Daytona Dymoto X 125. Nikt nie zgadnie, że brak Ci prawa jazdy na motocykl
Gdy tylko Daytona zaparkowała pod domem, było pięknie. Słońce, czyste niebo - idealny dzień, żeby gdzieś pojechać. No to pojechałem… do pracy. I od razu się zaczęło: "Ej, to serio 125-ka? Nie wygląda!" - mówili. I mają rację. Bo ta maszyna nie krzyczy "mała pojemność", tylko spokojnie mówi: "jestem gotowa, jedźmy przed siebie".
Ciekawostka - w Chinach ten sam model występuje też z silnikiem 200 cm³. U nas dostępny jako 125-ka, żeby pasował pod kategorię B i A1, ale to wcale nie oznacza, że brakuje mu charakteru. Wręcz przeciwnie - mimo że to tylko 125 cm³, sprawia wrażenie dużo poważniejszej maszyny.
W końcu trafił się wolny dzień, więc ruszyłem nagrać materiał. A że akurat lało przez trzy dni? Trudno, w końcu turysta motocyklowy nie patrzy na pogodę, tylko jedzie.
Widoki, które zobaczyłem, zaskoczyły mnie totalnie - pozytywnie, rzecz jasna. Zerknijcie tylko na te soczyste chmury - jak z obrazka. I to właśnie jest to. Jedziesz sobie spokojnie, a nagle łapie cię chwila. Bez planu, bez filtra. Po prostu - motocykl i droga.
Kilka słów o marce - solidne korzenie i technologia
Daytona Dymoto X 125 pochodzi od firmy LUOYANG NORTHERN ENTERPRISES, działającej od 1969 roku. Początkowo firma działała w sektorze obronnym, a od 1983 roku produkuje motocykle. W 1992 roku powstało joint-venture Luoyang Northern Ek-Chor Motorcycle Co., Ltd., które wprowadziło na rynek markę DAYANG, pod którą sprzedawana jest także Daytona Dymoto.
Firma posiada własne zaplecze badawczo-rozwojowe i nowoczesne linie produkcyjne, co pozwala jej oferować motocykle w różnych pojemnościach i modelach. Marka jest obecna na rynkach azjatyckich, afrykańskich oraz południowoamerykańskich.
Dzięki temu Daytona Dymoto X 125 to produkt z solidnym zapleczem technologicznym, gotowy na codzienne wyzwania i dalsze wyprawy.
Motocykl gotowy do drogi… każdej
Daytona Dymoto X 125 wygląda jak sprzęt, który chce jechać dalej niż tylko do pracy, czy na zakupy. Ma trzy kufry, dużą szybę, gmole w standardzie i wygodną kanapę. Jest przestrzeń, jest ochrona, jest komfort.
Sercem motocykla jest 14-konny, chłodzony cieczą silnik od Dayang - jednej z większych chińskich firm z wojskowymi korzeniami i doświadczeniem w dostarczaniu części do Suzuki czy Piaggio. I to się czuje - silnik pracuje równo, skrzynia ma 6 biegów, wszystko działa, jak trzeba.
A to wszystko za niecałe 16 tysięcy złotych. I z kuframi w standardzie. No dobra, 14 KM to nie jest 200-ka, ale powiem Wam jedno - do turystyki wystarczy. Producent podaje, że maks to 105 km/h - GPS potwierdza.
A spalanie? Producent podaje 2,2 litra i - co ciekawe - użytkownicy potwierdzają te wyniki. Na początku trudno w to uwierzyć, ale wygląda na to, że tak jest. Oczywiście, jeśli będziecie go ciągnąć do odcinki w trasie, z pełnym obciążeniem, to możecie zbliżyć się do 3 litrów. Mimo to - jak na takie możliwości, dalej jest bardzo oszczędnie.
Zawieszenie, hamulce, wyposażenie
Amortyzatory z przodu upside-down, z tyłu monoshock. I naprawdę dają radę - nawet po deszczu, na błocie i dziurach. Do tego ABS na obu kołach - nie jakieś tam CBS, tylko normalny, dwukanałowy układ, który działa jak trzeba.
Opony? CST - czyli Cheng Shin Tire, marka należąca do tej samej firmy co Maxxis. Oznacza to, że choć CST pozycjonowane są jako budżetowe, to korzystają z zaplecza technologicznego tej większej, bardziej znanej siostry. Nie są to opony klasy premium, ale to też nie jest śliski plastik. Trzymają się asfaltu przyzwoicie, a w połączeniu z ABS-em spokojnie dają radę w turystyce - także tej poza asfaltem.
Na duży plus - stopka centralna. Coraz rzadziej spotykana, a tu proszę. Wymiana koła, naciąg łańcucha, postój na miękkim gruncie - załatwione. Do tego port USB przy kierownicy, pełne LED-y w oświetleniu, porządna szyba z regulacją i wyświetlacz pokazujący wszystko, co trzeba - od prędkości po bieg.
Turystyka w praktyce
Z moimi 182 cm wzrostu siedzi się wygodnie. Postawa wyprostowana, nogi dobrze ułożone, kanapa przyjemna, da się jechać i w trasie, i na stojąco przez dziury. Przetłoczenia w baku są dobrze przemyślane, nie trzeba jechać jak żaba. A jak chcecie się przewietrzyć, albo dać odetchnąć tyłkowi - nie ma problemu, na stojąco też się da jechać.
Kufry? Dwa boczne po 30 litrów, centralny 38 - razem niemal 100 litrów przestrzeni. W środkowym bez problemu mieści się kask i jeszcze coś. A jak trzeba - są dodatkowe uchwyty na bagażnikach, więc namiot, karimata, torba - wszystko da się przyczepić. Tylny kufer ma nawet oparcie dla pasażera. Mało? Jest też miejsce na powerbank albo podgrzewaną kamizelkę - podłączysz ją bezpośrednio do portu USB.
Wady? Owszem, ale nie przeszkadzają
Lusterka są trochę za wąskie - przy moich barkach muszę się lekko wychylać, żeby dobrze widzieć tył. Ale wystarczą dystanse i po sprawie. Podnóżki pasażera - bez gumy. Mała oszczędność, ale da się z tym żyć. Łańcuch? Zwykły, bez o-ringa - trzeba dbać, smarować, a po dotarciu można wrzucić lepszy. Albo zostawić - bo w terenie metalowy bez uszczelnień ma swoje zalety.
Tłumik? Klasyczny. Nie ryczy, nie strzela, ale za to nie przeszkadza w trasie i pasuje do reszty stylistyki. No i jeszcze jedno - jak ktoś nie lubi kierownicy niezależnej od lampy, to może się zdziwić. Ale to tylko kwestia przyzwyczajenia - po kilku kilometrach przestajesz to zauważać.
Podsumowanie
To sprzęt, który po prostu ma sens. Dobrze wyceniony, kompletnie wyposażony i gotowy na daleki wyjazd zaraz po dotarciu. Nie trzeba inwestować, dokupywać, modlić się o dostępność części. Po prostu: wlać paliwo i jechać. Czy w Bieszczady, czy nad morze, czy nad jeziorko 2 km błotnistej drogi dalej.
Daytona Dymoto X 125 to nie tylko dobry motocykl na kategorię B. To propozycja dla tych, którzy chcą przygody - bez zadęcia, bez przesady. Po prostu - jazda.


























Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze