KTM 125 SMC R 2026 i KTM 390 SMC R 2026 chcą się bawić razem z tobą
Gdy w listopadzie zeszłego roku indyjski Bajaj Auto wyłożył 800 milionów euro na przejęcie kontrolnego pakietu KTM, nasza ciekawość i uwaga skupiła się na austriackiej marce. Modele KTM 125 SMC R i KTM 390 SMC R 2026 to najlepszy dowód, że problemy "na górze" nie dotknęły rdzenia pomarańczowej marki.
Warto przypomnieć, że koniec Pierer Mobility AG (zastąpionej obecnie przez Bajaj Mobility AG) to tak naprawdę punkt dla klienta końcowego. Zeszłoroczna reorganizacja oznaczała między innymi sprzedaż balastu w postaci KTM-BOW czy udziałów w MV Agusta, a także pożegnanie całego segmentu rowerów. Czy to źle? Obecnie marka skupia się wyłącznie na motocyklach, a szczerze mówiąc, właśnie tego nam aktualnie potrzeba najbardziej.
Powrót pomarańczowej flagi
Modele KTM 125 SMC R i KTM 390 SMC R na 2026 rok po opóźnieniach produkcyjnych pojawiły się w salonach na przełomie roku. Mimo że KTM nie dokonał w tych maszynach rewolucyjnych zmian, można uznać, że są one odpowiedzią na nową rzeczywistość i mają jedno zadanie: dawać frajdę. Te konstrukcje potwierdziły już swoją skuteczność w poprzednim roku, a przypomnijmy, że powstały po to, aby otworzyć świat supermoto dla większej liczby motocyklistów. Aby to osiągnąć, oba warianty są lekkie, kompaktowe, łatwe w opanowaniu, ale jednocześnie wystarczająco ostre, żeby nie znudziły się po pierwszym sezonie.
KTM wraca tym samym do swoich korzeni. Dostaliśmy jednocylindrowe maszyny z wysoką kierownicą, szybką reakcją na gaz i geometrią opracowaną tak, aby zachęcała do zabawy zamiast do typowej, spokojnej jazdy. Zresztą spójrzcie na te motocykle - już sama sylwetka zdradza ich przeznaczenie. Są wąskie, zwarte, zbudowane wokół 9-litrowego zbiornika, który nie tylko zmniejsza szerokość, ale też ułatwia pracę ciałem. Nowe plastiki i grafiki inspirowane off-roadem mają wytrzymać więcej i zapewnić większą swobodę w jeździe. To sportowe narzędzia dla młodych ludzi i nastolatków.
Rama zmienia zasady
Pod obudową kryje się nowa rama kratownicowa oparta na dobrze znanej platformie Duke’ów, ale wyraźnie zmodyfikowana. Inny kąt główki ramy, inna charakterystyka sztywności i inne punkty mocowania. Inżynierowie w Mattighofen nie wyszykowali po prostu nakeda przerobionego na supermoto, tylko opracowali konstrukcję ustawioną pod agresywną jazdę. Do tego dochodzi nowy, przykręcany tylny stelaż, łatwy do wymiany, co w tym segmencie ma duże znaczenie. W tradycyjnej konstrukcji uszkodzony stelaż to poważna naprawa lub nawet kasacja całej ramy. Tutaj wystarczy odkręcić i wymienić element, więc koszt naprawy spada drastycznie, a motocykl jest jak nowy. Same plusy.
Jeśli chodzi o zawieszenie, dostaliśmy mocny zestaw w postaci WP APEX z przodu i z tyłu o skoku 230 mm, czyli wartości bliższej off-roadowi niż ulicy. W KTM 390 SMC R mamy pełną kontrolę nad ustawieniami kompresji i odbicia, regulowaną bez narzędzi w kilku kliknięciach. W KTM 125 SMC R jest prościej, ale nadal skutecznie. KTM hołduje filozofii, że ten sprzęt nie potrzebuje wyrafinowania - wystarczy, że działa. Trudno się z tym nie zgodzić.
Koła i hamowanie bez kompromisów
Dalej mamy koła 17-calowe na obu osiach, opony 110 z przodu i 150 z tyłu. W KTM 390 SMC R szprychowe felgi i Michelin Power 6, natomiast w KTM 125 SMC R odlewane. Hamulce są wspólne: 320 mm z przodu i 240 mm z tyłu. Dobra robota bez zbędnego lansowania się na logotypy. Przy masie 145 kg dla 125 SMC R i 154 kg dla 390 SMC R to w zupełności wystarcza.
Wracając do centralnej sekcji, silniki to wciąż nowa generacja LC4c i widać, że KTM odrobił lekcję. Jednostki są bardziej dopracowane, lepiej oddychają i radzą sobie z normami emisji. Zmieniona głowica, poprawiony układ chłodzenia, wtrysk kierujący paliwo bezpośrednio na zawory dolotowe. Do tego airbox, który pozwolił inaczej ułożyć silnik i zwiększyć prześwit. To dokładnie te same rozwiązania co w poprzednim roku modelowym, ale w obecnym wydaniu już sprawdzone i zweryfikowane przez użytkowników.
Małe pojemności, duże emocje?
Jak to przekłada się na pomarańczowe, rozbrykane koniki? KTM 125 SMC R zapewnia 15 KM przy 10 000 obr./min i 11,5 Nm przy 7750 obr./min. To maksimum dla prawa jazdy kategorii A1 i nie ma tu żadnych cudów. Ale przypomnijmy ponownie; to nie jest motocykl do wyścigów na prostych. Ma być lekki, przewidywalny i gotowy do nauki jazdy, która nie polega tylko na odkręcaniu manetki.
Jeśli chodzi o większy motocykl z tej pary, KTM 390 SMC R opowiada zupełnie inną historię. 45 narowistych koni przy 8500 obr./min i 39 Nm przy 7000 obr./min oznaczają, że można tu ruszyć z kopyta, szczególnie przy tej masie. Silnik jest elastyczny, chętnie wchodzi na obroty, a przy tym nie męczy przy wolnej jeździe. Przy około 110 km/h utrzymuje spokojne tempo, ale jego prawdziwe oblicze wychodzi na zakrętach. Wyjście z łuku daje wyraźne przyspieszenie bez czekania, a biorąc pod uwagę krótki rozstaw osi i wyższy środek ciężkości, maszyna skręca chętnie i precyzyjnie.
Skrzynia, tryby i charakter
Nie zapominajmy też, że nowa skrzynia biegów (z 2025 roku) pracuje lżej, krócej i bardziej precyzyjnie. KTM poprawił prowadzenie wybieraka, zmienił kształt bębna i skrócił skok dźwigni. Sprzęgło antyhoppingowe pomaga przy redukcjach, a jeśli ktoś chce, można dołożyć quickshifter+. KTM 390 SMC R jest szybki, ale nie przytłacza. W mieście jest ostry i zwinny, ale to na krętych drogach ten motocykl daje najwięcej frajdy i zabawy.
KTM uzupełnił katalog o uproszczony program trybów jazdy. Zestaw zawiera tryb Street na co dzień i Sport, kiedy chcesz czegoś więcej. Kontrolę trakcji można wyłączyć, a ABS przełączyć w tryb supermoto, dając tylnej osi więcej swobody. Co ważne, motocykl zapamiętuje ustawienia, więc nie trzeba zaczynać od zera po każdym uruchomieniu.
Ergonomia kontra trasa
Jeśli chodzi o wygląd - to rzecz gustu, ale ergonomia ponownie należy do plusów KTM. Wysoka kanapa na poziomie 860 mm, szeroka kierownica, wąska talia. Kierowca siedzi wysoko, ma pełną kontrolę i może swobodnie pracować ciałem. Siedzenie jest równie naturalne jak jazda na stojąco. Oczywiście nie ma nic za darmo i komfortu trzeba szukać gdzie indziej. Na autostradzie jazda każdym z tych motocykli jest dość przeciętna, bo wiatr wali prosto w klatkę, a kanapa przypomina wygodą ławkę w parku. Z drugiej strony nikt tego nie oczekuje. To maszyny do pracy i zabawy, a nie do turystyki.
Skoro już o jeździe mowa, należą się dwa słowa o spalaniu. Mniejszy KTM 125 SMC R potrafi zejść do około 2,4 l/100 km, a KTM 390 SMC R do około 2,8 l/100 km. Przy 9-litrowym zbiorniku daje to zasięg odpowiednio około 370 i 320 km.
Technologia bez zbędnych ozdobników
Elektronika jest dokładnie tam, gdzie powinna być: pełne LED-y, czytelny wyświetlacz TFT 4,2 cala z powłoką ograniczającą odbicia, łączność ze smartfonem i sterowanie z kierownicy. W KTM 390 SMC R dochodzą tryby jazdy, bardziej rozbudowane ustawienia ABS i kontrola trakcji - bez przesady i zbędnych bajerów.
Dla kogo są te maszyny? KTM 125 SMC R będzie świetnym wyborem dla tych, którzy zaczynają i chcą czegoś więcej niż nudnego środka transportu. KTM 390 SMC R to sprzęt dla osób zdecydowanych na ostrzejszą jazdę, które nie boją się aktywnego stylu.
Ile kosztuje taka zabawa?
KTM 125 SMC R 2026 kosztuje 24 390-24 400 zł, przy czym zeszłoroczny model można kupić 1 000-1 500 zł taniej. Mocniejszy KTM 390 SMC R na ten rok jest dostępny za 27 500 zł, z różnicą około 1 000 zł względem wariantu 2025.
Na koniec spójrzcie jeszcze raz na te maszyny. To są motocykle, które nie udają niczego więcej, niż wyglądają, a wyglądają tak, jakby jutra miało nie być. Siadasz, odpalasz i zapominasz o bożym świecie. KTM dobrze odrobił tę lekcję.


Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze