Kierowcy chcieli jednego znaku. Ministerstwo odmówiło
Polska sieć dróg coraz szczelniej pokrywa się systemami odcinkowego pomiaru prędkości, co dla wielu kierowców staje się kosztowną pułapką. Ministerstwo Infrastruktury postawiło sprawę na ostrzu noża i ucina wszelkie spekulacje dotyczące modyfikacji przepisów w kwestii znaków drogowych na kontrolowanych fragmentach.
Problem dotyka tych kierowców, którzy nagle, bez wyraźnej informacji o aktualnych obostrzeniach, wjeżdżają w strefy permanentnego nadzoru, nie mając pewności, z jaką maksymalną prędkością mogą się legalnie poruszać. Urzędnicy bronią systemu jak niepodległości, podpierając się niepodważalnymi faktami na temat jego skuteczności. Oficjalne raporty dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego wykazują, że w miejscach montażu żółtych kamer dochodzi do natychmiastowego uspokojenia ruchu.
Rzeczywiście trudno spierać się z faktami, a fakty są takie, że po uruchomieniu odcinkowych pomiarów liczba wypadków weryfikowanych jako śmiertelne spada na tych fragmentach o ponad 50 procent, a liczba osób, które odnoszą ciężkie obrażenia i zostają rannymi, kurczy się o przeszło 40 procent. Dla resortu te liczby stanowią argument, który rozgrzesza wszelkie niedogodności.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że kamery kalkulują średnią prędkość z całego dystansu. To niebieska tablica oznaczona symbolem D-51a w sposób jednoznaczny sygnalizuje początek strefy pomiarowej i jest doskonale rozpoznawana. Kłopot zaczyna się jednak w momencie, gdy kierujący musi przypomnieć sobie limit prędkości, ponieważ okrągły znak B-33 mógł stać na poboczu kilka kilometrów wcześniej i zwyczajnie umknąć uwadze.
Zgromadzone w 2025 roku dane statystyczne wyraźnie pokazują, że kierowcy rzadko kiedy łamią ograniczenia prędkości z premedytacją. Blisko 57,9 procent wszystkich zarejestrowanych przez fotoradary i urządzenia odcinkowe naruszeń dotyczyło przekroczenia dozwolonego limitu o mniej niż 20 kilometrów na godzinę. Takie wartości mogą oznaczać, że przeważająca większość mandatów to efekt zwykłego zdezorientowania i zapomnienia aktualnych limitów, a nie celowego łamania prawa drogowego.
Tezę o tym, że problem jest wyolbrzymiony, można łatwo obalić. Teoretycznie na autostradzie mamy 140 kilometrów na godzinę, a na trasach ekspresowych 120 kilometrów na godzinę, jednak drogowa codzienność bywa znacznie bardziej skomplikowana. Generalna Dyrekcja oraz inni zarządcy dróg niezwykle chętnie i gęsto wprowadzają lokalne obniżenia prędkości na wybranych fragmentach tras szybkiego ruchu. Na przykład w okolicach Wrocławia na A4 nie ma pasa awaryjnego i na wielokilometrowych odcinkach maksymalna prędkość to tylko 110 km/h. Co więcej, żółte kamery coraz częściej lądują na trasach krajowych, gdzie limity potrafią zmieniać się z kilometra na kilometr, stając się kompletnie nieintuicyjne.
W obliczu tak rażących absurdów zrodziła się oficjalna interpelacja poselska. Parlamentarzysta Tomasz Głogowski wystąpił do resortu infrastruktury z logicznym wnioskiem, aby bezpośrednio pod lub obok znaku D-51a montować powtórzenie tarczy B-33 wskazującej precyzyjny limit prędkości na danym odcinku. Taki ruch dałby prowadzącym wiedzę podaną na tacy w jednym kluczowym punkcie i uratował portfele kierowców przed niespodziankami mandatów.
Urzędnicy z ministerstwa pozostali jednak głusi na te argumenty i odrzucili petycję w całości. Przedstawiciele resortu stoją na stanowisku, że instalacje pomiarowe nie kreują nowej rzeczywistości prawnej, a jedynie egzekwują standardowe ograniczenia prędkości wynikające z kodeksu drogowego bądź wcześniejszego oznakowania. Dodatkowo zasłaniają się względami bezpieczeństwa i kwestiami technologicznymi. Zdaniem urzędników bezpieczna prędkość powinna być zachowana na całej długości danej arterii, a nie tylko tam, gdzie stoją rejestratory. Padł też argument, że dopisanie do jednej tablicy różnych limitów dla motocykli, osobówek oraz zestawów z przyczepami stworzyłoby informacyjny chaos i uczyniło znak zupełnie nieczytelnym.
Pozostaje zatem uważać i nie dać złamać się w pułapkę.







Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzeA jakiż to przepis reguluje karanie kieruj±cego za przekroczenie ¶redniej prędko¶ci?, czyż polskie przepisy nie mówi± że wykroczenie można popełnić w okre¶lonym miejscu i czasie? Ustawa z dnia...
Odpowiedz