Czerwone ¶wiatło na torach może kosztować prawo jazdy. Rz±d reaguje po tragedii pod Sokolnikami
Wjazd na czerwonym świetle przed przejazdem kolejowym będzie oznaczać nie tylko mandat? Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad przepisami, które oprócz kary finansowej i punktów karnych wprowadzą automatyczne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące dla każdego kierowcy łamiącego ten zakaz.
Bezpośrednim powodem przyspieszenia prac legislacyjnych jest tragiczne, przedwczorajsze zdarzenie w Sokolnikach Suchych na Mazowszu. Przypomnijmy, że samochód ciężarowy zderzył się z pociągiem jadącym na trasie Lublin-Szczecin. Z ustaleń śledczych wynika, że kierowca ciężarówki wjechał na tory pomimo sygnału zabraniającego przejazdu. W wyniku zderzenia z torów wypadły lokomotywa oraz wagony, a jedna z pasażerek w wieku 39 lat, poniosła śmierć. Rannych zostało około 20 osób, część z nich w stanie ciężkim, a poważne obrażenia odniósł również maszynista oraz kierowca ciężarówki.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak w rozmowie z TVN24 zapowiedział twardą reakcję ustawodawcy. Według jego słów każdy kierujący, który zdecyduje się wjechać na przejazd drogowo-kolejowy przy czerwonym świetle, straci dokument uprawniający do prowadzenia pojazdów na okres trzech miesięcy. Projekt ma trafić pod obrady Rady Ministrów już w przyszłym tygodniu, jednak sam tekst ustawy wciąż nie został opublikowany, dlatego nie wiadomo jeszcze, kiedy nowe regulacje zaczną obowiązywać ani czy obejmą swoim zasięgiem także inne wykroczenia popełniane w obrębie przejazdów. Chodzi na przykład omijanie opuszczonych zapór albo wjazd na tory bez gwarancji ich opuszczenia.
Obecnie za takie wykroczenie grozi mandat w wysokości 2000 zł oraz 15 punktów karnych, a w przypadku recedywy w ciągu dwóch lat kwota kary to aż 4000 zł. Samo przejechanie na czerwonym świetle nie skutkuje dziś automatyczną utratą prawa jazdy, choć nagromadzenie punktów karnych może do tego doprowadzić inną drogą. Warto przypomnieć, że sygnał czerwony obowiązuje aż do momentu jego wyłączenia, nie wolno więc ruszać tylko dlatego, że pociąg już przejechał, ani wtedy, gdy rogatki dopiero zaczynają się podnosić. Kierowca zawsze musi poczekać na całkowite zgaszenie sygnału i pełne otwarcie zapór.
Resort infrastruktury wspólnie z Ministerstwem Sprawiedliwości pracuje jednocześnie nad zaostrzeniem przepisów Kodeksu karnego wobec osób doprowadzających do katastrof w ruchu lądowym. Minister Klimczak wspomniał o możliwości wprowadzenia kary pozbawienia wolności oraz zakazu prowadzenia pojazdów na okres dłuższy niż trzy lata, choć szczegóły tych rozwiązań są jeszcze uzgadniane. Sprawą wypadku w Sokolnikach Suchych zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Radomiu, prowadząc postępowanie w sprawie nieumyślnego sprowadzenia katastrofy zagrażającej życiu i zdrowiu około 120 osób, za co grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Czy skala problemu rzeczywiście jest tak duża? Jak podaje Urząd Transportu Kolejowego, w 2025 roku na przejazdach kolejowo-drogowych oraz dojściach do peronów doszło do 186 wypadków, a tylko od stycznia do sierpnia 2026 roku odnotowano ich już 138. Zdarzenia na przejazdach to ponad 37 proc. wszystkich wypadków na liniach kolejowych oraz niemal co czwarta śmiertelna ofiara wypadków kolejowych w Polsce. UTK zwraca uwagę, że do tragedii dochodzi najczęściej wtedy, gdy kierujący ignoruje sprawnie działającą sygnalizację, lekceważy znaki drogowe albo próbuje w ostatniej chwili przecisnąć się przez tory.
Niestety do tragicznych zdarzeń na przejazdach dochodzi również z udziałem motocyklistów. Kilka miesięcy temu, a dokładnie 28 maja 2026 roku w Głuchowie, 30-letni kierujący motorowerem Romet wjechał na niestrzeżony przejazd kolejowy tuż przed nadjeżdżającym pociągiem pasażerskim Arrivy, jadącym na trasie Chełmża-Unisław Pomorski. Mężczyzna został potrącony i mimo długotrwałej reanimacji zmarł na miejscu. Rok temu, 26 czerwca 2025 roku, w Białczu koło Witnicy motocyklista wjechał wprost pod szynobus Polregio na trasie Kostrzyn-Poznań Główny. Pojazd zatrzymał się na torowisku. Na szczęście w tamtej sprawie motocyklista miał olbrzymie szczęście i uniknął poważniejszych obrażeń, choć ruch pociągów musiał zostać na jakiś czas wstrzymany.
Podobne incydenty zdarzają się niestety dość regularnie. W lipcu zeszłego roku w Strękowiznie w powiecie augustowskim motocyklista doznał urazu nogi po wjechaniu pod skład Intercity. Podobnie we wrześniu w okolicach Jeziorek Wałeckich. Lista jest długa. Szkoda tylko, że za każdym razem jedyne rozwiązanie, jakie widzi władza na powyższe problemy i przypadki, to kolejne zaostrzanie kar.







Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarzeNiedawno były podobne zdarzenia na przejeĽdzie w Gdańsku-Lipce, a trochę wcze¶niej w Czarlinie pod Tczewem (Za Torami).
Odpowiedz