Pornografia w Grand Prix - dok±d zmierza motorsport i jego sponsorzy?
Motorsport od zawsze był opowieścią o marzeniach ubranych w hałas silników i zapach spalonego paliwa. Znam to uczucie, bo sam miałem okazję kilka razy stanąć na starcie wyścigu. Nawet jeśli było to tylko ściganie totalnie amatorskie, to zakładam z dużą dozą pewności, że emocje są bardzo podobne u amatorów i profesjonalistów. Wyścigi to jednocześnie świat, w którym dziecięce fascynacje bardzo szybko zderzają się z brutalną rzeczywistością kosztów, zależności i decyzji, które rzadko mają cokolwiek wspólnego z romantyczną wizją ścigania. Z zewnątrz widzimy prędkość, walkę, determinację i momenty triumfu. Od środka to jednak system, w którym pieniądze są nie tyle dodatkiem, co warunkiem istnienia. I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem, o którym mówi się niechętnie, a jeszcze rzadziej uczciwie.
Pieniądz… nie śmierdzi?
Nie jest żadnym odkryciem, że motorsport od dekad funkcjonował dzięki sponsorom z branż, które dziś uznalibyśmy za co najmniej kontrowersyjne. Tytoń, alkohol, hazard przez lata były integralną częścią krajobrazu wyścigów. Logotypy tych firm zdobiły motocykle i kombinezony najlepszych zawodników świata i nikt nie zadawał pytań, które dziś wydają się oczywiste. Dopiero presja społeczna i regulacje prawne sprawiły, że większość tych sponsorów zniknęła z widoku. Oficjalnie w trosce o zdrowie publiczne, nieoficjalnie dlatego, że przestało to być akceptowalne wizerunkowo. Rak płuc i stłuszczona wątroba generowane przez produkty sponsorów mają się nijak do zdrowego stylu życia. Można by więc odnieść wrażenie, że motorsport przeszedł pewnego rodzaju moralną ewolucję. Problem w tym, że ta ewolucja okazała się wybiórcza.
Reklama
KTM 125 Duke vs 390 Duke 2026. Który pasuje do ciebie lepiej i dlaczego odpowiedź nie jest oczywista
KTM konsekwentnie buduje klasę swoich nakedów, a obecny rok przynosi kolejny rozdział w wykonaniu 125 Duke i 390 Duke. Oba motocykle dzielą tę samą filozofię, podobne ramy i tę samą agresywną stylistykę, ale różnice też są niemałe. Czy można porównywać te maszyny?
POZNAJ MOTOCYKLE, KTÓRE DAJĄ FRAJDĘ! »
W ostatnich latach w świecie sportów motorowych coraz śmielej zaczęła zaznaczać swoją obecność platforma OnlyFans. Przyglądam się temu procesowi od lat i poziom mojej konsternacji rośnie wraz z poziomem mojego zdziwienia, że nikt nie podnosi tego tematu. A żaba gotowana jest powoli. Początkowo były to działania rozproszone, pojawiające się gdzieś na obrzeżach wielkiego ścigania, w niższych seriach, przy pojedynczych zawodnikach. Z czasem jednak obecność ta zaczęła się stabilizować i normalizować. Logo amerykańskiej platformy dla dorosłych przestało dziwić, a sam fakt współpracy przestał być tematem tabu. Co szczególnie zastanawiające, stało się to bez większej debaty, bez dyskusji, bez prób zrozumienia, gdzie właściwie przebiega granica między koniecznością finansową, a świadomym wyborem wartości, które się reprezentuje.
Bądźmy szczerzy
Powiedzmy to sobie jasno. OnlyFans to nie jest płatna wersja Instagrama. To jest platforma oferująca pornografię. Obrońcy (których jestem pewien, że nie zabraknie) podniosą, że amerykański gigant nie jest z definicji pornografią. Przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Tyle tylko że w praktyce duża część popularnych kont właśnie taki content oferuje, bo to taki content generuje największe przychody. W roku 2025 tylko Polacy wydali na tej platformie 87 mln USD, czyli jakieś 320 mln PLN. Myślę, że możemy śmiało przyjąć, że nie wydali ich na obserwowanie, jak "kreatorki kontentu" pudrują sobie noski…
Korporacyjna hipokryzja
Badania naukowe dotyczące wpływu pornografii na zdrowie psychiczne i relacje społeczne są jednoznaczne, szczególnie w odniesieniu do młodych ludzi. Epidemia samotności wśród młodzieży, brak umiejętności budowania relacji społecznych, uzależnienie od technologii i w to wszystko wjeżdża OnlyFans na owiewkach motocykla Grand Prix pogłębiając cały problem.
Liberty Media, a wcześniej Dorna, zachowuje się tak, jakby temat nie istniał. Jakby logo było tylko kolorem na owiewce, a nie nośnikiem znaczeń. Jakby źródło finansowania nie miało żadnego wpływu na to, co ten sport komunikuje światu. Można oczywiście powiedzieć, że to naturalna konsekwencja czasów, w których granice prywatności i publiczności uległy zatarciu, a Internet znormalizował treści, które jeszcze niedawno funkcjonowały na marginesie. Można też przyjąć bardziej cyniczną perspektywę i uznać, że dopóki pieniądze się zgadzają, nikt nie będzie zadawał niewygodnych pytań. Obie te interpretacje są prawdopodobne. Obie też prowadzą do tego samego wniosku: temat nie znika dlatego, że jest nieistotny, tylko dlatego, że jest niewygodny.
To prowadzi nas do szerszego problemu, który wykracza daleko poza jednego sponsora czy jedną platformę. Motorsport bardzo chętnie odwołuje się do wartości takich jak fair play, szacunek czy odpowiedzialność. Problem polega na tym, że wartości te obowiązują głównie w obrębie toru. Tam pilnujemy zasad, tam analizujemy każdy manewr, tam rozliczamy błędy i przewinienia. Poza torem natomiast wchodzimy w strefę, w której etyka staje się sprawą prywatną, a decyzje finansowe traktowane są jako neutralne moralnie.
Co dalej?
Tylko czy rzeczywiście wspomniane wyżej decyzje są neutralne? Co więcej, gdzie jest granica? Może z czasem do grona sponsorów zespołów z Grand Prix dołączy RedTube, albo PornHub? Pieniądze od karteli narkotykowych, czy reżimów ciemiężących swoje narody mają dokładnie ten sam zapach, czytaj - są bezzapachowe.
Jeżeli uznajemy, że reklama tytoniu i alkoholu powinna być ograniczana ze względu na potencjalne skutki społeczne i zdrowotne, to trudno nie zauważyć pewnej niespójności. W jednym przypadku uznajemy, że sport nie powinien promować określonych zachowań, w innym przyjmujemy, że wszystko mieści się w granicach akceptowalności, bo nie istnieje jednoznaczna wykładnia prawna. To wygodne podejście, ale czy uczciwe? Czy rzeczywiście kierujemy się spójnym systemem wartości, czy raczej dostosowujemy zasady do tego, co jest aktualnie opłacalne i społecznie tolerowane? A może pozwolić koncernom tytoniowym wrócić do sportu? Przecież każdy podejmuje decyzje w ramach własnego sumienia?
Perspektywa zawodnika
Zawodnik stojący na starcie nie myśli o filozofii ani etyce. Myśli o tym, żeby pojechać jak najlepiej. Doskonale to rozumiem, znam osobiście to uczucie. Wiem jednak również że decyzje i działania, które umożliwiają mu znalezienie się w tym miejscu, zapadają dużo wcześniej i rzadko mają coś wspólnego z czystą rywalizacją. To tam, w biurach, przy podpisywaniu umów, kształtuje się rzeczywistość, którą później oglądamy na torze. I to tam decyduje się, jakie wartości ten sport faktycznie reprezentuje.
Można oczywiście uznać, że motorsport nigdy nie był moralnym kompasem i nigdy nie powinien nim być. Że jego rolą jest dostarczanie emocji, a nie rozstrzyganie dylematów etycznych. Tylko że to uproszczenie. Sport, zwłaszcza na najwyższym poziomie, zawsze był czymś więcej niż tylko rozrywką. Był i jest elementem kultury, wzorem dla młodszych pokoleń, przestrzenią, w której kształtują się postawy i przekonania. Udawanie, że to wszystko nie ma znaczenia, jest po prostu wygodne. Czy też zwróciliście uwagę z jaką bezwzględnością federacje sportowe tępią przejawy politycznej aktywności? Ciekawe, że nie wykazują się podobną stanowczością, przy promocji zachowań powszechnie uznawanych za etycznie lub moralnie naganne. A pornografia z pewnością do takich działań należy.
Perspektywa promotorów
Nie jest tajemnicą, że dla promotorów i właścicieli wielkich serii wyścigowych moralność to nie jest temat z listy TOP 10 wyzwań z jakimi się na co dzień borykają. Promotorom chodzi o zawodników z różnych krajów (wtedy łatwiej sprzedać prawa do emisji), o szeroką pulę sponsorów (wtedy można wygenerować bardziej spektakularne show), co z kolei prowadzi do większej oglądalności przekładającej się na większe wpływy. Tak, nawet poziom sportowy zawodników nie jest tutaj rozstrzygający. Gdyby tak było, to lwią część zawodników Grand Prix stanowiliby Hiszpanie i Włosi. A tak nie jest, bo przed telewizory i komputery trzeba też zaciągnąć widzów z obu Ameryk, Afryki i nieprzebrane ludzkie mrowia z Azji.
Być może więc problem nie polega na tym, że określony sponsor pojawił się w motorsporcie. Być może problem polega na tym, że przestaliśmy zadawać pytania o to, gdzie właściwie chcemy postawić granicę. I czy w ogóle chcemy ją jeszcze stawiać. Wiem, że się powtarzam, ale może pomyślmy o powrocie do reklamy fajek, wódy i np. dopalaczy? To z pewnością ułatwi wielu zawodnikom realizację marzeń o ściganiu się.
Perspektywa młodego człowieka
Młody człowiek patrzy na to wszystko i widzi, że wszystko jest na sprzedaż. Że pornografia jest spoko, że jest już na salonach i w motocyklowym Grand Prix. Cel uświęca środki.
Na końcu zostaje więc pytanie, które jest niewygodne właśnie dlatego, że nie ma prostej odpowiedzi. Czy sport i pasja rzeczywiście usprawiedliwiają wszystko, czy tylko bardzo chcemy w to wierzyć, dopóki rachunek wystawia ktoś inny?












Komentarze 3
Pokaż wszystkie komentarzeTeż miałem z tym problem już jaki¶ czas temu, dziękuje autorowi za zwrócenie uwagi na t± kwestię, Sam głos tych, którzy s± zażenowani jest istotny i pokazuje że jednak nie wszystko w tej ...
Odpowiedzautor dobrze pisze. OF to syf gorszy niż tytońi i alkohol, na pewno wielu się ze mn± nie zgodzi, argumentuj±c że wolno¶c wyboru itd, ale ja bym wolał żeby moja córka lub syn palili fajki i pili ...
OdpowiedzPomijaj±c już czym OnlyFans jest, i że naprawdę lepiej aby młodzież do niego dostępu nie miała, to ten argument typu "lepiej aby młodzi pili czy palili" jest ultra żenuj±cy.
OdpowiedzZastanawialem sie co to za płatek ¶niegu pisal ten artykuł i ze zdzwieniem stwierdzam ze nie pryszczaty mlodzianin, a go¶ć od dawna w ¶wiatku i pewnie z wysok± czwórk± z przodu. Mi onlyfns nie ...
Odpowiedz+1
Odpowiedz