Honda E-Clutch podbija kolejne modele. Jak działa ten system?
Sprzęgło, jedynka, hamulec, sprzęgło, dwójka, znowu hamulec. Kto choć raz utknął w korku na motocyklu z manualną skrzynią biegów, doskonale zna ten rytuał. Nie chodzi o brak prędkości, bo w korku i tak nikt nie jedzie szybko, tylko o monotonię i uciążliwość, co w miejskim ruchu potrafi zamienić przedramię w kamień.
Honda twierdzie, że znalazła na to sposób i konsekwentnie rozwija technologię, która ma odciążyć rękę kierowcy, nie odbierając mu jednocześnie frajdy z jazdy na klasycznym manualu.
Mowa o systemie E-Clutch, czyli elektronicznie wspomaganym sprzęgle, które japoński producent wdraża od kilku sezonów w coraz większej liczbie swoich modeli. Warto od razu rozwiać wątpliwości, bo E-Clutch to nie jest automatyczna skrzynia biegów i nie zmienia charakteru maszyny w skuter czy motocykl z DCT. Kierowca w dalszym ciągu operuje dźwignią zmiany biegów nogą, tak jak w każdym klasycznym motocyklu. Cała magia dzieje się w tle, ponieważ to elektronika przejmuje pracę sprzęgła podczas ruszania, hamowania do zera i zmiany przełożeń. Efekt jest taki, że można spokojnie ruszyć z miejsca albo zmienić bieg bez dotykania manetki sprzęgła przy kierownicy. Jeśli jednak ktoś woli tradycyjne odczucia, w każdej chwili może sięgnąć po sprzęgło ręcznie, a system natychmiast schowa się w cień.
Za całą operacją stoi kompaktowy moduł wyposażony w dwa niewielkie silniki elektryczne, jednostkę sterującą oraz specjalnie podzielony wałek sprzęgła. Elektronika w czasie rzeczywistym analizuje dziesiątki parametrów, między innymi prędkość jazdy, ustawienie przepustnicy, obroty silnika, nacisk na dźwignię zmiany biegów czy aktualnie wybrany bieg. Dzięki temu zmiany przełożeń są błyskawiczne i wyjątkowo płynne, niemal jak przy zaawansowanym quickshifterze, z tą różnicą, że tutaj pracuje prawdziwe sprzęgło, co jest znacznie łagodniejsze dla skrzyni biegów.
Głównym celem inżynierów Hondy było ułatwienie codziennego użytkowania motocykla, zwłaszcza w gęstym ruchu miejskim, gdzie ciągłe operowanie sprzęgłem szybko daje się we znaki nadgarstkowi i ramieniu. System dodatkowo zabezpiecza przed niechcianym zgaśnięciem silnika i znacznie ułatwia start początkującym motocyklistom, nie odbierając przy tym kontroli bardziej doświadczonym kierowcom. Co ciekawe, cała technologia dokłada motocyklowi jedynie około 2 kg masy, a silnik zyskuje minimalnie na szerokości, co w praktyce jest praktycznie niewyczuwalne.
Swoją premierę E-Clutch miał w 2024 roku w modelach CB650R oraz CBR650R i od tego momentu Honda błyskawicznie poszerza listę motocykli wyposażonych w ten system. W 2026 roku technologia jest dostępna, a często wręcz standardowa, w takich modelach jak CB750 Hornet, który jako pierwszy motocykl otrzymał również układ throttle by wire, Transalp, gdzie na niektórych rynkach dostępna jest wyłącznie wersja z E-Clutch, a także CBR500R, CB500 Hornet oraz NX500. System trafił również do innych modeli sprzedawanych na rynkach eksportowych, w tym do japońskiego Rebela.
Patrząc na to tempo wdrażania, trudno oprzeć się wrażeniu, że dla Hondy E-Clutch to nie chwilowy dodatek do oferty, lecz jeden z filarów przyszłych konstrukcji, który z czasem może stać się standardem w kolejnych generacjach motocykli.
Zalety tego rozwiązania rzucają się w oczy praktycznie od razu. Przede wszystkim znacznie mniejsze zmęczenie podczas jazdy w korkach i codziennym użytkowaniu, płynniejsze oraz szybsze zmiany biegów w porównaniu do klasycznego manuala, a także możliwość powrotu do pełnej manualnej obsługi w dowolnym momencie. System otwiera również drzwi do świata manualnych motocykli osobom początkującym, które wcześniej mogły obawiać się ciągłej pracy sprzęgłem, a przy okazji łagodniej traktuje samą skrzynię biegów i mechanizm sprzęgłowy.
Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Część kierowców zgłasza delikatne poślizgi sprzęgła podczas bardziej dynamicznej jazdy albo przy powolnym podjeżdżaniu pod strome wzniesienia. Sam moduł jest widoczny na zewnątrz motocykla, co budzi obawy o jego bezpieczeństwo w razie upadku. Znajdą się też tradycjonaliści, dla których jakakolwiek elektronika w obszarze sprzęgła jest zbędnym udogodnieniem psującym czystość manualnej jazdy.
Mimo tych zastrzeżeń większość testów i recenzji ocenia E-Clutch bardzo przychylnie, uznając go za rozsądny kompromis pomiędzy wygodą skrzyni automatycznej a emocjami, jakie daje klasyczny manual.
Na wielu rynkach azjatyckich, i nie tylko tam, prym wiodą skutery, głównie dzięki przystępnej cenie, prostocie obsługi i zwrotności w mieście. Mimo to spora grupa motocyklistów wciąż wybiera klasyczne maszyny z manualną skrzynią, bo liczy się dla nich frajda z jazdy, prostota konstrukcji i poczucie pełnej kontroli nad pojazdem. E-Clutch jest próbą Hondy połączenia tych dwóch filozofii, bo oferuje część komfortu znanego ze skuterów i automatów, nie odbierając przy tym duszy i charakteru tradycyjnego manuala.
Taka technologia może również przyciągnąć zupełnie nowych użytkowników, czyli osoby, które od dawna marzyły o motocyklu, ale odstraszała je perspektywa ciągłej pracy sprzęgłem w miejskich korkach. Dla bardziej doświadczonych kierowców to z kolei po prostu wygodniejsze narzędzie codziennej jazdy, które w żaden sposób nie odbiera przyjemności z prowadzenia.
Honda konsekwentnie stawia na tezę, że przyszłość manualnych motocykli wcale nie musi oznaczać porzucenia tradycji. Niekiedy wystarczy odrobina inteligentnego wsparcia w najtrudniejszych momentach jazdy, a E-Clutch coraz częściej okazuje się właśnie tym oddechem, jakiego wielu motocyklistów potrzebuje, stojąc w codziennym korku. Też tak uważacie?







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze