Spacerowicz próbował zerwać kask motocykli¶cie. Kto był agresorem?
W sieci pojawiło się nagranie z leśną odmianą szeryfa drogowego. Spacerowicz uzbrojony w kijki do nordic walkingu starł się z grupą crossowców. Atmosfera była gorąca.
Pieszy zażądał wyłączenia silników, podszedł do jednego z motocyklistów stojącego w miejscu i nie przebierając w słowach kazał mu ściągnąć kask. Gdy usłyszał zdecydowaną odmowę, sam spróbował zerwać kask z głowy kierowcy. Wykrzykiwał przy tym, że chce zobaczyć twarze wszystkich obecnych.
Agresywny narciarz (wersja demo) zaatakował crossowców niszczących leśne drogi.
— deZeZed (@deZeZed) September 29, 2026
Omal nie skończyło się bójką, ale na całe szczęście oby grupom zabrakło odwagi.
Tylko pytanie, kto miał rację? Dziecioki, czy facet?
Crossowiec: baftek_bb pic.twitter.com/OYRKhIdYAP
Crossowcy nie dali się sprowokować do szarpaniny. Wyjaśniali spokojnie, że miejsca do przejścia jest dość i po prostu realizują swoje hobby w terenie. Jeden z nich, pytany o personalia, rzucił wymyślone nazwisko i potraktował całą sytuację z uśmiechem.
Z kolei mężczyzna z kijkami nie krył irytacji. Narzekał na rozjeżdżone nawierzchnie i hałas. Zapowiedział, że sfilmuje pojazdy i przekaże materiał policji. Rozmowa na szczęście nie eskalowała. Odchodząc, spacerowicz zasugerował motocyklistom, żeby zamiast niszczyć las sami poszli na spacer. W odpowiedzi usłyszał uwagę o maszerowaniu z kijkami, ale bez nart. Nagranie wrzucił Baftek, twórca popularnych filmów o motocyklach. W opisie do filmu podkreślił, że miejsce zdarzenia to droga gminna, a nie leśny dukt. To kluczowa różnica, bo status drogi decyduje o tym, czy jazda jest legalna.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że sytuacja prawna wygląda różnie w zależności od charakteru drogi. Zgodnie z art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 28 września 1991 r. o lasach ruch pojazdem silnikowym, zaprzęgowym i motorowerem w lesie dozwolony jest jedynie drogami publicznymi, natomiast drogami leśnymi jest dozwolony tylko wtedy, gdy są one oznakowane drogowskazami dopuszczającymi ruch po tych drogach. Drogi publiczne obejmują między innymi drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie i krajowe. Jeśli więc trasa, po której poruszali się crossowcy, ma status drogi gminnej, nawet jeśli przebiega przez tereny leśne, jazda jest dozwolona na zasadach ogólnych ruchu drogowego. W takim przypadku nie ma mowy o naruszeniu przepisów leśnych. Zupełnie inaczej jest wtedy, gdy chodzi o zwykły leśny dukt lub drogę leśną nieoznakowaną jako udostępnioną do ruchu. Wtedy wjazd pojazdem silnikowym, w tym motocyklem crossowym czy quadem, jest zabroniony z mocy samej ustawy, a brak szlabanu czy znaku zakazu niczego nie zmienia. Zakaz wynika wprost z przepisów i nie wymaga dodatkowego oznakowania.
Za nieuprawniony wjazd odpowiada art. 161 Kodeksu wykroczeń. Przepis ten stanowi, że kto, nie będąc do tego uprawniony albo bez zgody właściciela lub posiadacza lasu, wjeżdża pojazdem silnikowym, zaprzęgowym lub motorowerem do nienależącego do niego lasu w miejscu, w którym jest to niedozwolone, albo pozostawia taki pojazd w lesie w miejscu do tego nieprzeznaczonym, podlega karze grzywny. W postępowaniu mandatowym kara wynosi od 20 do 500 złotych. Mandat może nałożyć zarówno policjant, jak i strażnik leśny. Jeśli sprawca odmówi przyjęcia mandatu albo sprawa trafi do sądu, grzywna może sięgnąć nawet 5000 złotych. W przypadku dodatkowych naruszeń, takich jak niszczenie runa leśnego, zanieczyszczanie terenu czy powodowanie znacznego hałasu, możliwe są surowsze konsekwencje, w tym nawiązka lub inne środki przewidziane w przepisach o ochronie przyrody.
Należy jeszcze dodać, że te sankcje dotyczą wyłącznie nielegalnego wjazdu na drogi leśne. Na drodze publicznej, w tym gminnej, motocykliści odpowiadają jedynie za ewentualne naruszenia przepisów ruchu drogowego, a nie za sam fakt jazdy przez las.
Kto miał rację w tym sporze? Jeśli chodzi o komentarze pod postem, część internautów stanęła po stronie spacerowicza, który musi słuchać ryku silników podczas przechadzki po lesie. Inni zwracali uwagę, że to właśnie mężczyzna z kijkami zachował się agresywnie poczynają od wulgaryzmów, po próbę siłowego ściągnięcia kasku motocykliście, podczas gdy właściciele jednośladów zachowali zimną krew.
Jeśli chodzi o sytuacje prawną, to pan agresor nie miał żadnego prawa do takiego zachowania. Na dodatek przemoc nigdy nie bywa dobrym doradcą. Chwytanie za kask i szarpanie innego człowieka to zachowanie, które przekracza granice normalnej dyskusji i oznacza wejście sferę agresji fizycznej. Nawet jeśli ktoś ma rację w sprawie hałasu czy blokowaniu drogi, wybór przemocy zawsze pogarsza sytuację i może skończyć się poważniejszymi konsekwencjami prawnymi dla obu stron. Ewidentnie pan z kijakami za bardzo się rozpędził.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze