tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 Europejczycy nie chcą elektrycznych motocykli?
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Europejczycy nie chcą elektrycznych motocykli?

Autor: Lovtza 2016.09.09, 11:44 15 Drukuj

Motocykle elektryczne to temat budzący wśród motocyklistów wiele kontrowersji. O ile w przypadku samochodów elektrycznych da się dyskutować na merytoryczne argumenty, a posiadanie elektrycznego samochodu zaczyna być szczytem szpanu/lansu/prestiżu (do wyboru), o tyle w przypadku motocykli proces popularyzacji napędów elektrycznych przebiega o wiele wolniej.

Dlaczego? W mojej ocenie z bardzo prostego powodu. Samochody w większości przypadków traktowane są jako zwykłe narzędzia do przemieszczania siebie i rodziny. Motocykle służą również do przemieszczania się, ale są jednocześnie przedmiotem pasji, zajawki, hobby. Nie traktujemy ich stricte użytkowo i przy ich wyborze nie kierujemy się wyłącznie racjonalnymi przesłankami. Śmiem twierdzić, że gdyby motocykle traktować racjonalnie, to na ulicach ostałyby się wyłącznie skutery, a i to nie większe, niż 125cc. Nasz wymarzony motor musi mieć odpowiednie osiągi, musi właściwie wyglądać (np. kryjąc w swojej bryle ogromny silnik V2), a przy tym musi konkretnie warczeć. Motocykle elektryczne mają często problem z wpisaniem się w te kryteria.

W ostatnich latach jesteśmy jednak świadkami urzędniczego lobbingu na rzecz pojazdów elektrycznych. Zwolnienia podatkowe, dopłaty rządowe, punkty ładowania w centrach miast budowane na koszt podatnika, wsparcie dla producentów elektrycznych pojazdów – przerabiamy to zarówno w Polsce jak i praktycznie na całym świecie. Wszystko to ma ponoć ograniczyć zanieczyszczenie powietrza którym oddychamy. Używam określenia „ponoć”, ponieważ nikt do końca nie jest w stanie określić czym różni się dwutlenek węgla wyprodukowany w komorze spalania silnika spalinowego od dwutlenku węgla wygenerowanego przez elektrownię dostarczającą prąd do zasilenia pojazdu elektrycznego. Ponadto zarówno producenci jaki i urzędnicy nie są w stanie przekonująco opisać jak całościowo pojazdy elektryczne oddziaływają na środowisko. Jak reaguje ono na produkcję baterii (która wymaga gigantycznych nakładów energii i zastosowania bardzo rzadkich materiałów) i na ich utylizację?

Mieszanka tych pytań, wątpliwości i natury motocyklizmu sprawia, że na elektrycznych pojazdach kilku producentów połamało sobie już zęby. Przykład z zza miedzy, aby nie szukać za daleko, to BMW i skuter C Evolution. Pojazd ten miał być przełomem na rynku, a okazało się że Niemcy wcale nie chcą go sprzedawać, bo nieoficjalnie wiadomo że muszą dopłacić ponad 2500 euro do każdego egzemplarza. Gdyby cena odzwierciedlała realne koszty produkcji, to nikt tego by nie kupił. Fajnie mieć coś takiego w ofercie, aby się chwalić innowacyjnością, ale niekoniecznie fajnie jest to produkować i sprzedawać. Harley-Davidson z projektem LiveWire, KTM i jego elektryczne maszyny offroadowe to kolejne bliskie nam geograficznie, tudzież rynkowo przykłady tego samego problemu.

Курица не птица, Польша не заграница”

"Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica" (Kura nie jest ptakiem, a Polska nie jest zagranicą) - mawiają Rosjanie. To pamiętające jeszcze czasy zaborów powiedzenie oddawać ma nieistotną pozycję Polski we świecie. Problem jedynie w tym że kura jest ptakiem, a Polacy w swoich wyborach są bardzo racjonalni i odporni na naciski urzędników i propagandę. Nasza niższa zamożność w zestawieniu z krajami świata zachodniego czyni nasze działania bardziej rozsądnymi i przemyślanymi. Nie stać nas na wydawanie pieniędzy na dyrdymały. Pojazdy elektryczne i ich sprzedaż nad Wisłą doskonale to ilustruje.

Rzućmy okiem na twarde dane dostarczone nam przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. Jeśli zestawimy ze sobą lata 2014 i 2015 otrzymujemy wzrost sprzedaży motorowerów o blisko 60% i spadek sprzedaży motocykli o 20%. Jeśli jednak spojrzymy na suche liczby szybko okaże się, że ilości sprzedanych pojazdów oscylujące wokół 5-6 maszyn w przypadku motocykli oznaczają de facto park maszyn testowych. Realna sprzedaż do klientów oscyluje zatem wokół zera. Polacy w ostatnich dwóch latach praktycznie nie kupowali motocykli elektrycznych. Dlaczego? Bo są one za drogie, bo nie ma dobrej oferty, bo nie odpowiadają nam ich charakterystyki użytkowe. Bo „motocykl powinien być napędzany silnikiem spalinowym”.

Tymczasem sprzedaż motorowerów ma się zdecydowanie lepiej. Choć nadal są to ciągle mikro ilości, to jednak można tutaj już wyciągać jakieś wnioski. A podstawowy wniosek jest prosty. Motorowery traktowane są o wiele bardziej użytkowo, niż motocykle. Nie wiążemy z nimi aż tylu emocji. Mają niezawodnie działać i tanio zawozić użytkownika na miejsce.

  2014 2015 Zmiana r/r
Motorowery 70 111 +58%
Motocykle 5 4 -20%
Razem 75 115 +53%

Tab. 1. Liczba pierwszych rejestracji nowych motocykli i motorowerów elektrycznych w Polsce w latach 2014 i 2015, dane PZPM na podstawie CEP

Rok 2016 nie przynosi specjalnej zmiany w sytuacji na polskim rynku. Rośnie sprzedaż małych elektrycznych motorowerów, ale nie chcemy kupować elektrycznych motocykli. Dodajmy przy tym, że oferta maszyn elektrycznych choć nie jest imponująca, to zdecydowanie przewyższa ilości pojazdów wyszczególnione w tabeli poniżej.

  1-8 2015 1-8 2016 Zmiana r/r
Motorowery 76 111 +46%
Motocykle 4 6 +50%
Razem 80 117 +46%

Tab. 2. Liczba pierwszych rejestracji nowych motocykli i motorowerów elektrycznych w Polsce w okresie styczeń-sierpień 2015 i 2016, dane PZPM na podstawie CEP

Realia Unii Europejskiej

No tak, ktoś może powiedzieć że co tam taki rynkowy nielot jak Polska. W wielkim świecie sprawy z pewnością mają się inaczej. Nowoczesna, oświecona i proekologiczna Unia Europejska ze wszystkimi swoimi komisarzami i detektywami z pewnością bije nas tutaj na głowę. Pytanie czy na pewno?

W ubiegłym roku w UE sprzedało się nieco ponad 10 tysięcy elektrycznych skuterów, co stanowi 8% wzrostu w zestawieniu z rokiem 2014. Motocykli elektrycznych sprzedano 2500 notując wzrost na poziomie 15%. Czy to dużo, czy mało? Mając na uwadze, że Unia to 500 milionów ludzi możemy pokusić się o stwierdzenie, że pytanie to jest retoryczne.

  2014 2015 Zmiana r/r
Motorowery 9,5 tys 10,3 tys +8%
Motocykle 2,2 tys 2,5 tys +15%
Razem 11,8 tys 12,9 tys +9%

Tab. 3. Liczba pierwszych rejestracji nowych motocykli i motorowerów elektrycznych w Unii Europejskiej w latach 2014 i 2015, dane PZPM

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja gdy popatrzymy na wyniki sprzedaży elektrycznych jednośladów w pierwszych kwartałach bieżącego i minionego roku. Motorowerów sprzedało się sporo więcej, ale motocykle zanotowały… spadek. I to wszystko pomimo coraz to nowych modeli elektrycznych wprowadzanych do oferty, pomimo ciągłego rozwijania sieci ładowania pojazdów i pomimo rządowych zachęt do rozwijania tego rynku.

Pytanie jak wyglądałby rynek pojazdów elektrycznych, gdyby nie był tak silnie wspierany przez Komisję Europejską i organizacje „proekologiczne”? Moim skromnym zdaniem do prezentowanych tabelek nie bardzo byłoby co wpisać.

  1Q 2015 1Q 2016 Zmiana r/r
Motorowery 1,9 tys 2,6 tys +33%
Motocykle 0,7 tys 0,6 tys -14%
Razem 2,6 tys 3,1 tys 21%

Tab. 4. Liczba pierwszych rejestracji nowych motocykli i motorowerów elektrycznych w Unii Europejskiej w pierwszych kwartałach lat 2015 i 2016, dane PZPM.

Europejczycy nie chcą elektrycznych motocykli?

Czy zatem Europejczycy mają w nosie elektryczne pojazdy? Niekoniecznie. Przytoczone dane wskazują na to, że chętnie sięgniemy po nie gdy będą stanowiły rozsądny kompromis pomiędzy swoją ceną, a możliwościami. Elektryczne skutery i mopedy stają się coraz lepsze, ich zasięg rośnie, a ceny spadają. Masz kilka kilometrów do pracy i szukasz taniego rozwiązania na przemieszczanie się do niej? Niedrogi elektryczny skuter wydaje się być idealnym rozwiązaniem.

Ale elektryczny motocykl? Sam nie wiem. Nie kupię elektrycznego motocykla na ulicę, bo nawet jeśli przełknę jego cenę, to gdzie go będę ładował? Dla mnie motocykl to wolność i możliwość pojechania gdzie mnie oczy poniosą. A kto mnie zapewni że w Dolinie Biebrzy znajdę stację ładowania? Benzynę do GSa dostanę na 100%. Nie kupię elektrycznej torówki, bo nawet jeśli przełknę jej cenę to po prostu lubię ryk silnika, mieszanie biegami, redukcje, międzygazy, wskazówkę obrotomierza pędzącą w kierunku czerwonego pola. No i na cholerę mi elektryczne enduro? Znów - nawet jeśli przełknę jego cenę, to baterie wytrzymują obecnie maksymalnie 40 km jazdy w trudnym terenie. A mój ukochany dwupak na baku robi 100-120km. A jak zabraknie wachy to pożyczę jej od kolegi z większym bakiem, albo ktoś mi jej podwiezie. A co ja zrobię z rozładowanym elektrycznym motocyklem? Mam go pchać pod górę?

Niezależnie od tego, czy moje dywagacja i wątpliwości odnośnie motocykli elektrycznych pokrywają się z Waszymi, to liczby pokazują wyraźnie, że europejski motocyklista nadal nie jest przekonany do maszyn zasilanych wyłącznie baterią. Być może zmieni się to za pięć kolejnych lat, szczególnie gdy ceny elektryków nadal będą się obniżać, ale na chwilę obecną trzymajmy się sprawdzonego podziału - prawdziwy motocykl zasilany jest benzyną, a prąd wykorzystujemy głównie do urządzeń AGD.

NAS Analytics TAG

NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 6
Pokaż wszystkie komentarze
Autor: Warczący Motocyklista 09/09/2016 15:14

Szanowny ekoterrorysto. Pomijając kwestie czy motocykl ma mieć głośny wydech, mozliwość mieszania biegami i dochodząca do czerwonego pola wskazówkę obrotów należało by wziąć pod uwagę jeszcze jeden prosty fakt. Energia poruszająca motocykl nie bierze się z nikąd. Przecież aby naładować akumulator, czy inne ogniwo przechowujące energię (będące tylko "pojemnikiem na nią", zresztą tak jak zbiornik paliwa, trzeba tę energię wytworzyć. W elektrowni węglowej (zanieczyszcza powietrze), atomowej (wiadomo jaki stosunek do energetyki nuklearnej mają ekolodzy), wodnej (katastrofalny wpływ na ekosystem rzeczny) czy wiatrowej (też niezbyt przyjaznej środowisku). W momencie, kiedy wynajdziesz całkiem "czysty" sposób wytwarzania energii (czego Ci szczerze życzę) możesz walczyć z wpływem spalania paliw kopalnych na środowisko. Na obecnym etapie rozwoju technologicznego naszej cywilizacji jest jak jest i prezentowany przez Ciebie punkt widzenia można nazwać właśnie ekoterroryzmem ;-). Na koniec dodam jeszcze jeden aspekt pędu ku elektrycznym pojazdom (wspomniany zresztą przez autora, skądinąd całkiem rzetelnego artykułu: jakie szkody środowiskowe powoduje wydobycie i przerób pierwiastków ziem rzadkich stosowanych we współczesnych ogniwach magazynujących energię elektryczną? Ile spalin i dwutlenku węgla wytwarzają statki przepływające pół świata by przetransportować rudę niklu, kadmu czy ołowiu do zakładów przetwórczych? Życząc szerszego spojrzenia na sprawę, a może po prostu "polatania wokół komina" dla frajdy. Pozdrawiam. Warczący Motocyklista.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep Ścigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę