Elektryki udaj±ce spalinówki na cenzurowanym. Nadchodzi kontrowersyjny zakaz
Elektryczne motocykle i samochody potrafią naśladować charakter jednostek spalinowych, generując sztuczny dźwięk silnika mimo braku spalania paliwa. Niektórym to się nie podoba.
Wydawałoby się, że tego typu innowacje są normalne i akceptowalne, ale okazuje się, że problem z tym rozwiązaniem mają niemieccy politycy. SPD oraz Zieloni planują wprowadzić zakaz sztucznego dźwięku silnika w pojazdach elektrycznych.
Hamburg chce ciszy w całych Niemczech
Wspomniane partie działające u naszych zachodnich sąsiadów zamierzają przeforsować odpowiedni wniosek w parlamencie Hamburga. Celem jest wykorzystanie regionalnej decyzji jako narzędzia nacisku na rząd federalny, tak aby analogiczne przepisy objęły docelowo całe Niemcy. Warto jednak od razu rozgraniczyć dwa zupełnie odmienne rozwiązania techniczne, ponieważ łatwo je ze sobą pomylić.
Pierwsze z nich to obowiązkowy sygnał akustyczny emitowany przy niewielkich prędkościach, którego zadaniem jest ostrzeganie pieszych przed niemal bezgłośnie poruszającym się pojazdem elektrycznym. Ten mechanizm bezpieczeństwa pozostaje poza sporem i nikt nie zamierza go likwidować, na co zwraca uwagę Ole Thorben Buschhüter, rzecznik SPD do spraw transportu w hamburskim parlamencie.
Drugie rozwiązanie, będące właściwym celem proponowanego zakazu, to sztucznie generowany odgłos pracy silnika, upodabniający napęd elektryczny do klasycznej jednostki spalinowej. Producenci chętnie sięgają po takie rozwiązania w sportowo zorientowanych modelach elektrycznych, mimo że pod maską nie ma żadnego elementu zdolnego wytworzyć taki hałas naturalnie. Rosa Domm, reprezentująca Zielonych w kwestiach transportowych, uważa, że taki zabieg jest po prostu zbędny i odbiera elektromobilności jej fundamentalny atut, czyli ciche poruszanie się.
Jak zakazać czegoś, co nie ma jednej formy?
Na tym etapie nie sprecyzowano jeszcze, jak dokładnie miałby wyglądać zakres i sposób egzekwowania nowych przepisów. To istotny problem, ponieważ współczesne technologie pozwalają generować sztuczne brzmienie na wiele różnych sposobów, niekoniecznie wiernie odwzorowując konkretną jednostkę napędową. Jeśli hamburski projekt zyska dalsze poparcie, można spodziewać się szerszej dyskusji o tym, czym w istocie powinien być pojazd elektryczny. Czy skoro nie potrzebuje głośnej pracy silnika, powinien pozostać maksymalnie cichy, czy raczej kierowca powinien mieć swobodę wyboru dźwięku towarzyszącego jeździe? Niemieccy politycy zdają się jednoznacznie skłaniać ku pierwszej z tych wizji.
W naszym świecie dwóch kół podobne eksperymenty również się pojawiają, choć na mniejszą skalę niż w motoryzacji czterokołowej. Branża zorientowana na prąd próbuje przywrócić motocyklom elektrycznym charakterystyczny klimat spalinowej jazdy, odwołując się do dźwięku, wibracji i emocji znanych z tradycyjnych jednostek.
Emula, czyli pełny symulator spalinówki
Najgłośniejszym przykładem pozostaje włoska Emula, prototyp firmy 2electron oparty na technologii McFly. System sprytnie łączy zestaw głośników, w tym subwoofer ukryty pod atrapą zbiornika paliwa, z generatorami wibracji oraz zaawansowanym oprogramowaniem odtwarzającym nie tylko sam dźwięk, lecz również… charakterystykę mocy, hamowanie silnikiem, pracę sprzęgła, a nawet zmianę biegów! Do tego kierowca może wybierać spośród kilku profili, symulujących dwusuwową jednostkę 250 cm3 z 1989 roku, rzędową czwórkę 600 cm3 czy V-twina 800 cm3. Do wyboru, do koloru. Efekt bywa na tyle sugestywny, że przy zamkniętych oczach trudno odróżnić Emulę od prawdziwej maszyny spalinowej.
Niemiecka Metorbike poszła podobną drogą, choć w bardziej przystępnej formie. To stylizowany na cafe racera lekki motocykl na prąd, w którym pod jednostką napędową zainstalowano generator dźwięku ukryty w obudowie imitującej wydech. W wersji podstawowej dostępny jest jeden profil brzmieniowy, natomiast opcjonalny pakiet oferuje aż osiem różnych charakterów, od klasycznego jednocylindrowca i dwusuwu po V6, V8, V10, a nawet V12. Szaleństwo. Tutaj również układ reaguje na ruch manetki gazu i symuluje zmianę biegów, a poziom głośności można swobodnie regulować lub całkowicie wyciszyć. Dodatkowo generowane są delikatne wibracje, wzmacniające wrażenie jazdy klasykiem.
Yamaha ma prawdziwy silnik… bez spalania?
Do trzech razy sztuka, więc odwołajmy się jeszcze do Yamahy, która opatentowała rozwiązanie o niemal mechanicznym charakterze. Zamiast klasycznych głośników japoński producent zaprojektował układ przypominający prawdziwy silnik, wyposażony w tłok, cylinder, zawory oraz wał korbowy. Napędzany elektrycznie mechanizm zasysa i wypycha powietrze przez rzeczywiste kanały dolotowe i wydechowe, wytwarzając autentyczne fale ciśnienia oraz realne drgania, bez jakiegokolwiek spalania paliwa. To już nie symulacja dźwięku, lecz fizyczne generowanie hałasu i wibracji!
Okazuje się więc, że problem, na który zwracają uwagę politycy SPD i Zieloni, rzeczywiście istnieje. Spora część entuzjastów pojazdów na prąd wciąż tęskni za sensorycznym doświadczeniem jazdy spali nówką, bo gdyby tak nie było, nie powstawałyby podobne funkcje dla elektrycznych motocykli i nie pojawiałyby się nowe wnioski patentowe.
Silnik w kasku! Czemu nie?
Czy powyższe rozwiązania przetrwają nadchodzące regulacje dotyczące sztucznych dźwięków silnika, czy też technologia będzie musiała ustąpić miejsca ciszy w nowej erze napędu elektrycznego? Trudno przewidzieć, co się wydarzy, ale najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że obowiązkowy sygnał ostrzegawczy AVAS pozostanie nienaruszony i będzie nawet rozbudowywany. To po prostu kwestia bezpieczeństwa. Inaczej sprawa ma się z opcjonalnymi, "rozrywkowymi" systemami dźwiękowymi, które przykładowo naśladują widlaki, dwusuwy, czy na przykład ryk dinozaura, bo czemu nie? Takie pomysły spotkają się zapewne z coraz silniejszym oporem, przynajmniej w Europie. Hamburg może stać się pierwszym poligonem doświadczalnym. Lokalnie pewnie przyklepane zostaną ograniczenia, a potem podobne wnioski pojawią się w innych landach i na poziomie unijnym.
Całkowity zakaz wydaje się jednak mało realny, ale ograniczenia już tak. Mam na myśli jakieś regulację w kwestii maksymalnego poziomu głośności, obowiązku wyłączania systemu poza torem, zakazu emisji na zewnątrz pojazdu w ruchu miejskim albo wymóg, by dźwięk był wyraźnie "elektryczny", a nie stanowił imitacją spalinówki.
Prawdopodobnie w motoryzacji motocyklowej opór będzie słabszy niż w samochodach, bo rynek jest mniejszy, a kultura głośnych wydechów silniejsza. Emula i Metorbike nie znikną, lecz staną się niszowymi zabawkami dla entuzjastów. Możliwa jest też jeszcze jedna opcja, już przecież dobrze znana, czyli ewolucja w systemy zamknięte, w których dźwięk trafia wyłącznie do kasku kierowcy, lub przestrzeni kabiny samochodu. Wspomniany już patent Yamahy z mechanicznym generatorem hałasu i wibracji może natomiast okazać się ślepą uliczką regulacyjną. Wydaje się, że zbyt łatwo zakwalifikować go jako "sztuczny hałas".
Walka o duszę elektryka dopiero się zaczyna
W dłuższej perspektywie zwycięży pewnie pragmatyzm. Producenci nauczą się omijać zakazy i dźwięk będzie generowany wyłącznie wewnątrz kabiny lub kasku, a na zewnątrz pozostanie tylko dyskretny, futurystyczny sygnał. Albo, co chyba bardziej prawdopodobne, większość kierowców i motocyklistów po prostu przyzwyczai się do ciszy i przestanie za nią tęsknić. Emocje oczywiście nie znikną, tylko przeniosą się wtedy na inne obszary. Mam na myśli dynamikę, software’owe tryby jazdy, haptic feedback, a może nawet zapach i światło, jeśli popuścimy wodze fantazji.
Na razie jednak walka o duszę elektromobilności dopiero się zaczyna. Czy elektryk ma brzmieć jak spalinówka, bo tak chce klient, czy ma milczeć? Niemiecka debata zdaje się wskazywać, że odpowiedź nie będzie wyłącznie techniczna, lecz również polityczna. Zobaczymy, jak potoczy się a sprawa.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze