Jazda z zakazem s±dowym. To koniec anonimowo¶ci?
Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej Tomasz Piotr Nowak i Krzysztof Gadowski skierowali interpelację do ministra sprawiedliwości, w której stwierdzili, że lokalne społeczności są zdane na siebie wobec osób jeżdżących z czynnym zakazem sądowym.
Według posłów brak jakiejkolwiek publicznej wiedzy o takich osobach uniemożliwia oddolne działania prewencyjne i sprawia, że kolejne wykroczenia oraz przestępstwa drogowe są de facto niemożliwe do przewidzenia i powstrzymania przez samych mieszkańców. Posłowie zaproponowali konkretne rozwiązanie, czyli regularne publikowanie wizerunków takich kierowców w mediach lokalnych lub poprzez oficjalne komunikaty służb.
Reklama
KTM 125 Duke vs 390 Duke 2026. Który pasuje do ciebie lepiej i dlaczego odpowiedź nie jest oczywista
KTM konsekwentnie buduje klasę swoich nakedów, a obecny rok przynosi kolejny rozdział w wykonaniu 125 Duke i 390 Duke. Oba motocykle dzielą tę samą filozofię, podobne ramy i tę samą agresywną stylistykę, ale różnice też są niemałe. Czy można porównywać te maszyny?
POZNAJ MOTOCYKLE, KTÓRE DAJĄ FRAJDĘ! »
Oczywiście odbywałoby się to w ściśle określonych ramach prawnych, z jednoczesnym zachowaniem ochrony pozostałych danych osobowych. Takie rozwiązanie rzeczywiście się się sprawdza. Dobrym przykładem jest między innymi sprawa Łukasza Żaka, która swego czasu wstrząsnęła opinią publiczną. Przypomnijmy, że mężczyzna we wrześniu 2024 roku wsiadł za kierownicę pijany i na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie zabił 37-latka, raniąc przy tym kilka innych osób. Żak kierował samochodem pomimo prawomocnego sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał, że interes społeczny jest na tyle ważny, że nakazał ujawnienie wizerunku i danych osobowych oskarżonego, co umożliwiło mediom nagłośnienie sprawy na szeroką skalę. To między innymi ten precedens stał się punktem wyjścia do szerszej dyskusji o tym, jak chronić obywateli przed drogowymi recydywistami.
Rząd zapowiadał po głośnych tragediach stworzenie publicznego rejestru kierowców z zakazami sądowymi, jednak ostatecznie z tego pomysłu się wycofał. Na chwilę obecną odpowiedzi na interpelację Tomasza Piotra Nowaka i Krzysztofa Gadowskiego udzielił wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, który wymienił zaostrzenia prawa wobec drogowych bandytów wchodzące w życie w tym roku i przypomniał, że zarówno prokurator, jak i sąd mają już dziś narzędzia do ujawniania wizerunków i danych takich osób, gdy przemawia za tym ważny interes społeczny. Wiceminister zwrócił też uwagę na inny instrument, niemal zapomniany. Otóż sędzia może nakazać publikację wyroku do publicznej wiadomości, i to równocześnie w kilku mediach, zarówno w prasie, jak i telewizji, co samo w sobie niesie silny efekt odstraszający.
Praktyka pokazuje, że takie publikacje, niegdyś stosunkowo częste, praktycznie zanikły już mniej więcej dziesięć lat temu i dziś należą do absolutnych wyjątków. Tymczasem różnica między piętnowaniem kierowców jeżdżących po alkoholu a ujawnianiem danych osób łamiących sądowy zakaz, nierzadko dożywotni, jest zasadnicza. W tym drugim przypadku lokalna społeczność zyskuje realną wiedzę o tym, kto nie powinien prowadzić pojazdu, co bezpośrednio zwiększa szansę na szybkie zgłoszenie służbom faktu prowadzenia przez taką osobę dwuśladu czy jednośladu. Ostatnia nowelizacja Kodeksu karnego wymusiła już na sędziach częstsze sięganie po bezwzględne kary pozbawienia wolności wobec recydywistów drogowych. Pytanie, czy sądy zdecydują się równie konsekwentnie wracać do narzędzi, które już mają, lecz od lat ignorują.












Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze