Kaski Bell Pit Boss do wymiany. Nie przeszły nawet minimalnych testów zderzeniowych
Kupując kas typu orzeszek, raczej nikt nie liczy na najwyższy poziom ochrony głowy. Taki model to zwykle kompromis między wymogami prawa a stylówką, który ma przypominać klimat serialowego Jaxa Tellera z "Synów Anarchii".
Mimo to nawet w takim przypadku właściciel kasku ma prawo oczekiwać, że naklejka homologacyjna DOT nalepiona na tylnej części skorupy faktycznie oznacza pewien akceptowalny poziom bezpieczeństwa. Jak się okazuje, w przypadku modelu Bell Pit Boss to założenie mogło być błędne, ponieważ producent zdecydował się na wycofanie egzemplarzy wyprodukowanych w ciągu ponad roku. Okazuje się, że nie spełniały nawet tego minimalnego standardu.
Pit Boss to jeden z najbardziej rozpoznawalnych pół-kasków w stylu cruiserowym, obecny na rynku od wielu lat i przechodzący w tym czasie kilka modyfikacji konstrukcyjnych. Jedna z tych zmian najwyraźniej odbiła się negatywnie na skuteczności ochrony tej niewielkiej części głowy, którą kask w ogóle zakrywa. Problem został zidentyfikowany pod koniec marca bieżącego roku podczas rutynowych testów prowadzonych na egzemplarzach dostępnych w sprzedaży detalicznej. Wyniki wykazały, że kaski wyprodukowane między 1 stycznia 2025 a 31 stycznia 2026 roku nie zapewniają właściwej "atenuacji uderzenia", czyli po prostu nie tłumią odpowiednio energii uderzenia.
Amerykańska agencja NHTSA potwierdziła w swoim biuletynie, że problem dotyczy wyłącznie egzemplarzy w rozmiarze medium i że kaski te nie spełniają wymogów federalnej normy bezpieczeństwa FMVSS 218, dotyczącej kasków motocyklowych. Nie ujawniono jednoznacznie, czy winna jest zewnętrzna skorupa, odpowiedzialna za rozproszenie energii uderzenia na większą powierzchnię, czy raczej wewnętrzna wyściółka ze spienionego polistyrenu, której zadaniem jest zgniatanie się i pochłanianie energii.
Tak czy inaczej, amerykański Bell nie uznał usterki za możliwą do naprawienia. Właściciele wadliwych egzemplarzy mogą zwrócić kask producentowi i otrzymać w zamian pełny zwrot kosztów albo nowy model, albo zniszczyć… posiadany kask samodzielnie. W tym drugim przypadku wystarczy przeciąć pasek pod brodą i przesłać zdjęcie potwierdzające zniszczenie wraz z widoczną metką produktu. Oczywiście mówimy o procedurze na rynku amerykańskim. Jeśli macie wątpliwości co do swojego kasku produkcji Bell, najlepiej skontaktujecie się ze sklepem motoryzacyjnym, w którym dokonaliście zakupu.
Swoją drogą, fakt, że w ogóle udało się dotychczas spełniać normy DOT, robi wrażenie, zważywszy, że standard ten nie był istotnie aktualizowany od 1973 roku, a jego przestrzeganie w dużej mierze opiera się na samodzielnych testach deklarowanych przez producentów. Skoro nawet tak łagodne wymagania okazały się dla pewnej partii kasków barierą nie do pokonania, trudno o lepszy argument przeciwko traktowaniu pół-kasków jako poważnego zabezpieczenia głowy podczas jazdy. Z drugiej strony jeśli ktoś zakłada na głowę orzecha lub wariacje modelu stahlhelm M1935, chyba musi wiedzieć, że zabezpieczenie głowy jest iluzoryczne?
Mówiąc krótko, minimalistyczna skorupka zakrywająca jedynie fragment czaszki wygląda fajnie, ale na rynku dostępne są dziś znacznie skuteczniejsze rozwiązania, od kasków integralnych, przez modułowe, po coraz popularniejsze kaski typu adventure, które chronią głowę w znacznie szerszym zakresie. A jeśli mimo wszystko wciąż wolisz klasyczny, otwarty pół-kask, warto przynajmniej sprawdzić datę produkcji egzemplarza, szczególnie jeśli pochodzi od Bell z okresu od 1 stycznia 2025 do 31 stycznia 2026.







Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzeJeżdżenie w czym¶ takim zapewnia.podobn± ochronę jakby se durszlak na łeb założyć.
Odpowiedz