Padok Grand Prix w żałobie. Zmarł Marc van der Straten, wła¶ciciel zespołu Marc VDS
Motocyklowy świat pożegnał jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w padoku Grand Prix. Marc Oswald van der Straten Ponthoz, znany szerzej jako Marc van der Straten, zmarł 5 lipca 2026 roku w wieku 78 lat.
Belgijski hrabia, przedsiębiorca i twórca zespołu Elf Marc VDS Racing Team odszedł spokojnie, we własnym domu w Szwajcarii, pozostawiając po sobie dorobek, który budował przez całe dekady.
Urodzony w 1948 roku van der Straten wywodził się z rodziny powiązanej z browarem Stella Artois, co dało mu solidne zaplecze finansowe do realizowania sportowych ambicji. Jego historia z rywalizacją silnikową rozpoczęła się jednak nie od motocykli, lecz od samochodów. Ekipa Marc VDS zaznaczyła swoją obecność w seriach GT, biorąc udział między innymi w FIA GT1 World Championship, Blancpain Endurance Series oraz European Le Mans Series. Ukoronowaniem tego etapu było triumfalne zwycięstwo w legendarnym dwudziestoczterogodzinnym wyścigu na torze Spa Francorchamps w 2015 roku, osiągnięte za kierownicą BMW Z4 GT3. Po tym sukcesie belgijski hrabia zaczął stopniowo przenosić swoją uwagę z czterech kółek na dwa, aż w pełni oddał się motocyklowym mistrzostwom świata.
Decydujący krok padł w 2010 roku, gdy zespół dołączył do stawki inauguracyjnego sezonu klasy Moto2. Pod skrzydłami van der Stratena ekipa Marc VDS szybko zyskała status jednego z najbardziej cenionych zespołów prywatnych w całym paddocku. Efekty nie kazały na siebie długo czekać, ponieważ zespół sięgnął po trzy tytuły mistrzowskie w Moto2, najpierw z Tito Rabatem w 2014 roku, następnie z Franco Morbidellim w 2017, a później z Álexem Márquezem w 2019 roku. Barwy Marc VDS gościły również w MotoGP, gdzie ekipa cieszyła się choćby ze zwycięstwa Jacka Millera w 2016 roku, a także w Moto3 i MotoE. Obecnie struktura kontynuuje rywalizację w mistrzostwach świata WorldSBK oraz w Endurance World Championship.
Dla całego środowiska motocyklowego Marc van der Straten był postacią wyjątkową, ponieważ jako właściciel zespołu prywatnego angażował własne środki finansowe w rozwój młodych zawodników oraz w budowanie profesjonalnego zaplecza technicznego. Statystyki mówią same za siebie, gdyż ekipa uzbierała ponad sto podiów we wszystkich kategoriach mistrzostw świata, co robi ogromne wrażenie zwłaszcza w zestawieniu z zespołami fabrycznymi dysponującymi znacznie większym budżetem. Osoby, które miały okazję pracować z belgijskim hrabią, podkreślają jego charyzmę, bezpośrednie zaangażowanie oraz umiejętność budowania rodzinnej atmosfery w garażu. W padoku często określano go mianem dżentelmena i legendy, człowieka, który ścigał się przede wszystkim z czystej miłości do sportu, a nie wyłącznie dla wyniku.
Śmierć van der Stratena odbiła się szerokim echem w środowisku motorsportowym. Kondolencje złożyła między innymi organizacja SRO Motorsports Group, a sam zespół Marc VDS podkreślił w swoim oświadczeniu, że jego założyciel zbudował prawdziwą dynastię noszącą jego nazwisko. Marc van der Straten był nie tylko biznesmenem, ale też człowiekiem, który mógł i chciał pomagać. Będzie go teraz brakować.









Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze