tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 07 zgłoś się, czyli Suzuki GSX-S 750 i Benelli 752S w świętokrzyskim porównaniu
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

07 zgłoś się, czyli Suzuki GSX-S 750 i Benelli 752S w świętokrzyskim porównaniu

Autor: Raff 2020.05.22, 13:47 1 Drukuj

Cecha wspólna - pojemność silnika. Różnice - niemal wszystko inne. Pomysł porównania Benelli 752S i Suzuki GSX-S 750 od początku traktujemy jako pewien eksperyment, tym bardziej, że oba motocykle wyrywamy z ich naturalnego, miejskiego środowiska i zabieramy w podróż.

Miejski naked to najpopularniejszy rodzaj motocykla. Trudno jednak mówić o nim jako o jednym typie, czego dobitnym przykładem są bohaterowie tego właśnie artykułu. Suzuki GSX-S 750  to motocykl z mocnymi, sportowymi genami, wywodzący się w prostej linii od gixera 750, Benelli 752S to świeżak, któremu zdecydowanie bliżej do bulwarówki niż do sportowca. Dwa różne modele, przeznaczone dla dwóch różnych motocyklistów.

NAS Analytics TAG

Jaki jest zatem sens porównania? Zasadniczy - chcemy sprawdzić, czy oprócz swoich niewątpliwych zalet jako miejskich przecinaków, oba motocykle pokażą także swoje turystyczne oblicze podczas intensywnego weekendowego wypadu w piękne okolice.

Gotowy do skoku

Naszym celem są okolice Gór Świętokrzyskich. Nie mamy w planach zwiedzania wszystkich atrakcji, chcemy skupić się na doznaniach z jazdy, przeplatanych od czasu do czasu postojem w jakimś pięknym miejscu. Taki plan ma swój prosty powód - trwają ograniczenia w przemieszczaniu się, związane z ogłoszonym stanem pandemii. Restauracje i atrakcje turystyczne są pozamykane, pozostaje nam zatem tylko jazda.

Wyjazd z Warszawy w stronę Warki ujawnia pierwszą, zasadniczą różnicę między motocyklami - pozycję kierowcy. W Suzuki jest ona mocno "aktywna", a mówiąc po polsku jestem na tym motocyklu skulony, jakby gotowy do skoku. W miejskim gąszczu i w szybkich zakrętach to spora zaleta, bo znakomicie czuć motocykl, jednak kiedy trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów, pozycja ta staje się nieco dokuczliwa.

Dla odmiany w Benelli siedzi się wygodnie, prawie jak na cruiserze. Kąt ugięcia kolan jest znacznie mniejszy niż w GSX-S 750, jest także jakby więcej miejsca, zapewne przez wygodną, szeroką kierownicę.

Szybkie wyprzedzanie ciężarówek w okolicach Warki ujawnia jednak wybitną przewagę Suzuki nad Benelli - przepaść w mocy i przyspieszeniu. Choć Benelli określa 752S jako "power naked", to z tym "power" zdecydowanie przesadzono. 77 KM wystarcza do dynamicznej jazdy miejskiej, ale szatanem tego motocykla nazwać nie sposób. Co innego Suzuki ze 114 końmi czystej krwi japońskiej. Silnik tego nakeda dosłownie wyrywa się do szaleństwa i potrzeba wielkiej siły woli, by opanować prawy nadgarstek. Benelli dla odmiany zbiera się z odrobiną brytyjskiej flegmy, choć trzeba mu przyznać, że dwucylindrowa rzędówka brzmi przy tym bardzo miło.

Krzyż i topór

Zmierzając w stronę Studzianek Pancernych wybieramy nie tę drogę, co trzeba i stajemy przed koniecznością przeprawy szutrowo-piaszczystą drogą. Mimo że oba motocykle to typowe mieszczuchy, z asfaltowymi oponami, bez większych problemów dają radę również na takiej nawierzchni. Suzuki trochę gorzej znosi nierówności - daje o sobie znać sztywne, sportowe zawieszenie.

Przystajemy na chwilę pod pomnikiem żołnierzy w Studziankach i ruszamy dalej opustoszałymi w czasie pandemii drogami. Tym razem już asfaltowymi. Szutrowe szlaki to nie jest coś, co nasze miejskie nakedy mogłyby polubić.

Za to piękne, boczne drogi pogranicza mazowsza i świętorzyskiego są żywiołem naszych maszyn. Łagodne, szybkie zakręty i długie proste przez las odkrywają turystyczne geny obu motocykli. Benelli 752S, dzięki wygodniejszej pozycji i rasowemu brzmieniu silnika jest zdecydowanie bliżej turystyki, ale Suzuki GSX-S 750 nadrabia żywiołowością. To po prostu inna forma podróży - Benelli daje spokój i relaks, Suzuki wyzwala adrenalinę.

Po 130 kilometrach pustych dróg, docieramy do zamkniętego zamku Krzyżtopór w Ujeździe. Nigdy nie ukończony, szalony i pełen tajemnic zamek był swego czasu największą budowlą pałacową. Potem Francuzi nam pozazdrościli i zbudowali Wersal. Do dziś rezydencja Krzysztofa Ossolińskiego robi niesamowite wrażenie, a opowieści o cudach, które można było zobaczyć w tym zamku, przyprawiają o dreszcze ekscytacji.

Robimy sobie przerwę obiadową w wiacie z widokiem na zamek i kontemplujemy przepiękne otoczenie. O gastronomii możemy tylko pomarzyć, na szczęście mamy własną kuchenkę i jedzenie.

Bernardyn i labrador

Najedzeni, ale wciąż głodni jazdy, zbieramy się w dalszą drogę. Przez Bogorię i Staszów docieramy do pałacu w Kurozwękach, ale kiedy tylko robimy pierwsze zdjęcie, przybiega do nas ochroniarz i każe się wynosić. Cóż, skąd mogliśmy wiedzieć, że te cztery znaki zakazu wjazdu to tak na poważnie?

Na osłodę postanawiamy zajrzeć do "polskiego Carcasonne", jak butnie określa się Szydłów. Porównanie cokolwiek przesadzone, ale faktycznie pięknie odrestaurowane mury obronne robią wrażenie. Klimat tego miasta jest ujmujący, wielka szkoda, że gospodarze nie dbają o odpowiednią promocję swojego miasta.

Chylące się ku horyzontowi słońce przypomina o upływającym czasie. Zanim wrócimy do Warszawy, chcemy jeszcze zobaczyć pobliskie jezioro Chańcza. Dziwnie wygląda to miejsce, tętniące zwykle życiem, pełne spacerowiczów, dzieci i szybkiego jedzenia, dziś puste, jakby wymarłe. Podczas naszych podróży zwykle nie przepadamy za tłumami, ale teraz jakoś nam dziwnie, coś tu nie pasuje.

Drogą przez Łagów, Nową Słupię i Bodzentyn objeżdżamy niezwykle piękne pasmo Łysogór, z najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich - Łysicą. To wciąż niedoceniany motocyklowo region Polski, a szkoda - są tu wymarzone trasy dla tych, którzy się nigdzie nie spieszą.

Do Warszawy docieramy już po zmroku dość mocno poskładani po całodziennej podróży. Zrobiliśmy prawie 500 km miejskimi nakedami. Spodziewaliśmy się bólu pleców, pośladków, strzykania w kolanach. Tymczasem, choć do komfortu wielkich turystyków obu tym motocyklom daleko, bez większych problemów daliśmy radę na takim dystansie.

Właściwie największym problemem była droga powrotna drogą S7, ze względu na mizerną ochronę przed wiatrem. Na bocznych drogach oba motocykle sprawdziły się znakomicie. Suzuki oferuje sportową pozycję i żywiołowy silnik. Jest jak szczeniak labradora, który cały czas chce się bawić i niestrudzenie prosi o rzucanie piłki. Benelli, choć świeżak, przypomina doświadczonego bernardyna, który lubi spacery i kocha swojego właściciela, ale jest jednocześnie dostojny i mimo swojej wielkości, łatwy do ogarnięcia.

Więcej informacji o motocyklach Suzuki GSX-S 750 i Benelli 752S znajdziesz na stronach producentów.

NAS Analytics TAG


NAS Analytics TAG
Zdjęcia
NAS Analytics TAG
Komentarze 1
Pokaż wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ścigacz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usunięty. Uwagi przesyłane przez ten formularz są moderowane. Komentarze po dodaniu są widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadającym tematowi komentowanego artykułu. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu Ścigacz.pl lub Regulaminu Forum Ścigacz.pl komentarz zostanie usunięty.

Nasi fani komentowali

Polecamy

Aktualności

NAS Analytics TAG
reklama

sklep Ścigacz

    NAS Analytics TAG
    na górę