Royal Enfield Continental GT z wahliwym wózkiem bocznym
Jeśli spojrzysz na ten zaprzęg, pomyślisz: klasyka pełną gębą. Royal Enfield Continental GT to jeden z fajniejszych przedstawicieli nurtu retro, a jeśli jeszcze wziąć pod uwagę jego cenę, to jest to sprzęt wręcz genialny. Wózek boczny też prezentuje się zacnie i pasuje do stylu motocykla, jednak czegoś tu brakuje…
Brakuje oczywiście sztywnego spięcia motocykla z wózkiem, dzięki czemu motocykl może swobodnie pochylać się w zakrętach, a technika jazdy takim zaprzęgiem właściwie niczym nie różni się od jazdy motocyklem solo. Zanim rozwiniemy szerzej temat plusów i minusów wózków wahliwych pora przedstawić twórcę prezentowanej na zdjęciach maszyny.
Reklama
Liberty Rental: nowe motocykle, top marki i rezerwacja online. Wypożycz wymarzony pojazd w 10 minut
Wyobraź sobie taką sytuację. Budzisz się w słoneczną sobotę, pijesz poranną kawę i nagle dociera do ciebie, że to jest ten idealny dzień na trasę. Kilka godzin później zakładasz już kask, zapinasz kurtkę i odpalasz silnik maszyny, o której marzyłeś od miesięcy.
Wypożycz wymarzony pojazd szybko i bez wychodzenia z domu »
Marka Adamczewskiego poznałem przypadkiem, dosłownie na drodze, jakoś tak w 2011 roku, a więc lata temu. Wracając z jakiegoś zlotu dogoniłem załogę jadącą nietypowym sidecarem. Był on nietypowy z dwóch powodów. Po pierwsze nie był to żaden z tych ruskich zaprzęgów, jakie widuje się na naszych zlotach, lecz maszyna znacznie bardziej współczesna i znacznie mocniejsza. Po drugie motocykl nie był spięty z koszem na sztywno, lecz pochylał się w zakrętach zupełnie tak samo jak maszyna solo. Wyglądało to dość zabawnie, bo w prawych zakrętach motocykl wraz z jeźdźcem przytulał się do gondoli wózka, a w lewych się od niej oddalał. Na naszych drogach widok takiego wehikułu jest równie częsty jak spotkanie z UFO. Takiej okazji nie mogłem przepuścić. Jechałem cierpliwie za tym zaprzęgiem, aż zajechał na stację benzynową. Ja oczywiście zjechałem za nim i tak od słowa do słowa umówiliśmy się na sesję zdjęciową. Tak powstały publikacje na temat nietypowego zaprzęgu w Customie i w Świecie Motocykli.
Po latach ponownie wybrałem się do Marka do Łodzi, by odświeżyć temat wózków wahliwych, a efekt tej wizyty możecie obejrzeć na zdjęciach.
Swój pierwszy zaprzęg BMW K 100 z czeskim wózkiem Velorex Marek zbudował, gdy dowiedział się, że wkrótce zostanie ojcem. Ani on ani jego żona Kasia nie chcieli rezygnować z motocyklowego życia, więc jedynym sposobem, by połączyć motocyklową przygodę z rodzinnym życiem była budowa sidecara. Pierwszy zaprzęg był dziełem fachowca, który specjalizował się w sprzęganiu z wózkiem współczesnych motocykli. Podczas pierwszej dziewiczej jazdy zaprzęgiem Marek był tak zniechęcony własnościami prowadzenia całego zestawu, że postanowił zmienić system mocowania wózka tak, by motocykl mógł się swobodnie pochylać w zakrętach. Intensywne studia istniejących rozwiązań, współpraca z kumplem Jackiem oraz z zawodowym spawaczem dały efekt w postaci sprawnie działającego sidecara, którym Marek wraz z rodziną przejechali dziesiątki tysięcy kilometrów podczas wakacyjnych wojaży, a jazda po górskich serpentynach tylko potwierdziła słuszność wybranej koncepcji. Marek zajawił się wahliwymi koszami na tyle, że założył stronę internetową sidecars.pl, na której do dziś popularyzuje ideę budowy takich zestawów. Publikacje w prasie również zrobiły swoje i zaczęli się pojawiać pierwsi klienci. Początkowo polegało to na przysposobieniu czeskiego Velorexa do różnych modeli BMW, ale z czasem profil działalności się rozwinął, powstały własne konstrukcje podwozi wózków, ram pomocniczych, które są konieczne do tego, by spiąć motocykl z wózkiem, oraz własne gondole.
Marek wykonuje wyłącznie zaprzęgi z wahliwym zamocowaniem wózka, powiedzmy więc jakie są zalety takiego rozwiązania w porównaniu z zaprzęgiem na sztywno. Po pierwsze, koszty budowy wahliwego sidecara są znacznie niższe, bo nie wymagają ingerencji w konstrukcję motocykla. W razie konieczności motocykl można bardzo łatwo i szybko odczepić od kosza i jeździć nim solo. Poza tym, wózek zamocowany wahliwie znacznie mniej obciąża motocykl. Jazda takim zestawem jest o wiele łatwiejsza, bo w zasadzie nie różni się od jazdy motocyklem solo. Trzeba pamiętać tylko o dwóch rzeczach. Po pierwsze, jadąc takim zaprzęgiem, pokonując zakręty, wykonując manewry wyprzedzania, czy omijania, trzeba zawsze zostawić miejsce na kosz. Po drugie, kosz zamocowany wahliwie nie stabilizuje motocykla, który tak jak maszyny solo może się zwyczajnie przewrócić. W związku z tym zatrzymując się i ruszając nie możemy zapomnieć o tym, żeby wyciągnąć własne podwozie, znaczy się nogi. I tu ważna rzecz. Nogi po stronie wózka nie możemy postawić na ziemi, bo przy ruszaniu, tylna belka łącząca ramę kosza i motocykl, mogłaby najechać na prawą stopę. Dlatego też wewnętrzną nogę zawsze opieramy na podeście zamocowanym do ramy wózka. To musi wejść w nawyk.
Przy wahliwym połączeniu motocykla z wózkiem cały zestaw musi być nieco szerszy niż przy połączeniu sztywnym, bo trzeba zostawić miejsce dla motocykla kładącego się w prawych zakrętach na kosz. Z kolei w lewych zakrętach trzeba pamiętać o tym, że cały zestaw robi się szerszy, bo motocykl oddala się od wózka. Fakt, że wahliwie zamocowany wózek nie stabilizuje motocykla ma swoje konsekwencje podczas jazdy na przykład w kopnym piachu, albo na bardzo śliskich nawierzchniach. W takich okolicznościach kosz w niczym nie pomaga i można wyglebić tak samo jak na maszynie solo, podczas gdy jazda w takich warunkach zaprzęgiem zamocowanym na sztywno jest mniej ryzykowna, łatwiejsza i dająca dużo frajdy. Jednak na asfalcie lub innym twardym podłożu zaprzęg wahliwy jest nie do pobicia.
Zaprzęg, który widzicie na zdjęciach powstał po to, by zaproponować entuzjastom motocykli Royal Enfield możliwość przerobienia motocykla na wariant trzyosobowy. Zestaw był prezentowany na zlocie entuzjastów marki One Race Royal Enfield w Ślesinie i spotkał się tam z żywym zainteresowaniem. Zestaw prezentuje się bardzo zgrabnie i równie zgrabnie jeździ, a ja mogę dodać od siebie, że jazda z wózkiem ma swój klimat i jest bardzo fajnym przeżyciem, mimo że między samochodami już sobie nie pośmigamy. Zyskujemy za to inne zalety. By przekonać się jakie, najlepiej samemu spróbować.


















































































Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze