KTM w centrum europejskiego skandalu emisyjnego
Austriacki producent motocykli KTM znalazł się w centrum poważnego skandalu emisyjnego, który według wielu europejskich mediów może okazać się równie głośny co afera Dieselgate Volkswagena sprzed dekady.
Konsorcjum czołowych europejskich redakcji, w tym francuskiego Le Monde, hiszpańskiego El Pais, niemieckiego Der Spiegel oraz włoskiego L'Espresso we współpracy z Centre for Climate Reporting, opublikowało wyniki wielomiesięcznego śledztwa dziennikarskiego, które rzuca bardzo niekorzystne światło na austriackiego giganta z Mattighofen.
Reklama
Liberty Rental: nowe motocykle, top marki i rezerwacja online. Wypożycz wymarzony pojazd w 10 minut
Wyobraź sobie taką sytuację. Budzisz się w słoneczną sobotę, pijesz poranną kawę i nagle dociera do ciebie, że to jest ten idealny dzień na trasę. Kilka godzin później zakładasz już kask, zapinasz kurtkę i odpalasz silnik maszyny, o której marzyłeś od miesięcy.
Wypożycz wymarzony pojazd szybko i bez wychodzenia z domu »
Cała historia wyszła na jaw po tym, jak jeden z pracowników dealera marki nieopatrznie ujawnił dziennikarzom, że motocykle dostarczane przez KTM są fabrycznie ograniczone wyłącznie po to, by przejść europejskie testy homologacyjne, a bezpośrednio po ich zaliczeniu mechanicy mają obowiązek usunąć owe ograniczniki, bo inaczej maszyna po prostu nie funkcjonuje prawidłowo. Słowa sprzedawcy nie pozostawiały wątpliwości co do charakteru procedury. Chodzi o to, że ograniczone ustawienie silnika służy jedynie do zdania unijnych testów antysmogowych, po czym cała konfiguracja układu wydechowego i zasilania jest natychmiast zmieniana. Trudno nie uznać tego za oszustwo.
Dziennikarze nie poprzestali na jednej rozmowie. Przez kilka miesięcy prowadzili zakrojone na szeroką skalę śledztwo, odwiedzając kilkanaście dealerów KTM w sześciu krajach Europy, a mianowicie we Francji, Niemczech, Austrii, Hiszpanii, Włoszech i Wielkiej Brytanii, przy czym część wizyt odbywała się w trybie dziennikarstwa utajnionego. Wyniki okazały się jednoznaczne i, co szczególnie wymowne, niezależnie od kraju każdy odwiedzony salon opisywał identyczną procedurę, używając niemal tych samych sformułowań. To właśnie owa zgodność języka, niezależna od narodowości rozmówców, zdaje się wskazywać na skoordynowaną politykę firmowaną bezpośrednio przez centralę w Mattighofen.
Mechanizm działania jest stosunkowo prosty. Endurowce KTM homologowane do ruchu drogowego opuszczają fabrykę z szeregiem ograniczeń emisji, obejmujących specjalnie dobrany układ wydechowy oraz restrykcje przepływu paliwa i powietrza. Problem w tym, że w takiej konfiguracji motocykl ledwo jeździ, gubiąc moc i pracując nierówno. Rozwiązaniem jest usunięcie ograniczników bezpośrednio w salonie, zanim jeszcze maszyna trafi do rąk klienta.
KTM oficjalnie odrzuca oskarżenia. W oświadczeniu producent zapewnia, że wszystkie motocykle grup KTM, Husqvarna i GASGAS trafiają do klientów wyłącznie w wersji zgodnej z obowiązującymi europejskimi normami. Firma przyznaje jednocześnie, że enduro są maszynami sportowymi, które mogą być legalnie przekonfigurowane na życzenie klienta do użytku wyłącznie off-roadowego i wyczynowego, jednak podkreśla, że każdorazowo wiąże się to z utratą homologacji drogowej i obowiązkiem poinformowania nabywcy o tym fakcie. Różnica między tym, co twierdzi producent, a tym, co opisują dziennikarze, jest jednak zasadnicza. KTM mówi o opcjonalnej modyfikacji na wyraźne życzenie klienta, tymczasem reporterzy dokumentują systemowe usuwanie ograniczników w każdym odwiedzonym salonie, jeszcze przed wydaniem motocykla, bez żadnego pytania o zgodę.
Sprawą zainteresowały się już lokalne organy ścigania w kilku krajach europejskich, a skala doniesień medialnych sprawia, że śledztwa wydają się nieuchronne. Sytuacja jest o tyle trudniejsza dla KTM, że firma dopiero co wychodzi z poważnych problemów finansowych, wywołanych przez fatalne zarządzanie, a przed bankructwem uratował ją w ostatniej chwili indyjski gigant Bajaj. Do tego wciąż zalega w salonach ogromna ilość niesprzedanych, nowych motocykli. Czy afera urośnie do rozmiarów Dieselgate? Na odpowiedź przyjdzie poczekać, ale pierwsze sygnały nie napawają optymizmem zarządców z Mattighofen.












Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze