Dziwny dreszcz przechodzi człowieka po plecach, gdy wsiada pierwszy raz na supermoto. Tym dziwniejszy, kiedy zda sobie sprawę, iż to sześćsetka dobrze rozpoznawalnej marki, jaką jest Husqvarna. Włoska firma znana jest od lat z tworzenia ostrych motocykli offroadowych, które skutecznie konkurują z tuzami gatunku. Na motocyklach spod tego znaku jeździ nasz mistrz Bartek Obłucki, co napawało mnie dużym optymizmem, przeplatanym ekscytacją związaną z zapoznaniem się z agresywną maszyną supermoto.

Supermoto

Czy ktoś wie, czym jest wyżej wspomniane supermoto? Śpieszę z objaśnieniami. Wyobraź sobie drogi Czytelniku mocny motocykl crossowy, jakąś 450-tkę lub nawet coś większego. Mam nadzieje, że masz to już w głowie. Teraz dodajmy do tego 17calowe koła na szerokich oponach, sportowe czterotłoczkowe zaciski, obniżone i utwardzone zawieszenie, poskracane błotniki i zmienione przełożenia - to właśnie jest supermoto. Jedna z większych motocyklowych hybryd ostatnich lat. Rasowe motocykle tego typu przy masie około 100kg, mocy w granicach 60 KM i zwrotności dużo lepszej niż popularne „ścigi" dają niesamowicie duża dawkę adrenaliny w mocno skondensowanej pigułce.

Zawody supermoto rozgrywane są na przeróżnych torach - przede wszystkim jednak na kartingowych. Sam obiekt jest także przedziwną konstrukcją, gdyż łączy się go z kilkoma piaszczystymi zakrętami, a nawet hopkami niczym w motocrossie! Rusz wyobraźnią drogi Czytelniku po raz kolejny i zobacz siebie stojącego na starcie do takiego wyścigu. Pod czterema literami buczy Ci duży jednocylindrowiec. Startujesz! Wpadasz na serię zakrętów jeden w drugi, ostre hamowanie, uślizg tylnego koła, zjazd na piasek, hopka i znów na torze - 100% czystej mieszanki wszystkich nałogów świata podawane drogą dożylną.

Husqvarna SM 610 S to też taka maszyna - nieokiełznana, niesamowicie mocna, zwrotna, agresywna i dzika ... no właśnie. Czy aby na pewno? Zacznijmy od początku.

Prolog

Moje niewłaściwe podejście, zaprezentowane na samym początku, owocowało później coraz to większą konsternacją. Czy naprawdę to jest właśnie to niebezpieczne niczym lew podczas godów supermoto? Nie byłbym taki pewien.

W taki oto sposób skutecznie zapełniłem kartkę tekstem, nie pisząc nic konkretnego. Poważnie jednak mówiąc, chciałem zaznaczyć genezę supermoto samego w sobie i porównać ją z genezą testowanego motocykla. Sam z chęcią nazwałbym go jako „rekreacyjne supermoto" lub „supermoto turystyczne", bo w rzeczywistości bardziej pasuje do takich określeń. Proszę, więc nie popełniać mojego błędu i pogodzić się z faktem, iż zaraz zapoznacie się Drodzy Czytelnicy z testem dobrego motocykla uniwersalnego, a nie maszyny wyczynowej.

Pierwsze wrażenia

Siadam za sterami. Pierwsze, co rzuca się w oczy to wygodna, wyprostowana pozycja. Mimo mojego, nie oszukujmy się, niedużego wzrostu, bez problemu dosięgam nogami do ziemi, a to duży plus. Ustawiam lusterka, które notabene dość ciężko dają się skalibrować, lecz po krótkiej walce wszystko jest w porządku. Czas chyba odpalić. Elektryczny starter wprawia tłok w ruch i już z tłumika słyszę znajomy basowy gong jednocylindrowca. W jednym momencie przypomina mi się, jak ja to lubię. Brzmienie okaże się bardziej rasowe niż cały motocykl - jednakże po kolei.

Warszawska zatłoczona ulica staje dla mnie otworem, gdy wyjeżdżam na nią dosiadając nowej Husky. Nie rozkręcam jej mocno i delikatnie lawiruje między puszkami w drodze do świateł. Szeroka kierownica i ogólny dobry wgląd na sytuację wokół ukazuje bardzo dużą zaletę tego motocykla, jaką jest przydatność w mieście. Dojeżdżam do świateł i ...

Heble

... i tylne koło wędruje w górę, gdy lekko muskam dźwigienkę przedniego hamulca. Spłoszony niczym jamnik w burzową noc, odpuszczam szybko. Pierwsze naprawdę miłe zaskoczenie! Cztero tłoczkowe zaciski firmy Brembo wgryzają się siarczyście w 320mm tarczę. Nic dziwnego, iż ten osprzęt tak działa - spokojnie wyhamowałby Boeinga 747, a przecież nie możemy zapominać, że mowa tu o 140 kg motocyklu. Sportowego smaczku dodają także przewody w stalowym oplocie oraz złotawy kolor zacisku.

Jak się okaże parę przestraszonych staruszek dalej, tylny hamulec radzi sobie równie męsko z powierzonymi nań zadaniami. Po mniej lub bardziej efektownym zatrzymaniu się pod światłami, próbuję wbić luz.

Skrzynia biegów

To jest po prostu niewykonalne! Na pierwszej sygnalizacji pokonała mnie skrzynia biegów. Już wcześniej zauważyłem, że przekładnia chodzi wyjątkowo twardo, ale nie przepuszczałem, co mnie czeka. Kontrolka z mała literką „N" wyprowadziła mnie z równowagi. W tej Husqvarnie po prostu niemożliwe jest wbicie biegu jałowego podczas pracy silnika.

Dwie godziny później na torze kartingowym okaże się ostatecznie, iż skrzynia biegów jest dużą skazą na tej maszynie. Jej działanie jest niesamowicie toporne, biegi wyskakują, a jej zestopniowanie jest większym nieporozumieniem, niż wokalista młodzieżowego zespołu Tokio Hotel. Na mieście można to jakoś przełknąć, na torze to niewybaczalne.

Silnik

Stoję więc pod owymi światłami, trzymając mocno dźwigienkę sprzęgła. Obok mnie „przepiękne" czarne BMW późnych lat osiemdziesiątych - oczywiście głośna muzyka, w której rytm obija się tylna rejestracja, kule dyskotekowe, plusz, skrzydła i neony inlcuded. Ciężko powiedzieć, kto był za kierownicą, gdyż szyby były prawdopodobnie polakierowane wraz z autem. Kierowca gazuje mocarne 1.6. Nie mam zamiaru się z nim ścigać, bo od tego jest tor, z chęcią jednak odkręcę trochę mocniej manetkę.

Żółte, zielone - poszli! Motocykl dość żwawo wyrywa do przodu, ale gdzie jakieś fajerwerki? Do licha, przecież to sześćsetka! Jedynka, dwójka, trójka i na liczniku mam już 120km/h. Oczywiście BMW zostało dawno w tyle, ale jestem niepocieszony. Przecież taki motocykl powinien przesunąć mnie o kilka centymetrów w tył siodła, powyrywać nadgarstki i co najmniej przez pierwsze trzy biegi rwać na gumę. Nic... cisza...

Maszyna jednak szybko przyspiesza, jest silna i dość elastyczna. Jedyne, czego mi w niej brakuje, to nieokiełznanej dzikości. To jakby zrobić sobie herbatę po ciężkim dniu pracy w trzydziesto stopniowym upale i nie mieć cukru - niby mokre, ale czegoś brakuje.

Trasa

Krótko o jeździe w trasie. Maszyna tam spisuje się wyjątkowo dyskusyjnie. Dopóki trzymamy się około 120km/h jest w porządku. Motocykl jest stosunkowo dynamiczny, a pęd wiatru nie jest jeszcze taki uciążliwy. Niestety to, co dzieje się powyżej tego wskazania prędkościomierza nie napawa optymizmem, raczej woła o pomstę do nieba i przywołuje myśli samobójcze. Między 120km/h - 150km/h mamy tyle czasu, iż można by przeczytać Pana Tadeusza, usmażyć jajecznicę na boczku lub zrobić coś równie mniej lub bardziej pożytecznego.

Zapomnijmy jednak o tej kwestii, gdyż to turystyk raczej nie jest, a jak ktoś chce wygodne siedzenie i podgrzewane manetki, to niech kupi Gold Winga lub inną Honde Civic na dwóch kółkach.

Filmy

Pozostałe filmy:
husqvarna 610 sm freestyle
husqvarna 610 sm miasto
husqvarna 610 sm na torze
husqvarna 610 sm stunt
husqvarna 610 sm tor asfalt
husqvarna 610 sm w terenie
husqvarna 610 sm
husqvarna 610 przod przod
husqvarna 610 supermoto stoppie
husqvarna 610 sm stoppie turn
husqvarna 610 sm wheelie raptowny
husqvarna 610sm stoppie
husqvarna 610 supermoto wheelie
husqvarna 610sm wheelie
husqvarna 610 sm wheelie
husqvarna 610 sm przod
husqvarna 610 stoppie
husqvarna 610 sm michal
husqvarna 610 sm pies husqvarna 610 superm oto pies
husqvarna sm 610 hopka husqvarna 610 sm jazda
husqvarna 610 supermoto offroad husqvarna 610 sm hopka
husqvarna 610 sm skok husqvarna 610 sm zakret

Aktualności

reklama

sklep Ścigacz

    na górę