Kawasaki Z1100. Ka¿dy, kto mówi, ¿e to nie jedzie jest idiot±
|
Mądrzy ludzie z internetu powiedzieli mi, że nowe Kawasaki Z1100 to muł i w ogóle nie jedzie. Powiedzieli to 5 minut po tym jak Kawasaki zapowiedziało ten motocykl, ale to nie pierwszy raz, bo ci sami mówili mi, że Z900 to muł i nie jedzie, a ja się potem dziwiłem, dlaczego sztuka z quickshifterem (tutaj artykuł:
nie opada na obydwa koła na trójce. Jeśli ktoś uważa, że Z1100 nie jedzie, to po prostu nie wie, jak używać manety. |
Należy zacząć od tego, że ten motocykl jest odmrożonym i odgrzanym klopsem, po prostu czwartą generacją Z nowym silnikiem, który spełnia normy emisji i szczerze mówiąc, taki ruch że strony Kawasaki jest pod wieloma względami mądry. Można było projektować nowy motocykl, ale w sumie po co, skoro czwarta generacja była najlepiej wyglądającym Streetfighterem ostatnich dwóch dekad. Jakbyś wyglądał jak Henry Cavill, nie chciałbyś przejść metamorfozy w Jasia Fasolę. Niemniej jednak narazić się było łatwo, no bo design dobry, ale jednak nieświeży, a dwa - mniej mocy, czyli tak zwany nawóz dla hejterów. Mocy faktycznie jest mniej, całe sześć koni mniej, ale jeśli naprawdę zauważysz ten deficyt po odkręceniu gazu, powinieneś wysłać CV do działu inżynieryjnego Moto GP, bo twój talent się marnuje. Żeby było jasne, Z1100 jest szybki, bardzo szybko, o wiele zbyt szybki na miasto, a tam w zupełności wystarczy 70-100 koni, firmy doskonale o tym wiedzą, ale mimo to robią 200 konne nakedy. Po co? Po to, żeby przy metaforycznym pisuarze pokazać, kto ma najwięcej centymetrów (sześciennych) długości. Wróćmy do Zeta, ten ma tych koników mniej, niż większość powernakedòw w tej klasie, no i mniej niż swój poprzednik, ale europejska komisja psucia dobrej zabawy powiedziała, że albo zrobicie silnik zgodny z normami, albo arrivederci, a zawsze w sumie lepiej mieć Zeta, jak nie mieć Zeta.
Z ostatniej generacji w pamięci mi utkwiły dwie rzeczy: to był motocykl dziki i ekstremalnie twardy. Nie bardzo dało się nim jeździć spokojnie, ale nie w Ducatowski albo KTMowski sposób, czyli albo dasz do pieca albo silnik będzie szarpać, ale cały czas miałeś wrażenie, że Z1000 chce w końcu z kimś się pobić i może dokładnie taki był zamysł. PS., w Z1100 jest podobnie, z tą różnicą, że wtrysk paliwa i sama przepustnica działają bardziej precyzyjnie, ale motocykl znowu się zachowuje jak ten jeden ziomek, który wychodzi z wami na miasto i tylko szuka okazji do sparingu MMA. To dobrze, w motocyklu - jeśli chodzi o ziomka to znajdź sobie nowych znajomych - bo motocykl musi być ekscytujący. Jeśli chodzi o twardość, to jest znacznie lepiej niż w Z1000, tam miałeś wrażenie, że jedziesz na furmance z kartoflami, ale jeśli komfort zadka jest dla ciebie criterium-ultimatum, są lepsze opcje. Ale trzeba przyznać, że Kawasaki odrobili lekcje z ergonomii, zresztą do pewnego czasu ich motocykle, nawet te sportowe, są pod tym względem mega dopracowane.
Ale jest jeden problem i zauważysz go jak będziesz chciał wycofać z miejsca parkingowego w prawo czy lewo, mianowicie ekstremalnie żenujący promień skrętu. Szczerze to przydałby się mi faktyczny skręt, żeby się odstresować przy manewrowaniu. Jak będziesz leciał na gumie to tego nie zauważysz, ale jak będziesz wycofywać z parkingu to owszem, a którą z tych rzeczy robisz częściej? To jest nic innego jak duperela podyktowana konstrukcją ramy, ale nie da się tego ani ukryć, ani zignorować. Cały czas jeżdżąc tym motocyklem miałem wrażenie, że jest pod wieloma względami poprawiony, ale nadal nienawidzi jak jego pilot zamula. Panie, odkręć mu, bo jadę jak wół! Tak do ciebie woła i karze cię zawalistym prowadzeniem przy małej prędkości. Jak odkręcisz, wczujesz w tego ciężkiego dzika, skumasz gdzie jest środek ciężkości i dogadasz się z fizyką tego motocykla, wtedy będzie dobrze.
Dla kogo jest ten motocykl? Spokojnie, rozkminiłem to. To jest motocykl dla kogoś, kto się zakochał w czwartej generacji Z1000, ale nie może już jej kupić, bo nie produkują. Spoko, produkują.













Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze