529 fotoradarów i pół miliona bezkarnych kierowców. Rz±d chce to zmienić
Polska infrastruktura nadzoru drogowego rozrosła się do imponujących rozmiarów. Już za dwa miesiące na trasach będzie pracować łącznie 529 stacjonarnych urządzeń pomiarowych i 114 odcinków objętych kontrolą średniej prędkości o łącznej długości 670 km. Witamy w naszym pięknym kraju.
To jeszcze nie koniec. Do tego mamy przecież 62 systemy monitorujące przejazdy na czerwonym świetle. Ale Ministerstwo Infrastruktury zabrało się za pisanie nowej ustawy, bo sieć nie jest dość szczelna i ma za duże oczka.
Powyższy arsenał szklanych obserwatorów i elektroniki teoretycznie pozwala zarejestrować ponad milion naruszeń rocznie. Problem polega na tym, że błysk fotoradaru to dopiero początek drogi, która nierzadko kończy się w koszu na śmieci. Otóż nawet połowa zarejestrowanych wykroczeń nie kończy się żadną sankcją i pieniądze nie wpływają do kasy. Kierowcy zarejestrowani za granicą wymykają się systemowi w sposób niemal automatyczny, a na dodatek w wielu sprawach postępowanie ciągnie się tak długo, że wykroczenie po prostu się przedawnia, zanim zdąży trafić na wokandę.
Do tego ujawnił się kolejny problem, tym razem natury prawnej. Część sądów zaczęła odrzucać wnioski Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, kwestionując uprawnienia tej instytucji do ścigania właścicieli pojazdów, którzy nie wskazali, kto siedział za kierownicą w chwili rejestrowanego naruszenia. To poważna dziura w systemie.
W odpowiedzi na te kłopoty Resort infrastruktury szykuje pakiet zmian. Pierwsza dotyczy procedury wskazywania kierowcy przez właściciela pojazdu. Dziś wystarczy podać imię i nazwisko i na tym obowiązek się kończy. Po nowelizacji konieczne będzie dołączenie adresu zamieszkania wskazanej osoby. Taka prawidłowo wskazana osoba miałaby następnie otrzymywać korespondencję z GITD z pytaniem o potwierdzenie faktu kierowania pojazdem i deklaracją w kwestii przyjęcia lub odmowy przyjęcia mandatu.
Drugi pomysł to stworzenie centralnego rejestru pojazdów, których naruszenia zostały zarejestrowane przez CANARD, ale których sprawcom nie udało się skutecznie doręczyć sankcji. Na tej liście mają się znaleźć przede wszystkim auta z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi. Rejestr ten miałby bezpośrednie przełożenie na kontrole drogowe, zatem patrol zatrzymujący taki pojazd mógłby zabrać kierowcy dowód rejestracyjny albo pobrać kaucję odpowiadającą wysokości grzywny za stwierdzone wcześniej przekroczenie prędkości. To rozwiązanie uderzy szczególnie w turystów i kierowców z zagranicy.
Trzecia zmiana ma charakter stricte proceduralny i dotyczy formalnego statusu GITD w postępowaniach sądowych. Chodzi o wyraźne ustawowe wskazanie, że inspekcja posiada uprawnienia oskarżyciela publicznego w sprawach o odmowę wskazania kierowcy. Dzięki temu sądy przestaną odrzucać wnioski z powodów formalnych, a sprawy będą mogły być faktycznie rozpatrywane merytorycznie.
Czy i kiedy dojdzie do tych wszystkich zmian? Pierwsze informacje o pracach nad nową regulacją pojawiły się w lipcu 2025 roku i od tamtej pory nie wydarzyło się praktycznie nic. Projekt nie przeszedł przez Zespół do spraw Programowania Prac Rządu, nie zatwierdziła go Rada Ministrów i nie trafił do Sejmu. Zbliża się rocznica pierwszych doniesień, a przepisy stoją w miejscu. Co to oznacza w praktyce? Że przez najbliższe miesiące, a być może i dłużej, nic się nie zmieni.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze