyle przewidywalne, by nie utrudniać życia młodemu stażem motocykliście.
Koniec programu
Z czasem akcja Passport to Freedom zniknęła z kalendarza, ponieważ była typową kampanią wizerunkowo sprzedażową, a nie stałym elementem polityki marki. Harley Davidson zaczął mocno rewidować swoją strategię globalną, a modele z serii Street 750 oraz klasyczne, chłodzone powietrzem Sportstery z silnikami Evolution zostały całkowicie wycofane z produkcji ze względu na restrykcyjne normy emisji spalin Euro 5. Gdy z portfolio zniknęły stosunkowo tanie i mniejsze motocykle wejściowe, a próg wejścia w amerykańską markę poszybował w górę, kontynuowanie programu straciło dla importera biznesowy sens. Szkoda, bo tamta akcja udowodniała, że w Polsce również da się zrobić coś nieszablonowego, co realnie napędzało ruch w szkołach jazdy oraz salonach.
Nadzieja na więcej
W pamięci mam jeszcze kilka mniejszych akcji, ale nie ma co o nich wspominać, bo nie miały takiego impetu, zasięgu i szerokiego odbioru. Na Wyspach działa też inny program, konkretnie marki Ducati, którego ograniczony wariant w Polsce skupia się na szkoleniach torowych i drogowych. Wracając do programu Triumpha, pozostaje nam tylko z zazdrością czytać takie wiadomości, chociaż mam nadzieję, że polskie oddziały wielkich marek w końcu pójdą po rozum do głowy i zrozumieją, że poważna inwestycja w młodych motocyklistów to jedyna droga do rozwoju naszej wspólnej pasji, a dla marek najlepszy sposób budowania dużych i wiernych grup odbiorców.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze