Alex Marquez wychodzi z cienia. Bomba z opó¼nionym zap³onem eksploduje w MotoGP
Na swoje pierwsze zwycięstwo w MotoGP Alex Marquez musiał czekać bardzo długo, ale wreszcie odebrał zasłużoną nagrodę za przetarcie szlaków starszemu bratu. Mick wyjaśnia, jak jedna decyzja młodszego z Marquezów odmieniła trzy lata temu losy obu.
Jak na ironię Alex Marquez potrzebował aż 93 startów w królewskiej kategorii, aby wreszcie sięgnąć w niej po swoje pierwsze zwycięstwo. Jak na ironię, bo dokładnie z takim samym numerem ściga się jego starszy i dużo bardziej utytułowany brat, Marc.
Co prawda niedzielna wywrotka Marca ułatwiła Alexowi zadanie i utorowała drogę do przełomowej wygranej, ale to kluczowa decyzja Alexa utorowała z kolei Marcowi drogę do fabrycznego zespołu Ducati.
Długa droga do MotoGP
Alex Marquez zadebiutował w mistrzostwach świata Moto3 w 2012 roku, tym samym, w którym jego o trzy lata starszy brat jechał już po swój drugi tytuł, w drugim sezonie dominując w kategorii Moto2 (pierwsze mistrzostwo wywalczył w klasie 125 w 2010 roku).
Początkowo szło mu całkiem sprawnie. W 2014 roku, swoim trzecim w mistrzostwach świata, Alex zdobył mistrzostwo Moto3, a następnie - śladami Marca - awansował do Moto2.
Tutaj nie było już tak łatwo. Na szczycie podium nie udało mu się stanąć ani w pierwszym, ani w drugim roku w nowej kategorii. W trzecim sięgnął jednak wreszcie po pierwsze zwycięstwo, ale dopiero w piątym wywalczył swój drugi tytuł.
Nie było wątpliwości, że w przypadku Alexa nie mamy do czynienia z talentem na skalę Marca, ale ciężka praca, połączona ze znanym nazwiskiem i mistrzowskim tytułem, otworzyły mu wreszcie drzwi do MotoGP.
Można by powiedzieć, że Marc pomógł wywarzyć je z hukiem, ponieważ za kulisami szepnął podobno szefom HRC do ucha to i owo, dzięki czemu Alex trafił prosto do fabrycznej ekipy Repsol Honda i stworzył ze starszym bratem swojego rodzaju dream team.
Rodzinna radość nie trwała jednak długo, bo pierwszy wspólny wyścig braci w jednych barwach zakończył się dla Marca wypadkiem i kontuzją, która postawiła pod znakiem zapytania całą jego karierę.
Nie mogąc liczyć na wsparcie brata, Alex dość szybko wypadł z łask HRC, ale nie z jej struktur całkowicie, zamieniając fabryczną Repsol Hondę na RC213V prywatnej, ale wspieranej przez Japończyków ekipy LCR.
Wszystko to działo się jednak w czasie, w którym kapryśna Honda niszczyła karierę za karierą, najpierw (bardzo boleśnie) pozbawiając złudzeń Jorge Lorenzo, a później Pola Espargaro.
W takim zestawieniu Alex był bez szans, a jego wyniki wyglądały mocno przeciętnie. Nic dziwnego, że wśród kibiców coraz częściej dało się słyszeć głosy, iż Hiszpan zwyczajnie nie zasługuje na miejsce w MotoGP (to samo mówiono w tym samym czasie o Tace Nakagamim, drugim z zawodników LCR), ale czy aby na pewno?
Wątpliwości miał także sam młody Marquez, który wrócił do wydarzeń z końca 2022 roku dopiero po niedzielnej wygranej w Jerez, cztery dni po swoich 29. urodzinach.
Decyzja, która odmieniła wszystko…
Alex przyznał, że w drugiej połowie fatalnego dla niego sezonu 2022 po prostu poszedł do ekipy Gresini Racing i powiedział jej dokładnie to samo, co jego starszy brat rok później; nie chcę waszych pieniędzy, chcę tylko waszego motocykla, aby przekonać się, czy nadal jestem szybki.
Trafił w idealny moment. Zespół Gresiniego opuszczał właśnie Enea Bastianini, który awansował do fabrycznego składu Ducati. Włosi dysponowali więc wolnym motocyklem, a nie mieli budżetu na nazwisko z najwyższej półki, więc dlaczego nie.
Nawet jeśli było to z jednej strony małżeństwo z rozsądku, a z drugiej ostatnia szansa dla Alexa, decyzja ta opłaciła się, ale nie od razu. Pierwszy sezon był w wykonaniu Hiszpana solidny, ale nie spektakularny, kończąc się na dziewiątym miejscu w tabeli, z dwoma podiami i jednym pole position na koncie.
Już wtedy za kulisami działo się jednak coś bardzo ważnego. Alex przecierał bowiem szlaki dla starszego brata, z którym od kilku lat dzieli imponującą willę na przedmieściach Madrytu. Choć obaj podkreślają, że starają się nie rozmawiać o wyścigach i nie wymieniać sekretami swoich zespołów to… mało kto im wierzy.
Marc miał wówczas na stole lukratywny, nowych kontrakt od Hondy, ale widząc, jak jego brat zamienił właśnie finisze poza punktowaną piętnastką na regularną walkę w pierwszej dziesiątce, a czasami piątce, miał też nad czym myśleć.
Jestem pewien, że wielokrotnie podpytywał młodszego brata o atmosferę w zespole, poziom wsparcia Ducati, a także mocne i słabe strony samego Desmosedici.
Wreszcie podjął decyzję i 12 miesięcy po młodszym bracie zrobił dokładnie to samo, co Alex; zapukał do garażu Gresini Racing, a gdy drzwi się otworzyły, rzucił krótkie; nie chcę waszych pieniędzy, chcę tylko waszego motocykla.
Tym sposobem w sezonie 2024 bracia znów dzielili jeden boks, choć już nie fabryczny i bez milionowego wynagrodzenia, ale za to z dużo bardziej konkurencyjnymi maszynami.
Podczas gdy Alex zaliczył kolejny solidny, choć mało spektakularny rok i zapewnił sobie angaż na sezon 2025, Marc zostawił brata daleko w tyle, stawał na podium, wygrywał wyścigi, walczył o tytuł i ostatecznie zapewnił sobie awans do fabrycznej ekipy Ducati na rok 2025.
Pierwsi tacy bracia
Jego ogromnie ryzykowna zagrywka opłaciła się z nawiązką. Dziś bowiem Marc dominuje w MotoGP i wydaje się poza zasięgiem rywali, choć… w tabeli - już po raz drugi w tym roku - z przewagą jednego oczka, prowadzi Alex.
Marc wygrał już w swoim drugim wyścigu w MotoGP, a debiutancki sezon 2013 zakończył z pierwszym z sześciu mistrzowskich tytułów. Alex do sięgnięcia po pierwszą wygraną potrzebował aż 93 startów bez wizyty na szczycie podium, ale w niedzielę zapisał siebie i brata w historii królewskiej kategorii (w swoim 94. wyścigu MotoGP).
Nigdy wcześniej żadni bracia nie wygrali bowiem przynajmniej po jednym wyścigu MotoGP czy też klasy 500, a przecież wielu próbowało, jak chociażby bracia Espargaro (Pol i Aleix byli blisko), Lowesowie (bliźniacy Sam i Alex, byli bardzo daleko), Laverty (oni również), Robertsowie (synowie legendarnego Kenny’ego, Junior został nawet mistrzem świata, ale jego brat, Kurtis, nigdy nie błyszczał), czy przed laty japońscy bracia Aoki (w wyścigach Grand Prix startowało ich aż trzech, Nobuatsu i Takuma byli blisko w 500-tkach, podczas gdy najmłodszy, Harushika dwukrotnie sięgał po tytuł w 125).
Co ciekawe, warto pamiętać, że taki rekord w historii nadal zapisać może także Valentino Rossi, ale teraz wszystko już w rękach jego przyrodniego brata, Luki Mariniego (który jednak, jak na ironię, startuje na mało konkurencyjnej obecnie, fabrycznej Hondzie).
Wróćmy jednak do wydarzeń z Jerez, gdzie Marc Marquez komfortowo wygrał sobotni sprint, ale w niedzielę zaliczył uślizg przodu w lewym, ósmym zakręcie, jadąc "bardzo spokojnie" na trzeciej pozycji.
Nie ma sensu dywagować, co by było gdyby, bo dzwon to dzwon, a wygrana Alexa była w pełni zasłużona, nawet jeśli nieco spóźniona.
Wychodząc z cienia
Złośliwi, ci sami, którzy nie widzieli dla niego miejsca w stawce w 2022 roku, powiedzą pewnie teraz, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i Alex zawsze pozostanie w cieniu brata, ale myślę, że on nic sobie z tego nie robi.
Poznałem go bliżej jeszcze w czasach jego startów w klasie Moto3 i uważam na bardzo inteligentnego, a przy tym pokornego i sympatycznego młodego człowieka, który przez całą karierę musiał zmagać się z ciężarem porównań do niesamowicie utalentowanego brata.
W tym niefortunnym cieniu Alex radził sobie jednak wyśmienicie, a historia pełna jest przecież przykładów sportowców, aktorów czy wszelkiej maści celebrytów, którzy podobnego ciężaru dźwignąć nie potrafili.
Choć Alex dołożył też swoją - bardzo cenną - cegiełkę do kariery Marca, to jednak podczas każdego wyścigu pracuje na własne nazwisko.
Marqueza pokonać może tylko Marquez?
Wielokrotnie w tym roku, a także w czasach jego dominacji na Hondzie, mówiłem o tym, że Marca Marqueza pokonać może tylko… Marquez.
Co prawda nie miałem wtedy na myśli Alexa, a samego Marca i jego niepotrzebne błędy, jak ten niedawny, ewidentny z Austin, czy nieco mniej oczywisty z Jerez.
Alex jest jednak dzisiaj na pole position, aby perfekcyjnie wykorzystać sytuację i… zgarnąć tytuł? Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się to mało prawdopodobne, ale kolejne błędy Marca, połączone z na pewno większą pewnością i wiarą w siebie po pierwszej wygranej Alexa, mogą przynieść bardzo ciekawe zwroty akcji.
Po rundzie w Jerez chyba nikt nie ma już wątpliwości, że zagubiony Pecco raczej nie będzie w tym sezonie głównym rywalem starszego z Marquezów, ale młodszy brat może zdecydowanie napsuć mu więcej krwi, niż wydaje nam się w tej chwili.
Nawet jeśli ten sezon okaże się widowiskiem jednego nazwiska i teatrem tylko dwóch aktorów, to jednak wcale nie zapowiada się mało ekscytująco. Wręcz przeciwnie!
Alex odpalił już bombę, ale czy wyjdzie z cienia brata na dobre? Przekonamy się już w kolejnych wyścigach. Następny krok, to pokonanie Marca w otwartej walce.


Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze