Harley-Davidson Heritage Softail Classic. On ma niesamowity potencjał. Test i opinia
Ten Harley-Davidson ma w sobie niesamowity potencjał. Łączy ponadczasowy klasyczny styl z rozwiązaniami technicznymi, które są jak najbardziej na czasie i do tego dodaje jeszcze wysoki poziom uniwersalności. To maszyna, która potrafi zadowolić i młodych i starych, ale to wcale nie oznacza, że jest to motocykl idealny. Więc po kolei.
Stylem Heritage Softail Classic nawiązuje do motocykli, które znawcy tej marki uznają za najpiękniejsze, a więc do modelu Hydra Glide z lat 50. minionego wieku. To on właśnie wyznaczył estetyczny kanon Harleya na całe dekady. Ponieważ ten styl naśladowali na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych również producenci japońscy zaczęto określać motocykle tego typu cruiserami. Chyba nie tylko w mojej opinii Heritage Softail Classic jest motocyklem, który można potraktować jako encyklopedyczny, definicyjny przykład cruisera. Stylistycznie, choć to kwestia indywidualnego gustu, jest też najbardziej udany. Ma po prostu idealne proporcje i zjawiskowe wprost kształty. I tą cechę Heritage Softail Classic zachowuje niezmiennie poprzez wszystkie kolejne generacje od 1987 roku aż do dziś.
Po tym wstępie możemy już odpowiedzieć na pierwszą część pytania - dla kogo ten motocykl? No przede wszystkim dla tego, kto dobrze odnajduje się w cruiserowych klimatach i kto lubi taką właśnie klasyczną amerykańską stylistykę. Tu ma to podane na najwyższym poziomie.
Było o klasyce, pora więc by przedstawić nowoczesne oblicze tego Harleya. Otóż otrzymujemy tu chyba wszystkie możliwe "szpeje" jakie oferują współczesne motocykle i to te z wysokiej półki. Mamy więc w pełni ledowe oświetlenie, które skomponowano tak, że wcale nie kłuci się ze stylizacją retro. Mamy ride by wire i wszelkie systemy asystujące, a więc zakrętowy ABS, zakrętową kontrolę trakcji i tempomat. Wybaczcie jeśli coś pominąłem. Na pokładzie Heritage Softail Classic próżno szukać wszechobecnych dziś "tabletów" i bardzo dobrze, bo popsułyby klasyczny klimat. W tym Harleyu mamy klasyczny "budzik" umieszczony w jak najbardziej klasycznym miejscu, czyli w konsoli na baku. Jest tam duży i czytelny prędkościomierz oraz dyskretne kontrolki. W dolnej części "budzika" umieszczono niewielki wyświetlacz. Za pomocą klawisza przy lewej manetce kierownicy możemy wybierać co chcemy z tego wyświetlacza odczytać. Mogą to być obroty silnika, czas, ciśnienie w oponach, poziom paliwa w zbiorniku, przebieg całkowity i dwa przebiegi dzienne, zasięg. Oprócz tego zawsze wyświetlany jest aktualnie ustawiony tryb jazdy oraz pozycja w skrzyni biegów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że o ile we wcześniejszych modelach numer zapiętego biegu znikał po wciśnięciu dźwigni sprzęgła, tu wyświetlany jest cały czas. Zawiadywanie całą elektronika, która steruje pracą mechanizmów motocykla odbywa się prosto i intuicyjnie. Może się więc z tym systemem łatwo zaprzyjaźnić osoba w wieku senioralnym nieobyta z rozbudowaną elektroniką nowoczesnych motocykli.
Powoli przechodzimy do kwestii, która definiuje charakter motocykla, a więc do napędu. I tu muszę powiedzieć już na samym wstępie, że osoba przesiadająca się na współczesnego Heritage Softail Classic ze starszego modelu napędzanego silnikiem Twin Cam, lub nawet M8 107 może doznać szoku. W tym momencie dochodzimy do miejsca, które decyduje o tym, że ten Harley może przypaść do gustu również młodszym motocyklistom. Otóż silnik M8 117 to prawdziwy wścieklak.
Na papierze maksymalna moc 92 KM (osiągana przy 5020 obr./min) nie zrobi na nikim wrażenia, ale już wartość maksymalnego momentu obrotowego 156 Nm (przy 2750 obr./min) jak najbardziej tak. Wystarczy w tym miejscu wspomnieć, że taki dla przykładu Ducati Diavel V4 S ma tego momentu 120 Nm. Silnik M8 117 dysponuje niesamowitym ciosem z dołu. Kiedy odbierałem testowy motocykl od dilera był lekko przekropny dzień. Wsiadając na Harleya zauważyłem, że ustawiony był tryb deszczowy (jest jeszcze drogowy i sportowy). Pomyślałem, że to zbędna ostrożność, bo moto ma przecież kontrolę trakcji, więc ustawiłem tryb drogowy i ruszyłem ku przygodzie w siodle Harleya. Na średnio ciasnym długo ciągnącym się łuku na trzecim biegu lekko odkręciłem gaz i już tylne koło zaczęło wyprzedzać przednie. Nie zdziwiłoby mnie to gdybym "sypną z pełnej garści", a to była tylko lekka odkrętka. No z szacunkiem, bo się może skończyć źle, pomyślałem sobie bezzwłocznie przełączając się w tryb deszczowy. Uczucie utraty przyczepności tylnego koła pojawiało się jeszcze kilka razy nawet na suchej nawierzchni i to wcale nie przy gwałtownym otwarciu przepustnicy. Czegoś podobnego nie doświadczyłem jeszcze na Harleyu nigdy. Skłonność do gubienia trakcji w moim przypadku zniechęca do wykorzystywania pełnego potencjału silnika, ale dla jeźdźca młodszego, mającego bardziej obluzowaną klapkę strachu może to być właśnie argumentem do zakupu tej maszyny. Kiedy oddałem Harleya w ręce mojego syna Bartka, na co dzień ujeżdżającego endurowatą beemkę, ten z lubością startował paląc gumę i pokonywał zakręty szlifując podestami. Na koniec sesji zdjęciowej stwierdził, że ten Harley zawsze mu się podobał, ale nie spodziewał się, że taki cruiser potrafi mieć tak duży potencjał zabawowy. Tak, czy inaczej uważam, że po zakupie warto zamontować lepsze opony od Dunlopów, na których Heritage wyjeżdża z fabryki.
Pozytywnym zaskoczeniem przy obcowaniu z Heritagem są jego hamulce. Mimo że z przodu mamy tylko jedną tarczę z czterotłoczkowym stałym zaciskiem, a z tyłu tarczę z zaciskiem pływającym dwutłoczkowym. Hamulce bardzo łatwo radzą sobie z masą cruisera (326 kg) zapewniając przy okazji bardzo dobrą dozowalność. Nic złego nie można też powiedzieć o zawieszeniu, które zapewnia całkiem przyzwoity poziom komfortu.
Zawsze kiedy wsiadam na nowego Harleya porównuję go z moją Electrą z 2010 roku i zawsze przy takiej okazji staram się odpowiedzieć na pytanie, czy postęp techniczny jaki się w międzyczasie dokonał jest wystarczającym powodem do bólu głowy, skąd tu wytrzasnąć pokaźną kasę konieczną, by wejść w posiadanie nowego Harleya. W tym konkretnym przypadku chciałem jeszcze dać sobie odpowiedź, czy lżejszy i mniejszy Heritage Softail Classic mógłby zastąpić ciężką Electrę. Jak się okazało odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta. Heritage jest o dobre 100 kg lżejszy, jest też znacznie niższy i ogólnie mniejszy. Dzięki temu codzienne obcowanie z tym motocyklem jest po prostu łatwiejsze. O ile wyjazd na Electrze do miasta traktuję jako karę, o tyle Heritage dużo lepiej sprawdzi się jako motocykl "daily". No nie jest tak zwinny jak skuter, to oczywiste, ale wjeżdżanie nim między samochody jest zdecydowanie łatwiejsze. To z pewnością istotny atut, ale jak to w technice i w życiu bywa, nie ma nic za darmo i zalety w jednym aspekcie powodują wady w innym. Porównując Heritage z Electrą trzeba powiedzieć, że pod względem ergonomii, a co za tym idzie komfortu, pozostaje on daleko w tyle. Głównym winowajcą jest tu pozycja za sterami. Siodło Heritage położone jest bardzo nisko (690 mm) co samo w sobie jest bardzo przyjemne, ale z drugiej strony podesty kierowcy, a więc i dźwignie wysunięte są bardziej do przodu. Do tego kierownica jest wyższa, co powoduje, że cała masa spoczywa na pośladkach obciążając kość ogonową i kręgosłup. Do tego kierownica odsunięta jest od siodła bardziej niż w Electrze, co powoduje, że ręce są bardziej wyprostowane. Korzystając z imponującej dynamiki silnika trzeba cały czas pamiętać (przynajmniej dopóki nie stanie się to nawykiem), by przyspieszając pochylać się lekko do przodu, by ręce pozostawały ugięte w łokciach, pozwalając na lekkość prowadzenia. Jeśli do tego dodamy mniej skuteczną ochronę przed pędem powietrza możemy być pewni, że dłuższe odcinki autostradowe będą na cruiserze zdecydowanie bardziej męczące niż na Turingu. O mniejszej zdolności zabrania bagażu już nawet nie wspominam.
To oczywiście nie przekreśla Heritage Softail Classic w zastosowaniach turystycznych, wszystko zależy od tego, gdzie ustawimy balans naszych własnych wymagań i preferencji.
Dla kogo więc Heritage Softail Classic będzie dobrym motocyklem? Może być dla Ciebie, ale musisz to sprawdzić osobiście.
Na koniec nie będę Was zanudzał pełnymi danymi technicznymi, bo te bez trudu możecie znaleźć na stronie importera.

























































Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze